Skocz do zawartości
WielkaRajza

[Wyprawa] Krańce Europy

Rekomendowane odpowiedzi

WielkaRajza

Pomiędzy Morzem Czarnym na zachodzie i największym jeziorem świata, Morzem Kaspijskim, na wschodzie, piętrzą się potężne góry. To pasmo Kaukazu, które stanowi granicę, oddzielającą od siebie dwa kontynenty: Europę i Azję. Wysoko w chmurach skrywają się szczyty skutych wiecznym lodem pięciotysięczników, znajduje się tu Elbrus (5642 m n.p.m.), drzemiący wulkan, uważany przez alpinistów za najwyższy szczyt Europy, Szchara (5193), najwyższa góra Gruzji i Kazbek (5033 m n.p.m.), do którego zbocza, według starożytnych legend, miał zostać przykuty Prometeusz, skazany na wieczną torturę.


 


Gdzie dokładnie kończy się jeden kontynent, a zaczyna drugi? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zdania są podzielone, a wariantów mamy kilka. Umieszczają one południową granicę Europy m.in. na linii szczytów Wielkiego Kaukazu (wododziałem), wzdłuż jego podnóży, przez środek Gruzji i Azerbejdżanu, a nawet na południowej granicy byłego ZSRR. Który wariant jest poprawny? Możemy oczywiście wziąć linijkę i narysować kreskę. Po jednej jej stronie będziemy mieć Europę, po drugiej Azję. Ale tylko na mapie, wszak taki podział jest sztuczny, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Kaukaz to pogranicze, miejsce, gdzie wzajemnie przenikały się i mieszały ze sobą różne ludy i kultury, odległe Krańce Europy. Państwa znajdujące się na styku kontynentów przez stulecia, a nawet tysiąclecia kształtowały swój charakter pod wpływami kultur wschodu i zachodu. Z Europy, jeszcze w starożytności przypłynęli tu Grecy, zakładając kolonie. Wierzenia i zwyczaje miejscowych ludów i Europejczyków mieszały się ze sobą. Chrześcijaństwo zadomowiło się w Armenii, czyniąc ją pierwszym chrześcijańskim krajem świata i łącząc z kulturą Europy . Z azjatyckich stepów przybyły ordy Tamerlana, niosąc śmierć i zniszczenie, łupiąc miasta i rujnując monastyry. Wpływy arabskie i tureckie zasiały tu islam. Na Kaukazie zderzyły się ze sobą dwie wielkie religie i współistnieją tam do dziś.


DSC01917-1.jpgsam widok kaukaskich szczytów sprawia, że człowiek nabiera pokory.

Właśnie tu, na Krańce Europy, przygnała mnie żądza przygody, ciekawość świata i chęć przeżycia kolejnej wielkiej wyprawy. Przez blisko dwa miesiące, wraz z dwójką kompanów: Marcinem, moim znajomym z wyprawy na Bałkany, oraz Markiem, studentem informatyki z Warszawy, który przyłączył się do nas w drodze, włóczyłem się na rowerze po krajach Kaukazu południowego. Wspólnie, w ponad trzydziestostopniowych upałach, wylaliśmy z siebie litry potu, pedałując w cieniu górskich szczytów Gruzji, przetoczyliśmy się przez porośnięte żółtymi trawami wyżyny Armenii, skąd przeprawiliśmy się do Górskiego Karabachu, państwa, którego oficjalnie nie ma na żadnej mapie.


kaukasus_satl.jpg


Przemierzyliśmy na rowerach ponad 3000 kilometrów, zdobywaliśmy górskie przełęcze, w tym Zagaro (2623 m n.p.m.), Dżwari (2379 m n.p.m.), przełęcz oddzielającą Armenię od Górskiego Karabachu (2363 m n.p.m.) i wiele, wiele innych. Trudno zliczyć jak wiele razy wtaczaliśmy się na wysokość powyżej 2000 m n.p.m., a przebywanie powyżej 1000 m n.p.m. było w zasadzie normą. Wyprawa to ból ud na niezliczonych podjazdach i wiatr rozwiewający włosy w czasie szalonych zjazdów w dół. To kąpiele w strumieniach, gra cykad i świerszczy podczas ciepłych nocy w namiocie, rozstawionym gdzieś na odludziu, pod niebem pełnym gwiazd. To nieprzebrana ilość zapierających dech w piersi widoków, niezapomniane wrażenia, to ludzie, których spotykaliśmy i ich opowieści. Miejsca, posiadające bogatą historię. Wyprawa to, przede wszystkim, możliwość poznania świata tak innego od tego, który znamy.


 


Dalszy ciąg tekstu oraz piękne zdjęcia dostępne są pod adresem 


http://wielkarajza.pl/2016/09/12/krance-europy-wstep/


 


Staram się w miarę regularnie publikować kolejne odcinki, mam nadzieję, że się spodoba. 


Pozdrawiam :)


Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Susue

Bardzo zazdroszczę wyjazdu :) Masz lekkie pióro, więc czytało się przyjemnie, duży plus za wszystkie ciekawostki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
WielkaRajza

Bardzo zazdroszczę wyjazdu :) Masz lekkie pióro, więc czytało się przyjemnie, duży plus za wszystkie ciekawostki.

 

Cieszę się, że relacja się podoba :) 

 

Do tej pory ukazało się już trochę kolejnych odcinków:

 

Pierwsze wrażenia:

http://wielkarajza.pl/2016/09/21/kutaisi-krance-europy/

 

Ziemia Kartlów

http://wielkarajza.pl/2016/09/30/ziemia-kartlow/

 

Ostatni Bastion Gruzji

http://wielkarajza.pl/2016/10/12/swanetia-krance-europy/

 

Kamienie śpiewają w Uszguli

http://wielkarajza.pl/2016/10/30/uszguli/

 

Gdzie diabeł mówi dobranoc

http://wielkarajza.pl/2016/11/24/zagaro-krance-europy/

 

Wkrótce kolejny docinek. Pozdrawiam i zachęcam do czytania :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
WielkaRajza

Wreszcie, po długiej przerwie, spowodowanej problemami technicznymi, brakiem czasu, świętami, sylwestrem, a także zwyczajnym lenistwem icon_wink.gif Wielka Rajza powraca z nowym wpisem. 

Tym razem przekonamy się jak to jest podróżować rowerem po, pełnych szalonych kierowców i zdezelowanych aut, gruzińskich drogach. Zapraszam do czytania icon_wink.gif

 

Gruzińskie drogi
http://wielkarajza.pl/2017/01/08/gruzinskie-drogi-krance-europy/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
ciacho23

Coś pięknego. Bajka po prostu...

 

Mogę zapytać ile Cię wyniosła taka wyprawa?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
WielkaRajza

Coś pięknego. Bajka po prostu...

 

Mogę zapytać ile Cię wyniosła taka wyprawa?

 

Na przeloty z bagażami i rowerem, tam i z powrotem, łącznie około 1300 zł, już nie pamiętam dokładnie. Ze sobą zabrałem 500$ i ta suma mi się skończyła, dobierałem jeszcze pieniądze z konta. Ogólnie, podliczając wszystkie koszta, wyszło coś pomiędzy 4000-4500 złotych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
becia87

Świetna wyprawa i świetne relacje ;) Bardzo podobają mi się zdjęcia. A piszesz w taki sposób, że chce się dalej czytać jak dobra książkę :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
WielkaRajza

Około 10 km na wschód od Gori, pośród rozległych równin, na wybrzeżu rzeki Mtkwari, znajduje się skalne miasto Uplisciche. Osada, położona na szczycie niewielkiego wzgórza, nieustannie smaganego porywami wiatru, jest jednym z najstarszych osiedli mieszkalnych na Kaukazie.

 

http://wielkarajza.pl/2017/03/05/uplisciche-uplistsikhe/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • mrk.
      Przez mrk.
      `~. Cześć! Jestem Marek, mam 23 lata .~`
      Na co dzień studiuję Informatykę na Politechnice Warszawskiej. Po obronie pracy inżynierskiej stwierdziłem, że czas wstać od komputera i ruszyć w świat. W lipcu 2014 byłem na tygodniowym wyjeździe na mazury. W sierpniu 2015 pojechałem w 3-tygodniową podróż po Polsce z krótkim wypadem na Czechy i to właśnie na tym wyjeździe opiera się prawie całe moje doświadczenie w "dłuższych" niskobudżetowych wyprawach.
       
      Planowana trasa

       
      Stworzyłem mapkę przedstawiającą ogólną koncepcję (na szaro zaznaczyłem pomysły alternatywnych tras). Po za tą mapką jest druga - bardziej interaktywna - na której zaznaczane są najciekawsze punkty. To właśnie na jej podstawie utworzymy rzeczywisty plan trasy. Wiadomo, że podczas jazdy wiele się będzie zmieniać, dlatego uważam, że nie ma sensu planować zbyt szczegółowo, ale główne cele trzeba ustalić. Myślę, że warto też sprawdzić np. w jakich godzinach coś jest otwarte, albo czy można kupić bilety przez internet (po co tracić dzień na stanie w kolejkach do kasy).

      Trasę chciałbym zaplanować, tak aby na rowerze było do przejechania około 4500 km. Jazda po dobrej nawierzchni (gdy jest taka dostępna, a nie zawsze jest), ale nie lubię dużego ruchu.

       
      Dotarcie na miejsce
      Do Gruzji (Kutaisi) chcę się dostać samolotem WizzAir. Cena (w tej chwili) za bilet na początku lipca to ~500 zł wliczony przewóz roweru. Rower transportuje się w kartonie (słyszałem, że ludzie wkładają do środka również sakwy). Jeśli będzie potrzeba to można też dokupić dodatkowy bagaż o wadze do 23 kg za ~150 zł lub do 32 kg za ~190 zł (cena też może się zmieniać), tutaj koszt mógłby się rozłożyć na kilka osób. Do tego jest darmowy mały bagaż, który zabiera się ze sobą na pokład, torba nie może być większa niż 42 x 32 x 25 cm, limit wagi nie jest podany, ale tej torby chyba nikt nie waży.
       
      Czas wyjazdu
      Wylot planuję z Warszawy na początku lipca 2016 (jest też samolot z Katowic). Czas wyprawy jest ograniczony długością wakacji studenckich, czyli maksymalnie do końca września. Jeżeli z jakiegoś powodu nie uda nam się wrócić rowerem do tego czasu będzie trzeba znaleźć inny, szybki sposób wrócenia do Polski (samolot, pociąg, autobus).
      Średnia 60-70 km dziennie, co jakiś czas dzień wolny od jazdy. Wolę częstsze krótsze postoje. Jazda pewna, ale spokojna i bez zbędnego pośpiechu.
       
      Styl życia
      Standardowo noclegi na dziko, w dużej potrzebie próbujemy na gospodarza, w sytuacjach ekstremalnych szukamy noclegowni. Najczęściej akceptujemy zaproszenia od lokalsów, no chyba że...
      Jedzenie w większości gotujemy na własnej kuchence. Byłoby świetnie, gdyby ktoś miał taką na benzynę. Sam posiadam palnik gazowy, ale kartuszy do niego nie będzie można zabrać do samolotu i będzie/może być problem z ich dostępnością w słabiej zaludnionych miejscach. Poza tym, ten mój palniczek (Coleman F1 Lite) jest świetny, ale jeśli pojadą więcej niż dwie osoby to może okazać się niewystarczający.
      Cieszymy się chwilą, każdym pokonanym kilometrem, każdym noclegiem pod gołym niebem, każdym zjedzonym posiłkiem, pięknem otaczającego nas świata.
      Lubię rozważać możliwe warianty przyszłości, ale nie lubię nadmiernego marudzenia, nie lubię cwaniactwa, ale uwielbiam zrozumienie.
       
      Zwiedzanie
      Wolę przyrodę od budowli (meczet chciałbym zobaczyć). Duże miasta znacznie zmniejszają atrakcyjność miejsca. Celem jest odkrycie piękna tego rejonu świata, zaobserwowanie tamtejszej kultury. Nie zamierzam odwiedzać za dużo płatnych miejsc, pewnie też będą i takie, ale wolę bezludne miejsca (z pięknym krajobrazem).
       
      Przewidywany koszt
      Nie znam realiów terenów w które pojedziemy. Ceny jedzenia, które znalazłem w internecie wyglądają podobnie do Polskich. Ostatnia wyprawa po Polsce kosztowała mnie średnio niecałe 30 zł/dzień w co wliczyłem nie tylko koszt jedzenia, ale również wszystkie inne wydatki np. wjazd i zjazd kolejką na Kasprowy za ponad 50 zł. Każdej nocy nocowałem na dziko (za darmo). Sądzę, że oszczędzając na jedzeniu (czego nie robiłem) można z powodzeniem zejść do kosztów poniżej 20 zł/dzień.
      W przypadku tej wyprawy chciałbym koszt utrzymać na poziomie ~30 zł/dzień.
       
      Przedwstępne koszty i wymagania
      * Bezwzględnie wymagane jest posiadanie ważnego paszportu (co najmniej pół roku). Paszport można na spokojnie wyrobić w ciągu miesiąca.
      * Jedyną potrzebną wizą na zaznaczonej trasie jest wiza do Turcji. Koszt takiej wizy to $20, wyrabia się ją online, po opłaceniu przychodzi e-mail z wizą ważną od wskazanej daty przez 90 dni.
      * Warto wyrobić kartę EKUZ, pozwala ona skorzystać z publicznej opieki zdrowotnej (na koszt NFZ) na terenie państw UE i kilku innych, karta wydawana jest za darmo i ważna jest pół roku.
      * Ubezpieczenie można wykupić za około 150 zł, ogólnie do dogadania.
       
      Kogo szukam?
      Najchętniej pojechałbym z jedną, maksymalnie dwiema, trzema osobami. Teren w który jedziemy jest silnie górzysty, z pewnością przyda się doświadczenie w takiej jeździe. Nie chcę pisać, za dużo wymagań, naiwnie liczę, że odpowiednia osoba po przeczytaniu tego ogłoszenia będzie wiedziała że “to do niej”.
      Nie tylko ja jestem organizatorem tej wyprawy - wszyscy uczestnicy są.
       
      Co więcej?
      Lubię fotografię, choć sam nie robię zdjęć, na pewno znajdzie się na to czas.
      Gdy znajdą się chętne osoby, możemy zorganizować jakiś krótszy, weekendowy wyjazd - tak, aby się wcześniej poznać.
      Ogólnie wiele rzeczy jest jeszcze do uzgodnienia, o wielu też tutaj nie napisałem - wystarczy napisać, pewnie się dogadamy
       
      Kontakt:
      Prywatna wiadomość na forum lub e-mail: virann20@gmail.com

       
      Byłeś/Byłaś na podobnej wyprawie? Chętnie przeczytam jej opis, możesz mi wysłać link
    • Mieciu
      Przez Mieciu
       
      Nakładem Wydawnictwa Buk Rower ukazała się właśnie pierwsza książka Karola Wernera, blogera, zdobywcy głównego wyróżnienia w konkursie na Blog Roku 2013, zdobywcy tytułu Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2013, przyznawanego przez portal Wiadomosci24.pl. Kołem się toczy. Przez Kaukaz i Bliski Wschód to opowieść o ludziach zamieszkujących kraje być może geograficznie niezbyt dalekie, lecz odległe obyczajowo. Miejsca, gdzie policja nakazuje jechać rowerem pod prąd, a przybysz znad Bałtyku jest atrakcją równą niedźwiedziowi na Krupówkach. Karol Werner w swoich podróżach stara się być jak najbliżej mieszkańców tych miejsc. Bliskość paradoksalnie ułatwia mu niski budżet. Noclegów szuka u gospodarzy, którzy chętnie przyjmują go pod swój dach, zapraszają na posiłek, opowiadają swoje historie i tłumaczą panujące w ich kraju zwyczaje. I tak poznajemy właściciela sadu, który pokazuje, jak w Iranie używa się cukru; Armana, który objaśnia przeczące zdrowemu rozsądkowi zasady poruszania się rowerem po irańskich ulicach; Sevaka opowiadającego o trudach życia w Armenii, czy Kurda Basima, weterana wojny iracko-irańskiej.
       
      O autorze:
      Rowerem przejechał ponad 40 tysięcy kilometrów. Z perspektywy rowerowego siodełka zwiedził 27 krajów, które uwiecznił na 25 tysiącach zdjęć. Karol Werner to świeżo upieczony absolwent Wydziału Mechaniczno-Technologicznego Politechniki Śląskiej w Gliwicach, miłośnik fotografii, życiowy optymista. Na pierwszą wyprawę rowerową wyruszył na drugim roku studiów – samotnie objechał Alpy i  od tego wszystko się zaczęło, podróże pochłonęły go na dobre. Cały wolny czas stara się spędzać w  drodze, nieważne, czy to daleka Azja, czy rowerowa wycieczka po Beskidzie Śląskim. Wyjeżdżał ze znajomymi na Bałkany, ukraińskie Zakarpacie i  w końcu na Kaukaz i  Bliski Wschód.
      Od 2012 roku regularnie prowadzi jeden z  najpopularniejszych podróżniczych blogów w  Polsce – „Kołem Się Toczy”, na którym można znaleźć relacje z podróży nie tylko rowerowych – także autostopowych i  tanimi liniami lotniczymi, praktyczne porady dotyczące odwiedzanych krajów, sprzętu, sposoby na tanie podróżowanie. Jest tam też sporo osobistych przemyśleń, ciekawostek i  inspiracji. W  2013 roku otrzymał główne wyróżnienie w  prestiżowym konkursie na Blog Roku, a  także tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2013, który przyznaje portal Wiadomosci24.pl.
       
      Podróżuję głównie z ciekawości – jestem ciekawy ludzi i  wszystkiego, co z  nimi związane. Wyznaję zasadę, że wszędzie są ludzie dobrzy i  ludzie źli, a  kraj pochodzenia, kolor skóry, status społeczny, wyznawana religia w  kontaktach między nami nie ma najmniejszego znaczenia. Podróżuję jak najtaniej, czyli jak to ostatnio modnie się mówi – niskobudżetowo. Po części przez wzgląd na cienki portfel, a  po części dlatego, że w  moich oczach namiot i  codzienny makaron wygrywają w  przedbiegach z  szeroko pojętymi udogodnieniami turystycznymi.
       

       
      ISBN 9788364131189
      Wydawnictwo Buk Rower
      Tytuł: Kołem się toczy
      Autor: Karol Werner
      wydanie I
      Format: A5
      Ilość stron: 216
      Rok wydania: 2015
      Miejsce wydania: Warszawa
      Cena katalogowa: 24,90 zł
      Cena internetowa Buk Rower: 18,70 zł
    • boney
      Przez boney

       
      Zapraszam na stronę www.kolemsietoczy.pl
      I fanpage: https://www.facebook.com/blogpodrozniczy
      Pomysł
      Do wyprawy w dużej mierze motywował nas szereg stereotypów panujących na temat tych krajów. To jak bardzo myślenie zachodniego społeczeństwa krzywdzi przeciętnego Persa. Nazywając go Arabem, gdzie mniej niż 5% tej narodowości zamieszkuje sam Iran. Nazywając terrorystą, kiedy Irańczycy gardzą wszystkimi organizacjami terrorystycznymi i nie mają nic z nimi wspólnego. Chcieliśmy przekonać ludzi, że wszystko to co wiedzą o Bliskim Wschodzie jest w dużej mierze nieprawdą. Ludzie pukali się w głowę, wróżyli nam, że już nie wrócimy, a tutaj jak na złość jesteśmy po blisko 50 dniowej wyprawie z powrotem. Mało tego! Z całego serca możemy polecić wszystkim te kraje i zapewniam, że są równie bezpieczne (jak nie bardziej!) jak nasze rodzime miasta z aglomeracji śląskiej.


      Przebieg trasy:
      Zanim jednak dojechaliśmy do Islamskiej Republiki Iranu podróż zaczynaliśmy w Gruzji, gdzie również zakosztowaliśmy niesamowitej gościnności ludzi, zobaczyliśmy sławną Drogę Wojenną i dziesiątki monastyrów. Mimo, że pogoda nierzadko płatała nam figle, udało dojechać się w przeciągu 7 dni do Armenii. Dalej przez ten niesamowicie górzysty kraj, przejeżdżając obok góry Ararat wjeżdżamy w końcu do  Iranu.
      Nikt nas nie napadł, nie obrabował, nie groził bronią, ani nie porwał. Wszyscy byli dla nas mili, pomocni, uśmiechnięci, co chwila zapraszali na czaj (herbatę) i robili sobie z nami zdjęcia. Przez Iran pomagaliśmy sobie trochę autobusami i gdzieś w połowie podróży dotarliśmy do samego centrum kraju – miasta Yazd. Uważanego za najdłużej, nieprzerwanie zamieszkałe miasto na świecie. Znajduje się ono na skraju wielkiej pustyni, a temperatury oscylowały w tym regionie w okolicach 45 stopni. Później kierując się już na północ kraju wjechaliśmy na ponad 2 tygodnie do Kurdystanu. Jest to region podzielony pomiędzy Iran, Irak, Syrię oraz Turcję. Obszar gdzie żyją Kurdowie – jeden z liczniejszych narodów nieposiadający swojego własnego kraju. Są to ludzie bardzo dumni, co chwila podkreślający swoje pochodzenie. Niesamowicie uśmiechnięci i przyjaźni ludzie.
      Po kolejnych dwóch tygodniach i przebiciu się przez góry Kurdystanu wjeżdżamy do Turcji. Żałujemy bardzo, że nie możemy odwiedzić Syrii. W Turcji z kolei zmuszeni jesteśmy zdradzić rowery. Z braku czasu na samą jazdę rowerem, co jakiś czas staramy się złapać stopa. Idzie dość łatwo, mimo, że pole manewru mamy ograniczone do samochodów ciężarowych. Kolejno przez jezioro Van, miasta Agri, Kars i ponownie mijając górę Ararat docieramy do Gruzji. Wracamy z tego samego lotniska z którego startowaliśmy ponad 1,5 miesiąca temu.
       
      Zakończenie
      Niemożliwym jest opisać tak długą podróż w  tych kilku zdaniach. Zapraszam więc serdecznie na moją stronę www.kolemsietczy.pl gdzie właśnie piszę dziennik z podróży. Dużo zdjęć, filmów i jeszcze więcej tekstu.

    • laszchamachla
      Przez laszchamachla
      Witajcie,

      Wybieramy się na kilkutygodniową wyprawę rowerową na Kaukaz (Gruzja + Azerbejdżan + Armenia + północny Iran) w te wakacje. Będzie to nasza pierwsza tego typu wycieczka rowerowa, dlatego podjęliśmy decyzję o zakupie dedykowanego roweru trekkingowego. Chcemy by taki rower był:
      w miarę dobrej jakości (by nie rozkraczył nam się na pierwszym lepszym podjeździe) nieskomplikowy w naprawie (by jak coś się stanie była możliwość zaaplikowania "polskiej myśli technicznej" przy pomocy scyzoryka, kawałku druta i pattexu aniżeli jakichś wymyślnych napraw) nieskomplikowany w składaniu (by w miarę bez większych problemów móc złożyć kierownicę, przednie koło i ew. tylne koło, zapakowac wszystko do torby i podróżować np. w pociągu z "normalnym bagażem", którego nikt się czepiał nie będzie) do 1500-2000 PLN (nie chcemy rozwiązań droższych, ponieważ jeszcze nie wiemy, czego oczekiwać ani od turystyki rowerowo-sakwowej ani od rozwiązań rowerowych samych w sobie - w które warto inwestować a które to tylko inna naklejka. Dodatkowo jak ktoś sobie taki rower przywłaszczy, żeby to nie była jakaś gigantyczna strata.)
      Niestety każdy sprzedawca w sklepie rowerowym zadaje na początku tylko jedno pytanie - "ile pieniędzy jesteśmy w stanie na rower wydać" i jak mówimy: "między 1500 a 2000 PLN" to widać, jak zostajemy szufladkowani:
      "Panie, nie kupisz pan dobrego roweru który jest tani!" "Panie, dorzucasz tu tysiąc i w tym KTM masz pan taki i taki super niezawodny amortyzator - idealny na wertepy!" "Panie, jak pan chcesz jechać tak daleko, to musisz Pan mieć niezawodny rower; o tutaj np. taki Fuji za 4 tysiące byłby przyzwoity!") itd."

      Mimo naszych usilnych starań by wytłumaczyć, jakiego rozwiązania szukamy to ciężko sprzedawcom wczuć się chyba w naturę wędrowców-backpackerów, którzy teraz postanowili spróbować rowerów. Najbardziej wartościowe byłyby dla nas rady typu "na taką podróż lepiej się panu sprawdzi hamulec v-brake z kilkoma zapasowymi klockami niż hydrauliczny tarczowy, ponieważ to moze być problematyczne podczas skręcania i rozkręcania rowerów dla takiego niedoświadczonego rowerzysty jakim jest Pan". Niestety ciąglę słyszę rady typu "Dopłaci Pan 200 zł i zamiast kasety ABC będzie Pan już miał ABD!". Czad, nam to i tak niewiele mówi - dopiero się uczymy.

      Na początku chcieliśmy rowery złożyć sami, aby się na nich poznać jak najlepiej, ale dobieranie części może być chodzeniem we mgle, jeśli nie wiemy na czym nam do końca zależy.

      Doszliśmy jednak do następujących opinii i atrybutów - prosimy o ich zweryfikowanie:
      koła 28'' rama 21'' a dla towarzyszki 19'' (nie musi być damka) rama z aluminium? Bo lżejsza a miesiąc chyba wytrzyma? hamulce typu v-brake? Ponieważ tarczowe mechaniczne to praktycznie to samo, a tarczowe hydrauliczne droższe i bardziej problematyczne dla laika przy skręcaniu i rozkręcaniu kaseta i zakres przerzutek bardziej na podjazdy z bagażem aniżeli na szybkie śmiganie po płaskim asfalcie - czyli jak rozumiem kaseta zbliżona do MegaRange, żeby ta największa zębatka pomagała w wolnej ale jednak jeździe do góry, niż pchaniu roweru - czyli min 32 zęby. Pytanie czy między 28 i 32 zębami jest duża różnica w takich podjazdach? sakwy na przód i na tył, bo się lepiej ciężar rozłoży przy podjazdach, czy da radę wszystko dać na tył? Oprócz niezbędncyh rzeczy podczas takiej podróży będziemy dodatkowo wieźli kilka kg sprzętu więcej, potrzebnego na działalność górską - raki, kijki, buty górskie, ciepłejsze ubrania siodełko raczej nieżelowe? Ponieważ żel nie oddycha i odparza.
      Szanowni rowerzyści i forumowicze - wierzę, że doradzicie nam coś, co pozwoli nam świetnie odkryć rowerowe arkana, czyli jaki też to jaki rower pasowałby do powyższej sytuacji? W takim pułapie cenowym wszystkie wydają się być podobne. Odwieczne pytanie, czy dopłacając parę stówek dostanie się coś, co się znacząco różni i poprawi pedałowanie?

      Gwoli ścisłości, polecono nam m.in.:
      - Kross Evado 1.0
      - Unibike Crossfire GTS
      - Merida Crossway 20-V
      - Kands Maestro Full Alivio
       
      Z góry dziękuję za wszelaką pomoc.
       
×

Powiadomienie o plikach cookie

Ta strona korzysta z plików cookies. Możesz dowiedzieć się więcej tutaj: Polityka prywatności, Regulamin.