Dokładnie tak. Możesz mieć milion gadżetów, bez których w zawodach sobie nie poradzisz, bo padną bateryjki i bez miernika nie będziesz wiedział w jakiej strefie i z jaką kadencją jedziesz. Wiele razy przymierzałem się do pulsometrów, do układania super planów i diet, bo wyniki na treningach mnie nie satysfakcjonują. Przychodzą jednak zawody i mimo, że w tym roku debiutowałem i przejechałem zaledwie 3 maratony, jestem z siebie dumny, bo się nie poddawałem mimo skręconej kostki na pierwszym czy odcięcia prądu i prawie omdlenia na trasie na 3 wyścigu. Najważniejsze, to poznać swój organizm i wiedzieć, kiedy i na co można sobie pozwolić. A pierdoły za wiele tysięcy...jeśli kogoś stać...