Skocz do zawartości

PiotrWie

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 050
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez PiotrWie

  1. Po pierwsze elektryk nie służy do wyścigów - od tego jest szosówka, po drugie - swobodnie da sie na nim jeździć bez wspomagania - na płaskiej gładkiej szosie zawsze przekraczam 25/h, zdarza mi się przy bardzo niewielkim spadku wykręcić 45/h. Jak dla mnie najważniejsze są dwie cechy - na większym podjeździe zamiast walczyć godzinę a potem jeszcze zdychać kolejne pół podjeżdżam przy odpowiednim wysiłku przez pól godziny i jadę dalej. Druga rzecz - wyrównuje grupę - jak jeździliśmy z żoną na klasycznych rowerach to ona się męczyła a ja też - by jej ciągle nie zostawiać w tyle . Teraz jeździmy na różnym stopniu wspomagania i oboje mamy podobny wysiłek. Druga rzecz to ta moc - nie bardzo rozumiem po co komu więcej mocy gdy my używamy podstawowego stopnie E i wyższego E+, bardzo sporadycznie N i mamy przy przejazdach 50 - 80 km średnią 22km/h. Gdy dla sprawdzenia jak działa S i S+ włączyłem ( na podjeździe oznakowanym 8% ) to miałem wrażenie że mi rower ucieknie spod tyłka. Ale w rzeczywistości siła wspomagania zależy od momentu obrotowego - można mieć z 250W 50 NM, a można 95NM. Więc może te 500W to mało momentu obrotowego. Niestety jedyny słuszny elektryk to taki z napędem centralnym i baterią w ramie - bo jego da się zrównoważyć i jeździ jak zwykły, trochę cięższy rower. Nie mówcie że nie umiecie jeżdzić na cięższym rowerze - jak jest odpowiednio zrównoważony to tylko trudniej ruszyć i się rozpędzić, potem idzie jak normalny rower - w końcu przed laty jeździłem na "kolarzówce" marki Albatros, która była zbudowana ze zwykłych rurek stalowych ( tak, takich samych jak do wody!!!! ) miała z przodu blat 44 a z tyłu cały zestaw - 14-16-18 i 20. Ważyło to niewiele mniej niż współczesny elektryk a na objeździe Węgier robiliśmy na tym ( z 40-50 kg bagażem) po 120-130 km. Odradzam wszelkie konwersje, wynalazki typu napęd przedni czy tylny, baterie w koszyku na bidon czy na bagażniku - po kontaktach z takimi wynalazkami dochodzi się do wniosku że elektryk to głupota. Jak Cie nie stać na przynajmniej kilkanaście tysięcy to lepiej za te 5-6 tys kupić bardzo dobry rower - na pewno będziesz bardziej zadowolony, a na porządnego elektryka można zacząć zbierać. My kończymy pierwsze 10tyś na elektrykach i twierdzę że to przyszłość rowerów - może poza typową szosą, ale już przy crossie czuć przewagę. A i jeszcze jedno - elektryk oszczędza kolana - mam sporo znajomych którzy musieli zakończyć jazdę na rowerze z powodu uszkodzenia stawów, dlatego jak ktoś może to warto się przesiąść przed uszkodzeniem - bo po to i elektryk nie pomoże. I gwarantuję każdemu że odczuje różnicę - każdy znajdzie swoją górę której nie podjedzie, a na elektryku ( 250W) prędzej zrobisz fikołka przez tylne koło jak ci środek ciężkości ucieknie za tylne koło niż zatrzyma stromizna.😃
  2. Myślę ze coś takiego nie istnieje. W ogóle napęd przedniego koła jest uważny za najmniej udany pomysł.
  3. W maju 2018 kupiliśmy oboje z żoną Liv Amiti E+. Wybraliśmy napęd Yamahy ( wiem że Giant/LiV podaje że ma silnik Gianta ale w rzeczywistości jest to Yamaha by Giant, typowy silnik ) . Jak dotychczas zrobiliśmy 9,5 tyś., jesteśmy póki co zadowoleni, jedyne co wymienialiśmy to łańcuchy i kasety, po 9,4 tyś rozpadła mi się przerzutka - odpadł wózek, taką awarię mam pierwszy raz w życiu. Sam napęd jak na nasze potrzeby super, mamy baterie 400, ale prognozowany zasięg przekraczamy zdecydowanie - jeżdżąc głównie na E i E+, rzadko używamy N, ja na płaskim często całkiem wyłączam napęd - w sumie po szosie i drogach polnych w pofałdowanym terenie ja robię 200 - 250 km, moja żona 150 180. Rozrzut spowodowany wiadomo - ukształtowaniem terenu i co chyba ważniejsze - ew wiatrem. Jest to zdecydowanie więcej niż wynosi jednorazowa wytrzymałość naszych narządów do kontaktu z siodełkiem.Napęd Yamahy jest fizycznie mniejszy niż Boscha, więc można go zamontować w mniejszej ramie - moja żona potrzebuje damki o rozmiarze 43,5 cm. Trochę przypadkiem kupiliśmy dwa egzemplarze tego samego roweru - ale okazało się to bardzo dobrym pomysłem. Czasem zapomnę przez kilka dni podładować baterię i wyjeżdżając okazuje się że żona ma trochę za mało procent naładowania roweru - wtedy w ciągu minuty zamieniamy baterie i po problemie. Obecnie ten model jest oferowany w Polsce pod marką Giant. Trochę proponuję uważać przy egzemplarzach używanych - patrząc na wyświetlacz mam wrażenie że po 10tyś ulegnie resetowi, myślę że wymieniając osprzęt i napęd dałoby się wcisnąć rower z przebiegiem 15tyś jako 5tyś, a na pewno 25tys jako 15.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...