Skocz do zawartości

zekker

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    8 146
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    89

Zawartość dodana przez zekker

  1. Bo myślami hen gdzieś daleko poza miastem Sierpień 2015, gdzieś w okolicach Ślęży i Raduni. Nie ma się co z nich śmiać, bo w odróżnieniu od nas mają własny program rakietowy (cywilny i wojskowy).
  2. Bo niebieski ptak przysiadł na ziemi To tak dla odmiany od tych wszystkich pól, lasów i gór przemierzanych na rowerze. Punkt obserwacyjny przy ul. Kosmonautów w Gdańsku, jak dla mnie najlepszy punkt "górka" z trzech istniejących: bardzo blisko punktu przyziemienia i początku rozbiegu, mniej popularny od tej przy Bysewskiej. Do marud jak to ma związek z rowerem: -to był jeden z głównych punktów wycieczki tamtego dnia -jest to dosłownie skok w bok od ścieżki przy Nowatorów, wiec można sobie tutaj zrobić przystanek i jedząc batony/kanapki popatrzeć na te niezwykłe maszyny
  3. Fizyki nie oszukasz. Na wejściu masz drogę przebytą przez stopę, na wyjściu drogę przebytą przez obrót koła. Co jest pomiędzy nie ma znaczenie oprócz strat energii na tarciu. Patrząc na ten film, to ugięcie nogi w górnym i dolnym położeniu jest porównywalne z korbą, czyli stopa przebywa podobną drogę. Jeżeli jedzie się lżej, to znaczy że wolniej.
  4. Wymyślają koło na nowo Może jestem trochę zmęczony ale w kilku miejscach fizyka przegrała z marketingiem
  5. Bo wszędzie szaro i ponuro, to trochę kolorków sprzed tygodnia Gdzieś między Wąwozem Huzarów, a Lipnicką Drogą w Trójmiejskim PK.
  6. Bo nie sugerujcie się, że tak jest w Trójmieście, choć jak widać miejscami jest Śniegu w lasach jest akurat tyle, że się dobrze jedzie, na bardziej uczęszczanych trasach wydeptane do piasku, na drogach leśnych mniej lub więcej lodu. W jednym miejscu górka ledwo przyprószona śniegiem ale to był południowo zachodni stok, w biegunach zimna tak jak widać.
  7. Zamiast marudzić złóż sobie fatbike na oponach typu Dillinger 5 i prawie żadne warunki nie będą straszne Wygrzebane z szuflady z 2010, rano jechało się ok, w ciągu dnia przejechał pług:
  8. Takie teksty to były dobre 10 lat temu i faktycznie takie słyszałem na mieście czy w lesie. Teraz widok kogoś na rowerze zimą nie jest niezwykły (przynajmniej w mojej okolicy). Bo czekając na białe szaleństwo, trochę wspominek (2013)
  9. I to też nie zawsze dadzą radę.
  10. Bo na co dzień zima wygląda tak:
  11. Bo Sky City we mgle: Dla ciekawskich: Rafineria Gdańska, nocą przypomina miasto, kto jeździ 7/obwodnicą południową i Sucharskiego ten zna widok, tutaj od drugiej strony czyli z ul. Płońskiej.
  12. Bo oko w oko z przyrodą: Mam nadzieję, że się nie powtarzam z tym zdjęciem. Zrobione 10 lat temu i już nie pamiętam gdzie wstawiałem, a gdzie nie
  13. Bo Manhattan przypłynął: Tak naprawdę to nie Manhattan, a Madryt https://www.marinetraffic.com/en/ais/details/ships/shipid:4838690/mmsi:219836000/imo:9778791/vessel:MADRID_MAERSK
  14. Bo no ... Sherlock
  15. W większości przypadków nie trzeba celować, wystarczy rozpylić w powietrze. Jak celnie rzucisz, to tak ale sam zapach niekoniecznie odstraszy. Chyba nie miałeś psa, więc nie wiesz jak szybki potrafi być podczas zabawy, kiedy nie chce zrobić krzywdy. Tutaj mowa o atakującym, wymachiwanie kończynami w jego stronę, to głupota.
  16. Skórka pomarańczy/cytryny ale nie jest to na tyle mocne, żeby stosować jako środek obronny na agresywne psy.
  17. Zwolnić i w razie potrzeby zatrzymać się. Nie tylko tobie.
  18. Bo brzuchem do góry, czyli co się człowiek będzie męczył w niedzielę:
  19. http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=wdu19911010444 http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19911010444/U/D19910444Lj.pdf Art 30. 1. Ten punkt jest w najnowszym ujednoliconym tekście, jak i w pierwotnej wersji z 1991. Dla mnie to jest jednoznaczne, że pies musi być na smyczy trzymanej przez opiekuna.
  20. Jest zakaz spuszczania ze smyczy, ewentualnie miejscowe zakazy wstępu do rezerwatów ścisłych.
  21. Bo będę was męczył Kotliną Kłodzką do kolejnych wakacji Tym razem widok na zachodnią część Kotliny. Opis skromny, bo mimo tylu wyjazdów w tamte okolice jeszcze nie znam dobrze gdzie i co zwłaszcza, że w tą stronę praktycznie pierwszy raz miałem okazję popatrzeć. Zdjęcie zrobione z budowanych tras Glacensis, na odcinku Przełęcz Łaszczowa - Przełęcz Kłodzka. Na samej prawej krawędzi załapała się Mała Sowa, gdzieś w lewo od niej Wzgórza Włodzickie i góry Włbrzyskie i Kamienne. Od lewej Stołowe z charakterystyczną sylwetką Szczelińca. Na środku majaczą Karkonosze (ponad 70km w linii prostej), a przed nimi mogły się załapać czeskie Teplickie Skały. Na zdjęciu nie załapały się: -z prawej Góry Sowie z Wielką Sową i Srebrną Górą (widoczna twierdza) -z lewej Kłodzko i za nim Góry Bystrzyckie i Orlickie Póki krzaki nie odrosną widoki na Kotlinę są Więcej o trasach postaram się skrobnąć tutaj: https://www.forumrowerowe.org/topic/224702-singieltrak-singletrack-glacensis/
  22. Z totalną bym nie przesadzał, bo to by mi się bardziej kojarzyło wręcz ze strachem. Mnie wchodzenie na ślepo w zakręty nie podnieca, wyrosłem z manii prędkości za wszelką cenę. Wolę się napompować stromym trudnym zjazdem, rozpędzić się mogę jak widzę co mam przed sobą. W okolicy mam do wyboru tyle ścieżek, że nie ma problemu z odpuszczeniem na 50m, bo zaraz będę mógł dać w palnik na kolejnych kilkuset. A po mieście, to chcę sprawnie przejechać z A do B i przede wszystkim w jednym kawałku. Jest to ostatnie miejsce do szukania adrenaliny. Ja w mieście, więc dużo więcej mam takich przypadków ale nawet pomijając smycz, to pies może pobiec do właściciela (przywołany lub nie) prosto pod koła. Dla mnie te kilkadziesiąt metrów wolnej jazdy nie robi różnicy. Nie zakładam że da się przewidzieć wszystko ale można minimalizować ryzyko poważnych skutków zderzenia. Dzieci i zwierzęta traktuję z dużym zapasem niepewności, jadę tak, żebym zdążył wyhamować, bywa że jest to 5km/h. Sytuację kolizyjną miałem nie jedną ale nie pamiętam już kiedy ostatni raz jakoś szczególnie podniosłoby mi się ciśnienie i jeszcze mieć pretensje do całego świata. Powiedziałbym, że ta akcja z jeleniem wręcz modelowa i w zasadzie sedno tego o czym piszę (w kontekście interakcji z innymi na drogach). Prawidłowo założyłeś, że nie jesteś pewny reakcji zwierzęcia, prawidłowo zwolniłeś. Jak poleciał to pewnie nawet już stałeś lub na tyle wolno jechałeś, że stanąłbyś w moment. Nawet jakby zaatakował, to pewnie skończyłoby się na naprawie karoserii, może wymianie szyby, a nie totalną masakrą.
  23. Gdzie to? Przypomina Zatokę Gdańską ale nie kojarzę tego miejsca. Bo jak wspominki, to wspominki Widok na Karkonosze z Gór Orlickich.
  24. Czyja większa głupota, twojej bardzo szybkiej jazdy, czy innej osoby na drodze? Nie traktuj tego jako ataku czy ganienia ale temat do przemyślenia. Dla mnie oczywiste jest, że im większa prędkość tym większe ryzyko. Wiem też jak łatwo włącza się tryb nieśmiertelności: "na pewno za zakrętem jest pusto", "w razie co hamulce dadzą radę", "zmieszczę się" i wiele innych "będzie ok", tyle że to wszystko można wrzucić do wora "... prawda", co wiele opisów wypadków potwierdza. Będę nudny: nie masz pewności na drodze - zwolnij, będziesz miał więcej czasu na przemyślenie i reakcję, a ewentualne skutki będą mniejsze. To jest naprawdę proste i skuteczne, jedyny problem to przełamać się, żeby nie było problemu z odpuszczeniem. Te kilka chwil przyjemnej szybkiej jazdy chyba nie są warte operacji i miesięcy rehabilitacji? Z drugiej strony, zwłaszcza w górach, spod koła może polecieć kamień, po co narażać innych? W kwestii psów, to znowu podstawą wypadków jest założenie, że pies nie wbiegnie pod koło, że lata bez smyczy. Lepiej założyć na początku odwrotnie. Jak widzę psa i człowieka, to zakładam, że między nimi jest linka, zwalniam i obserwuję, żeby upewnić się, że jest inaczej (co ma w ręce, jak ma tą rękę ułożoną, czy widać zaczep smyczy itp.). Psa też trzeba obserwować i zrozumieć co robi. Jak węszy zawzięcie, to prawdopodobnie nawet nas nie dostrzega, pójdzie tam gdzie go nos poprowadzi. Jak doganiamy psa od tyłu, to często nie zdaje sobie sprawy, że za nim jesteśmy, warto chociażby strzelić klamkami. Nie raz bywało, że mijany pies był zaskoczony moją obecnością. Nawet jeżeli pies wie o naszej obecności, nie jest zajęty czymś innym, to potrafi wejść w drogę. Zaskoczony, wystraszony, może zrobić cokolwiek, od ucieczki, przez wbiegniecie pod koło, po atak. Właścicielowi też trzeba dać szansę zauważenia i czas na reakcję. To wcale nie jest takie oczywiste, że nas słychać doskonale i od razu wiadomo z jakiego kierunku. Przede wszystkim z jakiej odległości będzie nas słychać 20, 30, 50 metrów? Nawet zakładając 50m, to przy 60km/h daje to tylko 3s na zauważenie i reakcję - cholernie mało zwłaszcza w kontekście z psem. Na słuch musisz najpierw wyłowić dźwięk z tła, potem się zorientować co w zasadzie słyszysz, zorientować się skąd rower jedzie i w jakim kierunku, a potem jeszcze właściwie zareagować. Jak jeszcze jest zajęty czymś (rozmową, gapieniem się w telefon), to reakcja jest jeszcze wolniejsza. Jeżeli mam się nie rozbić, to liczę na siebie.
  25. Skup się, bo opisujesz sytuację na drodze, a nie co siedzi w głowie i powoduje stres, a to jest istotą problemu. Tak trzeba wytłumaczyć, bo ja tutaj problemu nie widzę. Warunki na drodze są jakie są, trzeba się do nich dostosować. Nie mam problemu z poczekaniem na wolne miejsce, innych można ostrzec dzwonkiem, powiedzieć przepraszam, czy w ostateczności krzyknąć. Tu wychodzi właśnie to co krytykowałeś u tego kierowcy z zyskiem 20s. To jest ta sama postawa i zachowanie "won z drogi, bo mi zawadza". Miasto ma to do siebie, że są w nim inni uczestnicy ruchu, mniej lub bardziej ogarnięci ale zawsze są. Nie można zamykać się na własne potrzeby, bo to właśnie prowadzi do potęgowania negatywnych odczuć. Oczywiście, że wybicie z rytmu irytuje ale dlaczego mam sobie robić wygodnie kosztem innych? Na innych mogę nie mieć wpływu ale swoje zachowania mogę bardzo mocno kontrolować i dzięki nim kompensować te niedogodności.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...