Skocz do zawartości

Zigfir

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    620
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Zigfir

  1. Tak to HTII. Musiałem to dociągnąć, bo inaczej by pin zabezpieczający nie wszedł. To efekt potrzeby odsunięcia prawej korby od łańcucha a konkretniej podkładki pod prawą miską. Dodatkowo sama korba siedziała o jakiś 1 mm płycej na wieloklinie. Dzięki chudszym miskom od Tokena teraz siedzi głębiej, myślę, że spokojnie o jakieś 0,5 mm (na oko ;)), a całość jest dużo lżej skręcona. Na luzie kręci się odrobinę lżej, ale przy obrocie i pozycji lewego ramienia pod obciążeniem, gdzieś w okolicy 7-8 słyszałem też dodatkowo odgłosy jakby lekkiego przycierania. Nie było to głośne i nie jestem pewny na 100%, że to to, ale teraz wydaje mi się, że ten dźwięk zniknął. Możliwe, że potraktowanie tego poprzedniego suportu na samym początku ośką bez smaru, wbitą na siłę nie było najszczęśliwszym pomysłem , ale człowiek uczy się całe życie .
  2. Drugi był z lotu bez rozgrzewania sprzętu i już bez kolejnej kalibracji. Tu bym obstawiał raczej kombinację tych dwóch czynników. Realnie to trzeba by w terenie poszaleć i sprawdzić co wychodzi w porównaniu do wcześniejszych wskazań, ale to jeszcze nie ta pogoda. Nie sądzę, aby było to kilkanaście wat faktycznej różnicy, ale oba czynniki mogły mieć wpływ na całokształt wskazań. Przy dociśnięciu korby może to kwestia innego rozkładania się sił, ewentualnie wpływu mocno zakręconej nakrętki w ośce? Może nawet mniejszy wpływ to ma na samą kalibrację, a większy na to co dzieje się pod obciążeniem? Elektronika w mierniku ten sygnał przetwarza i może to być kwestia kalibracji fabrycznej, która raczej na 100% dotyczy i poziomu pod obciążeniem. W sumie pewnie tylko poziom zerowy wyznaczany jest zwykłą kalibracją usera. Tak sobie gdybam, że zmiana na tensometrze musi, być do czegoś przyrównana i może to dociśnięcie powodowało inne naprężenia korby pod obciążeniem. Bo z czegoś ta różnica musi wynikać... Przyznaję się bez bicia, że małego blatu za często nie używam, ale muszę sprawdzić. Tu też zdecydowanie wolałbym wiedzieć. Nie mam niestety info od ludzi z takim zestawem. Ogólnie wbrew pozorom mierników nie ma aż tak dużo. Acz nie sądzę, aby nasze trenażery były jakoś wybitnie mało dokładne. Z tego co ludziska ogólnie piszą, to wszystkie typy wszystkich firm potrafią oszukiwać
  3. Z tych wrzuconych pomiarów najlepiej brać pod uwagę https://www.zwiftpower.com/analysis.php?set_id=112138 https://www.zwiftpower.com/analysis.php?set_id=114216 . Ten z większymi różnicami był robiony na "starym" suporcie gdzie musiałem korbę dokręcić bardzo mocno plastikową śrubą, aby zaskoczyła zapadka. Dodatkowo nie wiem, czy nie miałem tam łożyska lekko wyrobionego, bo coś lekko pod obciążeniem było je słychać przy nacisku na lewą korbę, choć to akurat powinno działać w drugą stronę. Po zmianie odnoszę wrażenie, że poprawiła się i gładkość obrotu i to może też leżeć przyczyna bardziej zbliżonych wyników. Choć też i na założonej korbie pierwszy raz kalibracja pokazała mi 1 zamiast 0. Czyli coś się jednak zmieniło i może ten montaż bez dociśnięcia jest bardziej odpowiedni. Ale tu niestety za mało treningów zrobiłem po zmianie, a i nie chcę na razie przeginać z mocą po chorobie. W każdym razie wcześniejsze pomiary potrafiły mieć jeszcze większe odchyłki. To nadal na ustawieniu +3% na prawo, ale to już może wynikać z asymetrii u mnie. Ponoć mało jest ludzi z naprawdę równym podziałem. Zastanawia mnie rozjechanie danych między kadencja i mocą. Po synchronizacji, na podstawie kadencji wykres mocy z inpeaka ucieka o kilka sekund w prawo. Może to kwestia tego, że jednak core liczy kadencję programowo, a może innej drogi danych, przez licznik... Dodatkowo coś mi mówi, że przy częstotliwości próbkowania rzędu 1 sekundy może być ciężko o dokładniejszą zabawę. Przy kadencji np 120 to dwa obroty korbą i tu się może całkiem sporo dziać.
  4. Ale zdajesz sobie sprawę, że Wahoo moc liczy z krzywych, a nie mierzy? Walczę od wiosny zeszłego roku kiedy nabyłem Inpeka, o zrównanie wyników z core. Inpeak był nawet wyłany na sprawdzenie - ok. Ostatnia wymiana suportu była podyktowana tym tematem i co ciekawe nieco pomogła, bo korbę mogłem wreszcie luźniej założyć i to ma wpływ. Ale aby to względnie dobrze wychodziło i tak musiałem w inpeku dać +3% na prawą. Zerknij sobie na porównania: https://www.zwiftpower.com/analysis.php?set_id=114216 https://www.zwiftpower.com/analysis.php?set_id=112138 https://www.zwiftpower.com/analysis.php?set_id=108059 Przy czym to po kalibracji obu urządzeń po półgodzinnym rozgrzaniu. Tu jeszcze dodam, że wahoo warto rozgrzewać taką mocą, jak docelowo potem będzie pracować, bo wbrew pozorom ma to wpływ na kalibrację. Możliwe, że jest to kwestia określonej temperatury pracy. Ciekaw jestem, co Ci wyjdzie z porównania z dwustronnym pomiarem.
  5. W ramach eksperymentów zawitał w moim Eskerku TK878EX TBT. Kręci się trochę gładziej niż ultegra, która tam siedziała. Do tego ma węższe od niej miski o jakiś 1 mm, co akurat jest dla mnie mocno wygodne, bo muszę używać podkładki pod prawą miską - bez korba ultegry zawadzała o łańcuch na blat /ośka - taka rama. Generalnie jak na razie po testowej jeździe na trenażerze jestem całkiem zadowolony.
  6. Pora przetestować Tokena. Ponieważ rama jest, jaka jest, to muszę przesuwać korbę lekko w prawo podkładką 1,8 mm, aby ramię nie zahaczało o łańcuch. Dlatego TK878 oparty na podkładkach pozwoli mi nieco odzyskać luzu na nadmiernie ściśniętej osi, bo standardowo idą tam podkładki 0,5 mm z obu stron. Miski tokena mają 10,4 mm grubości a Ultegry 11,4. Wprawne oko zauważy też, że powinien się ten suport kręcić nieco lżej... - ot odrobina szaleństwa
  7. 4 tabliczki. Na samą myśl mi się niedobrze robi. Lubię słodycze ale są granice .
  8. Całkiem ciekawa się ta dyskusja zrobiła. A jak tak już piszemy to w sumie zapytam czy udaje się wam układać dietę tak, aby faktycznie realizować w dni bez wysiłku zapotrzebowanie organizmu na wszystkie składniki? U mnie taki biurowy dzień potrafi kończyć się na 2 tysiącach kalorii i łatwo nie jest tym bardziej przy ograniczonym dostępie do ciekawszych pokarmów.
  9. Kolejny przykład na to, że remonty szkodzą zdrowiu . Dobrze, że się pozbierałeś. Nawiasem mi naderwane wiązadło przyboczne i strzelona łękotka na zjazdówkach dobry rok o sobie przypominały po mięsięcznym uziemieniu. Nie był to ból, ale coś w rodzaju przyblokowywania kolana.
  10. To zależy od tego co się na haczyku powiesi
  11. A to nie wiedzieliście, że oni taki asortyment klepią?
  12. A jakieś inne konkrety w omawianej sprawie oprócz tego, że to bełkot, bo z internetu? Poproszę z Twojej strony o jakieś materiały, które przeczą tym informacjom - serio - może na coś nowego ktoś wpadł. Ogólnie zgadzam się, że bardzo i łatwo przyłapać dziennikarzy i wszelkiej maści blogerów na uproszczeniach takich, że głowa boli, albo wręcz gadaniu bzdur, ale akurat w tym przypadku gdzie nie zerkniesz, zbliżony pogląd. https://dietetycy.org.pl/dieta-dla-kolarzy/ https://bodychief.pl/blog/116233-jak-powinien-odzywiac-sie-kolarz-dieta-dla-wytrzymalych https://www.welovecycling.com/pl/2017/04/19/bartosz-huzarski-dieta-sportowca-jedza-kolarze/ itd... To nie musi jeść, czy jednak musi białko i tłuszcze, bo się gubię. W tym jedzeniu chodzi o zabezpieczenie mięśni i o szybką regenerację. Spadku masy mięśniowej nie będziesz widział po jednym takim numerze, ale już regularnie to się będzie nawarstwiać. Do tego na drugi dzień po głodówce będziesz bardziej zmęczony. Powodzenia przy braku jedzenia "po", przy kilkugodzinnych ciężkich treningach, powtarzanych kilka razy w tygodniu.
  13. Będę się upierał ze jednak powinien. I raczej nie jestem w tym względzie odosobniony - przeczytaj pierwszy lepszy artykuł z internetu, np ten https://www.bodypak.pl/pl/wsb/178_weglowodany-po-treningu-wrog-czy-sprzymierzeniec.html
  14. Pozwolę się nie zgodzić. O ile zasada ograniczania ilości węgli na noc uważam za dobrą w przypadku dnia bez wysiłku, to po treningu organizm spala, bo musi odbudować zapasy. Tyle, że pali to, co mu najłatwiej. Bez dostarczenia dodatkowych kalorii z węgli to nie tłuszcz leci tylko białko z mięśni pierwsze. Tak samo jak w trakcie samego długotrwałego wysiłku. Owszem idzie z zapasu, ale musi mieć, choć małą dawkę energii z zewnątrz na utrzymanie tego procesu. Już po mięśnie muszą odbudować zapas glikolenu. I tak wychodzi coś, co wydaje się paradoksem, aby zrzucać tłuszcz, trzeba jeść po treningu. Dodatkowo pozwala to uniknąć nieprzyjemności, bo np u mnie deficyt kaloryczny na poziomie > 1000 kcal wywołuje normalny ból głowy.
  15. A gdzie tam. Akurat mam Polara m430 i to widać dlatego, że on ma ten pomiar 24h/dobę. Po prostu widać ze tętno już po treningu nadal jest podwyższone. Przy okazji potrafi mierzyć bezpośrednio z ręki, co przydaje się właśnie już po treningu (na którym używam dodatkowo paska na klatkę). Dzięki temu rejestruje pełny wydatek energii z całego dnia. Generalnie to pomiar spalonych kalorii z HR jest o tylko lepszy, że bierze pod uwagę pełnej energii zużytej na napędzenie roweru + na procesy życiowe. Sama moc z korby pomija procesy, a przy kilku godzinach jazdy robi się z tego dość konkretna różnica. Np leżąc na kanapie, puszczamy w kosmos przeciętnie w okolicach 60 kcal w ciągu godziny. Tyle że to warunki dla organizmu lajtowe. Wraz z wysiłkiem poziom będzie rósł, choćby dlatego, że organizm będzie musiał szybciej uzyskiwać energię. Oprócz tego po konkretnym treningu organizm musi odbudować zasoby np glikolen, naprawić uszkodzone włókna mięśni itp, co powoduje również wzmożona jego pracę. Przy kilkugodzinnych wysiłkach to zaczyna być konkretnie odczuwalne i składa się na zmęczenie.
  16. Powiedzmy, że mam jakieś doświadczenie praktyczne, poparte ogórkami i nadmorskim klimatem, ale bez przesady . Ostatnio już raczej nie te ilości. A tak na serio to faktycznie trochę się rozpędziłem, biorąc pod uwagę kalorie przyswajalne przez ludzki organizm. Matko i córko. To Cie pani dietetyk chciała urządzić. 1700-1800 to ja pale jak mam lichy dzień w robocie za biurkiem. Absolutne minimum obijania to chyba 1600. Tu naprawdę przydaje się pulsometr mierzący kalorie na podstawie pulsu z całego dnia zamiast pani dietetyk. Ona coś tam sobie przyjmie na podstawie tabeli, ale dokładność tego będzie bardzo licha. U mnie siedzi polar cały czas na łapie. Też jest to jakieś przybliżenie, ale przynajmniej z grubsza dokładne jeśli się używa dokładnego pomiaru przy treningach. Dzięki temu wiem, ile spaliłem i ile mogę zjeść w danym dniu. Jak się nie uda wpasować, to zawsze można, zmniejszyć lub uzupełnić w dniu następnym. Jak nie jutro to pojutrze byle bilans na 0 lub w stronę, w którą zamierzamy pójść. Czasem trzeba wprowadzić u niektórych w tej metodzie drobne korekty ze względu na przemianę materii, ale to już samo wychodzi przy warzeniu w bardzo szybkim czasie. Robotę też mam za biurkiem, ale trochę uzupełniam treningami i tak z dziennika licząc przy udziale zużycia tygodniowego, wychodzi mi, że trzymam się w granicach od 22000 do 27000, co daje średnio od 3140 do 3860 zużycia kcal dziennie. Rekordowy przepał dnia to 7200 kcal. Aby było bardziej rowerowo to wynik wypadu na gravelku - 160 km samemu na w 05:35:17 ze średni a 28.8 km/h, z czego sam wyjazd to 4280 kcal, a reszta to dochodzenie organizmu do siebie. Drugi w kolejności 7044 kcal, z czego w ciągu 06:44:25 poszło 5081 kcal, na wypadzik grupowy na dystansie 215.18 km ze średnią 33.6km/h.
  17. To jak twój bilans wyglądał? Deficyt jeszcze bezpieczny, ale już spory do 500 kcal raczej omdleń nie wywołuje. 100g - 220 kcal, ale samo 0,7 się nie przyjmie, dodatkowo zagrycha... tudzież popitka itd .
  18. Ale potencjał kaloryczny ma spory. Złota zasada liczymy wszystko, co trafia do żołądka oprócz czystej wody. Ściślej tą liczymy czy aby nie za mało .. ;).
  19. Swojego czasu też zdarzyło mi się zrzucić "parę kilo" i z tej perspektywy mogę spokojnie napisać, że bardzo mi pomogło robienie bilansu energetycznego. Owszem potrzebny jest sensowny pulsometr z całodziennym pomiarem i nieco upierdliwe ważenie pokarmów, ale za to można sobie wyznaczyć deficyt, który nie "zabije" nas głodem, a jednak pozwoli powoli chudnąć. Do prowadzenia bilansu używam aplikacji akurat od samsunga, ale jest tego cała masa. Dzięki temu ważeniu i wklepywaniu siłą rzeczy dowiadujemy się co nieco na temat kaloryczności pokarmów, co z kolei prowadzi do stosowania bardziej świadomej diety. Często programy te bilansują też składniki odżywcze, choć zazwyczaj mocno z grubsza. Do tego warto dorzucić trochę umiarkowanego wysiłku. U mnie świetnie sprawdzał się na początku kajaczek i orbitrek. Jazda rowerem tez była, ale raczej stosunkowo ograniczona liczona w setkach rocznie, a nie tysiakach jak teraz. Nie ma też co przesadzać z intensywnością, szczególnie na początku, bo wtedy organizm będzie się upominał o swoje z lekkim naddatkiem w dni wolne i regeneracyjne. Widze to np teraz kiedy robię sporo mocnych treningów na zwifcie, prawie codziennie - po prostu organizm przyzwyczaja się do większej ilości jedzenia i mimo, że "ma dzień wolny" przyzwyczajony domaga się więcej paliwa.
  20. No jak mnie wkurza ten brak edycji... Oczywiście Esker 6.0, a nie Eker.
  21. Obecnie siedzi tam Ultegra FC-R8000 50-34. Ponoć większe nie wchodzą, ale też rzadko brakuje. Oryginalna korba to pozagrupowa SHIMANO RS 510 46/36T. Tym sposobem powiększył się zakres przełożeń i zamortyzowała się kaseta 11-30, na kółkach szosowych. Trochę kłopotów było z linią łańcucha, bo ramie korby zawadzało o niego w układzie 50x11, ale udało się to ogarnąć dodatkową podkładką.
  22. U mnie występuje nie tyle szosa, co maszyna uniwersalna Eker 6.0 z 2019 z "drobnymi" modyfikacjami . W secie szosowym 9,4- 9,5 kg. Radzi sobie lepiej niż przyzwoicie i wśród typowych szos. i jeszcze na gumach 32..
  23. Z sobotniego wypadu. Kumple wyciągnęli na 60 km, choć po piątkowej secie na zwifcie średnio miałem siłę poskramiać przymrożone koleiny .
  24. Ile km Ci wytrzymała? Pomijając kwestie, że rozpycha na tyle, na ile mocno dokręcisz kółko to w sumie po co? Łańcuch w trakcie pracy jest naciągnięty i do czasu nadmiernego rozciągnięcia siły rozkładają się względnie równomiernie na złapane zęby. Dopiero jak jest za długi, to od tyłu coraz mniej trzyma, przez co cierpią pierwsze zęby. Wiadomo procentowo kiedy to się dzieje w zależności od konkretnych typów napędu. Tutaj mierzysz jednak kilka ogniw i błąd wynikający z rozpychania będzie dotyczył tylko 1 rolki. Myślę, że jest jednak pomijalny. To, co mi się w nim podoba to, że ma sporo punktów pomiarowych, a nie 4 jak większość wkładanych. Ja też mam taką nadzieję, bo już zaczyna to być lekko wkurzające. Na spodenki po reklamacji w endurze czekam już drugi miesiąc. Brak dostaw. Długie gacie zimowe, które miałem na oku też niedostępne.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...