Skocz do zawartości

Ranking

  1. elkaziorro

    elkaziorro

    Użytkownik


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 070


  2. Dezent

    Dezent

    Użytkownik


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      564


  3. firefoks

    firefoks

    Użytkownik


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      1 223


  4. parmenides

    parmenides

    Użytkownik


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      1 710


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 16.12.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Jeżeli bieżnie są ok. łożyska w każdym sklepie za grosze. Miałem możliwość zmiany na coś współczesnego,ale też zostawiłem stary na kliny,spisuje się nawet całkiem przyzwoicie. Piasty mają nie do końca typowy rozmiar,zwracaj na to uwagę,tylny trójkąt można delikatnie rozciągnąć,ale bez szaleństw. Ale za to sporo frajdy. Będę wdzięczny. Edit,kompatybilność pełna.
    1 punkt
  2. Kupiłem w końcu Bontrager Ion 800. Lampa była mi potrzebna na nocne jeżdżenie po zupełnie zaciemnionych okolicach. Miałem do tej pory różne przednie lampki o różnej mocy. Zawsze brakowało mi albo mocy, albo pokrycia drogi, albo czasu świecenia. Potrzebowałem coś uniwersalnego o czasie mocnego świecenia ok 4-6 godzin. Nie będę opisywać swoich różnych prób i podejść do różnych lampek. Koniec końców wybrałem Bontrager Ion 800. Cena katalogowa bardzo duża, ale kupiłem w zaprzyjaźnionym sklepie za ok. 65% ceny wywoławczej. Jeździłem z nią kilka razy przy dość podłej pogodzie: duża wilgotność, temp ok 3 do -6 C. Jeździłem po mieście i lesie. Wnioski: plusy: + moc - 800 lm w zupełnie ciemnym lesie pozwala na obserwowanie pobocza i głównego szlaku. Nie ma znaczenia pod jakim kątem mamy kierownice. Oświetlenie jest naprawdę szerokie i dość równomierne. Nadaje się do szybkiej jazdy po zupełnie ciemnych miejscach. Prawdę powiedziawszy jadąc przez suchą ścieżkę przez ciemny las wystarcza mi połowa mocy tego światełka. Jadę wtedy z prędkością ok 29+ km/h i takie oświetlenie wystarcza. + uniwersalna - w ciągu dnia i o poranku wystarczy migający tryb, wieczorem różne tryby 1/4, 1/2 i pełna moc. + długi czas pracy na baterii - w temperaturze ok -3 wystarczy na jakieś 6-8 godzin mieszanej jazdy (ok 2 godzin w trybie migania i 6 godzin w różnych trybach świecenia: od 200 do 800 lm). W zimie taka lampka wytrzymuje u mnie średnio ze trzy kursy ponad 50-kilometrowe. Latem pewnie starczy na kilka tygodni wożenia w torbie. + świetne mocowanie + ładownia usb + szeroki strumień światła +wiele różnych trybów (w tym dwa migające: na dzień i noc) + jakość wykonania, gwarancja, odporność na wodę. minusy: - szeroki strumień światła i dość duża moc powoduje, że trzeba uważać, żeby nie ustawić lampki zbyt mocno i zbyt wysoko. Mozna oślepiać innych. Zdarzyło mi się, że w mieście przy 400lm ciągłego światła miałem zbyt wysoko ustawioną lampę i oślepiałem innych rowerzystów. Ktoś zwrócil mi uwagę (jeśli jest ten rowerzysta na naszym forum, to przepraszam i dziękuję za info). - chciałem lampkę usb. Dlatego tylko wspominam, że aku jest niewymienny. Dla mnie bomba, bo szukałem czegoś kompaktowego, mocnego i wytrzymałego. Dla wielu może być to wada. - długi czas ładowania - od zera do 100% zajmuje ok. 5-6 godzin. To dość dużo, jak mamy awaryjne sytuacje. Muszę sprawdzić jak sprawuje się na jakiś letnich ultra przejazdach, kiedy w nocy świecimy z mocą 1/4 (200lm) i starczy na całą krótką noc, a rano ładujemy z powerbanku.
    1 punkt
  3. Samotna wyprawa rowerowa, zima/wiosna Rovaniemi-Nordkapp-Alta-Narvik-Harstad 2017: Całość trasy przebiegała poza linią koła podbiegunowego. Trasa: - 1200 km rowerem, - około 400 km przeszedłem prowadząc rower. Pierwszy etap Finlandia tajga, potem Norwegia tundra i góry. Noclegi: -2 razy spałem pod dachem - raz w domku, drugie miejsce niech na razie zostanie tajemnicą -3 noce w namiocie -reszta nocy w hamaku -kilkakrotnie spałem w górach. Większość noclegów odbywała się w śniegu. Woda, woda: Przez większość wyprawy używałem wody śniegowej, wody z potoków i wodospadów. Ostatni etap to woda rzeczna filtrowana. Najlepsze że nigdy mi jej nie zabrakło. Straty: - 7 szprych w tylnym kole - zagubiłem garnki biwakowe - strata kubeczka metalowego kupionego na Nordkapp - 9,5 kg wagi. Odwiedziłem: - linie koła podbiegunowego - zjechałem większość kraju Samów - Parlament Samski - Muzeum Samów - Nordkapp - Altę - Narwik Ruszając na wyprawę miałem mieszane uczucia. Wybrałem dość trudną porę roku jak na takie przedsięwzięcie. Teraz wiem, że odruchowo człowiek podejmuje najlepsze dla niego decyzje. Zwłaszcza w trudnych warunkach. Przeżyłem przygody których nie da się kupić, czasami trudno je opowiedzieć, ale też nie można ich sprzedać. Dowiedziałem się ile jest warte słowo ludzkie i na kim można polegać ... Przekonałem się o tym. Siedząc w mokrych przymarzających ciuchach, po zerwaniu przez wiatr namiotu i burzy śnieżnej. Polegać można na sobie ;) i dobrym słowie. Niełatwy był pieszy etap wędrówki. W sumie pękło / "wyskoczyło" mi 7 szprych w tylnym kole. Nie byłem przygotowany technicznie do pieszej wędrówki, a do Narwiku trzeba było dotrzeć o własnych siłach. Bardzo często chodziłem w nocy. Wtedy ulice miasteczek wymierały. Człowiek wpadał w trans chodzenia. Arktyczny dzień i zmęczenie, dziwna mieszanka. Zazwyczaj około godziny 23.00 wpadało się w trans w którym nogi chodziły same, mózg działał niezależnie. Łydki nie bolały, kręgosłup nie sztywniał, nogi nie czuły rosnących pęcherzy. Swoista mantra w której trzeba było bardzo uważać na moment gdy człowiekowi zabraknie "paliwa". Wtedy momentalnie robi się zimno i natychmiast opadamy z sił. Szybki posiłek i można iść dalej. Trwało to zazwyczaj do godziny 2 w nocy, rekordem była godzina 4, czy 5. Nie pamiętam dokładnie, pamięć w takich warunkach potrafi zawodzić a zmysły stają się otępiałe. Na pamięć rozwija się hamak, udeptuje śnieg, przygotowuje posiłek i zasypia. Trzeba przy tym być na tyle dokładnym żeby nie zapomnieć o podstawach: zamarzających rzeczach / których nie możemy zostawić na mrozie, o bateriach z którymi śpimy bo inaczej się rozładowują. Nie było łatwo ale dzięki wyprawie zobaczyłem wymarzoną północ i Arktykę (a właściwie jej skrawek). Byłem w miejscach o których czytałem i marzyłem jako dziecko.
    1 punkt
  4. Bo kiedyś tu jeździliśmy na biwaki klasowe
    1 punkt
  5. Kłaniam, Bardzo proszę, cała przyjemność po mojej stronie. Tymczasem Trójmiejska super-paka własnie została pobrana Marekgda otrzymał właśnie namiar na kierowcę, pewnie koło wtorku zacznie indagować w temacie przechwytu. Prz i robertsmu, ponownie, kontakt z nim właśnie. Szacunek... I.
    1 punkt
  6. wydolność i waty w nogach mam dobrą o to się nie martwię, z techniką jest trochę gorzej... będę musiał z rok dwa pojeździć po leśnych górkach żeby wyrobić nawyki wczoraj na rowerze stacjonarnym pedałowałem już ponad godzinę, obok mnie usiadł młody wysportowany chłopak, jako że lubię się sprawdzać z innymi ustawiłem cichaczem obciążenie takie samo jak on i kręciłem tą samą kadencję jego tętno wyjechało od razu na 166 i powoli wzrastało do 170, moje 138 i powolutku rosło do 142, ustawiłem potem większe obciążenie żeby wyjechać tętnem ponad 170, ale nie dałem rady tak długo kręcić bo brakowało siły w nogach, na prawdziwym rowerze nie pamiętam takiego obciążenia pod żadną górką ja mam 43 lata a on 25, to chyba moja wydolność nie jest taka zła... na waty w nogach mam sposób, ubieram 10 kg plecak i idę w góry na 5 godzin, nie zatrzymując się ani na minutę, albo interwały na rowerze, nie potrzebuję miernika moich watów bo, miernikiem będzie pozycja w zawodach i czasy przejazdu daną trasą a rower szosowy mogę zastąpić moim starym trekkingiem crosowym mam go na wąskich oponach, waży w prawdzie 13.6 kg ale... do treningu na szosie wystarczy
    1 punkt
  7. Bo próba przesłania fotki przez telefon
    1 punkt
  8. 1 punkt
  9. 1 punkt
  10. I ja się pochwalę choć trochę głupio że zwykłymi pivotami wśród tarczówek:
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...