Mnie udało się zaliczyć:
piątek - Biskupia Kopa z zaDymkiem, jako przewodnikiem
sobota - Rychlebskie x 2, dojazd i powrót rowerem (szkoda, że w 1 stronę trochę pobłądziliśmy
niedziela - zwiedzanie jaskiń i wodospadów koło Jesenika(pogoda wybitnie nierowerowa, więc bujaliśmy się na 4 kołach), wieczorem impreza w Kraterze z DJ Słomą i ekipą ze zlotu Drum Djemboree
poniedziałek - zdobywanie Pradziada terenem, w deszczu, mgle i wietrze, przy temperaturze ok 5stC. Za to zjazd był rewelacyjny, chociaż mało co widziałem, ponieważ jechałem bez błotnika i okularów, a oponka całkiem ładnie się czyściła ~ wyszło chyba coś ok 50km
wtorek - powrót na Rychlebskie, tym razem terenem, było fajnie, chociaż sporo błota. Z powrotem skierowaliśmy się na Zlate Hory i po drodze zboczyliśmy do skansenu z młynami i starą kopalnią, gdzie znaleźliśmy zarąbisty singiel, z mnóstwem korzeni ~ ok 80km
Zlot świetny, miejscówek do jeżdżenia mnóstwo, aż żal było wyjeżdżać. Jedzenie w Czechach tańsze niż u nas, piwo nie dość, że lepsze to za pół ceny
EDIT
Co do jedzenia, to podczas wtorkowej wycieczki złowiłem 5 much, z czego 2 udało się skonsumować. Może to dlatego nie miałem już sił powtórzyć podjazdu na Kopę? Bo chyba nie po takim obiadku



Temat jest zamknięty
Rower




















