Ja jestem! Pomijam już w sumie cenę, bardziej się dziwię że ludzie wielkie silniki kupują żeby jeździć po mieście. Ale to jest temat na odrębną dyskusję dla socjologów. Paliwo lejemy za setki złotych, ciągle kupujemy samochody które tracą co roku na wartości sporo, a i utrzymanie kosztuje - a na rowerach liczymy każdą złotówkę wydaną na dętkę czy oponę. Wiadomo, chodzi o kult spalinowej furmanki ale mimo to dalej jestem w szoku jak ludzie chcą i potrafią oszczędzać na rowerze. I ciężko im wytłumaczyć że dobre części muszą kosztować.
To jest takie durne gadanie że "łopona do samochodu 200 zł kosztuje to ja mam dać stówkę za taką do roweru". W ich opinii chyba powinny być na wagę, i odpowiednio mniej kosztować. Sporo kwiatków można się nasłuchać pracując w branży ale generalnie to o czym wspomina @zekker czyli to żeby rower dowoził zawsze, miał wszystko co potrzebne, z wagą na końcu listy wymagań króluje. Przynajmniej w Rzeszowie i na Podkarpaciu.