Fajnie, że podkreślasz to "z moich obserwacji". Moje są akurat całkowicie odwrotne
Był czas, że moją praktycznie codzienną rutyną był kilkunastokilometrowy bieg po lesie. Średnie przewyższenie jakieś 300-350 metrów, mocne podbiegi głownie po kopnym piachu, średnie tempo liczone ex post w okolicach 4:45 min/km. Ciężki trening jak na mnie. Nic innego co kiedykolwiek robiłem (i to nawet w kombinacji z całorocznymi dojazdami do roboty rowerem - razem kilkadziesiąt km dziennie) nie trzymało tak mojej wagi (i wydolności) w ryzach. A było to zaledwie jakieś 1h-1h15 biegu dziennie.
Każdy z nas ma swoje obserwacje. Banałem będzie stwierdzić, że żyjemy różnie, w różnym środowisku, że nasze "skąd-i-dokąd-idziemy" są różne. Razem tworzymy internetową anecdotal evidence, która może być ciekawa do poczytania, czasem do inspiracji. Moim zdaniem znacznie ciekawsza niż - pardon le mot - "gównoburze" rozpętywane w oparciu o "światopogląd naukowy" rodem z forów i internetowych serwisów fitnessowych.
pzdr
Fawlty