HSM
Użytkownik-
Liczba zawartości
689 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
Osiągnięcia użytkownika HSM
-
[nawigacja] Garmin Edge 1040 vs Wahoo Elemnt Ace vs Wahoo Elemnt Roam 3
HSM odpowiedział pdz → na temat → Akcesoria rowerowe
@dfq grzecznie odpowiem, że nawet dynamiczne skalowanie nie pomoże, jak założenia projektowe będą nieprzemyślane. Na twoim zdjęciu w niewielkim polu stamina wartość liczbowa - która zawsze jest najważniejsza - nie ma nawet połowy wysokości pola. Widać w odczuciu odpowiedzialnych za ten interfejs ważniejsze były estetyczne marginesy pola, nie za mała etykieta i odstęp między etykietą a wartością liczbową. Paradoksalnie dla zwiększenia widoczności tej liczby nie trzeba było nawet pomniejszać etykiety, a jedynie zmniejszyć marginesy i odstęp, a samą wartość liczbową wyświetlać czcionką o wydłużonym ksztalcie. W sumie to nie czuję się związany emocjonalnie z żadnym producentem, czy produktem, więc te uwagi nie są w stylu, że coś jest lepsze, a coś gorsze. Ale po prostu żal mi współczenego podejścia, gdzie przy projektowaniu takich rzeczy pierwsze skrzypce grają estetyka i niewysilanie się w kwestiach użyteczności (a już zwłaszcza w scenariuszach spoza dominującej grupy klientów), kiedy sam raczej jestem zwolennikiem reguły form follows function. Wiele rzeczy na papierze wygląda świetnie, a potem okazuje się, ze ktoś, kto nad tym siedział, był młody nie miał kłopotów ze wzrokiem albo coś w ten deseń 🙂 Gdym miał dziś kupować nowy komputerek, to byłbym w kropce, bo nikt w tej kwestii nie wyróżnia się specjalnie na plus. PS. też mam Garmina tylko ręczniaka, choć rzadko używanego, więc daleki jestem od "wojen systemowych". -
[nawigacja] Garmin Edge 1040 vs Wahoo Elemnt Ace vs Wahoo Elemnt Roam 3
HSM odpowiedział pdz → na temat → Akcesoria rowerowe
@dfq bardzo pouczająca fotka. Przykład, jak można zmarnować mnóstwo przestrzeni. Cyfry w polach danych zajmują tak na oko tylko połowę dostępnej wysokości pola. Paradoksalnie mimo większego rozmiaru w 1040 jest jeszcze gorzej, bo chociaż pola "urosły" na wysokość to najbardziej z tej zwiększonej wysokości skorzystały napisy - etykiety. One urosły nieproporcjonalnie bardziej do cyfr, które to przecież powinny być najważniejsze. W sumie zera w polu prędkości na 830 są niewiele niższe (jeśli w ogóle) niż na 1040. Załączam podobny ekran ze starego Roama v1. Przy czym to jest ekran wielkościowo porównywalny z 830. Zdjęcie zrobione w pełnym słońcu, padającym przez okno, bez podświetlenia. Dla porównania parametry ekranów Roam v1 / 830 / 1040: przekątna: 2,7" (68,58 mm) / 2,6" / 3,5" (88,9 mm) rozdzielczość: 240x400 / 246x322 / 282x470 Nie piszę tego, żeby przekonywać o wyższości jednego nad drugim, ale żeby pokazać, ile dobry projekt interfejsu potrafi wycisnąć nawet z leciwego sprzętu. -
[nawigacja] Garmin Edge 1040 vs Wahoo Elemnt Ace vs Wahoo Elemnt Roam 3
HSM odpowiedział pdz → na temat → Akcesoria rowerowe
Jako użytkownik Roama ale pierwszej jeszcze generacji - super czytelny ekran z 8 (tak! z 8!) kolorami, w słońcu tym bardziej kontrastowy im bardziej to słońce świeci (i to bez włączonego podświetlenia ekranu) powiem tak - jesteś przyzwyczajony do Garmina, raczej zostań przy Garminie, zmieniając tylko model. Choć akurat nie wiem, czy 1040 będzie tym najwłaściwszym wyborem, czy może jakiś inny byłby lepszy... Do niedawna między Wahoo a Garminem był jakiś realny wybór - tzn. ich urządzenia co do zasady znacząco różniły sposobem obsługi, interakcją z użytkownikiem, konkretnymi rozwiązaniami projektowymi, które mogły się podobać jednej czy drugiej grupie nabywców. Wahoo było proste w i nienachalne w obsłudze (sama jednostka, bo mnóstwo rzeczy przerzucono do aplikacji współpracującej, wychodząc z założenia, że to, co potrzebne w trakcie jazdy musi być na tyle dobrze zaprojektowane i nieskomplikowane, by dało się obsługiwać jedną ręką kilkoma przyciskami, a to co się robi przed lub po jeździe i tak najlepiej wypalcować w telefonie). Do tego dochodziło kilka rewelacyjnych decyzji na poziomie interfejsu, które jeszcze wspomagały czytelność i komunikację z użytkownikiem. Garmin z kolei słynął z niesamowitej elastyczności i miliona funkcji,i możliwości modowania/zmieniania/udoskonalania ale przy tym niekiedy kulejącej ergonomii interfejsu. Dla mnie to było trochę jak zestawienie androida z ios. Niestety choć przez lata wahoo trzymało się swoich założeń - nawet programowo (mimo zmienianych bebechów) to były prawie te same komputerki, ostatnia seria - czyli Bolt 3/Roam 3/Ace stanowi radykalne zerwanie z tą tradycją. Porzucono technologię super czytelnego ekranu na rzecz nowego rozwiązania, które goni niejako amoledy Garmina, ale bez sporego podświetlenia w dzień jest słabo czytelne, a i tak przy Garminach wypada blado (są zdjęcia porównawcze, gdzie te ekrany są nieco ciemniejsze i zdecydowanie mniej kontrastowe niż Garminy). Jakby tego było mało zmieniono wizualnie interfejs, wyrzucono charakterystyczną dla wahoo czcionkę, która sprawiała, że nawet na malutkich ekranikach, pola danych były czytelne, no i zrezygnowano pasków diod led, które w specyficznych zastosowaniach pozwalały komunikować coś użytkownikowi nawet bez wgapiania się w ekran. Sytuacja więc jest taka, że różnica systemowa w filozofii działania oraz ergonomii użytkowania między Wahoo a Garminem bardzo się zatarła. A jak masz do wyboru Garmina i takiego nowego Wahoo, który jest prawie Garminem, to jasne, że wybierzesz Garmina, którego znasz. Jeszcze dodam, że przy wyborze komputerka pod słabnący wzrok weź pod uwagę nie tylko samą fizyczną wielkość ekranu, ani nawet rozdzielczość w pikselach, ale to, ile na tym ekranie się mieści, czy miejsce nie jest marnowane na powiedzmy jakieś ozdobne pierdoły i udziwnienia w stylu cieniowane ramki, tła i bajery. Co z tego, że masz duży ekran jak na przykład cyfry w polu danych nie potrafią znacząco wypełnić przestrzeni tego pola, bo akurat projektant sobie wymyślił, że tam musza być spore marginesy. W ten sposób można zmarnować nawet bardzo duży ekran. Dodatkowo zwróć uwagę, czy powiększanie i zmniejszanie pól danych jest łatwo dostępne (np. tak szybkie jak naciskanie łatwo wyczuwalnych przycisków +/- jak starych Wahoo - że można to robić w czasie jazdy bez patrzenia na licznik, czy musisz grzebać gdzieś w menu. Fajnie by było, jakby pola i informacje, które są dla Ciebie ważne, albo wyskakują w trakcie jazdy (np. informacje o skręcie) były przy słabszym wzroku albo odpowiednio duże, albo odpowiednio czytelne, albo konfigurowalne (najlepiej to wszystko). Nie mówię już zastosowaniu czytelnej nawet w małych szeregach czcionki (ale tego to już chyba nikt nie oferuje). Niestety te wszystkie rzeczy są w sumie pomijane w recenzjach i trzeba czasem nieźle się natrudzić, żeby na podstawie ilustracyjnych fotek w ogóle spróbować ocenić jakość interfejsu komputerka pod tym względem. -
Uwielbiam takie tematy... Człowiek pyta o konkretne produkty, konkretnych firm, prosi o opinie realnych użytkowników i co... Dostaje w zamian komentarze w stylu: "Panie, za tyle to nie!", "Kto to kupuje" no i wisienka na torcie - "To ma 100% marży"... A ja się poprosi o wskazanie porównywalnego produktu z taką "akceptowalną" przez forum to pojawiają się linki do komponentów, przy czym nie tych samych piast, w dodatku z ogłoszenia na olx, obręczy z ali i szukania zaufanego człowieka, który to wszystko złoży za 200 zł. Kurczę, dla mnie porównywalny produkt, to jest coś, co ma takie same elementy składowe, a w dodatku za co firma weźmie odpowiedzialność - nie tylko na minimalnym, gwarantowanym prawem poziomie, ale nawet bardziej... Jakbym był złośliwy to też bym tu wstawiał wyliczenia, zgodnie z którymi koszt samych piast i szprych w tych konkretnych dany/evanlitach, to jakieś 2500 zł - oczywiście wg cenników z polskiej dystrybucji. Dodajmy do tego obręcze, które wcale nie muszą być na aliexpresowym poziome, a czasem w ogóle ich nie kupisz (bo partia była zamawiana spoza katalogu, wg indywidualnej specyfikacji) i już nie ma miejsca na mityczną 100% marżę... Ja wiem, że wszystko można kupić taniej, nawet nie szperając po olxach, tylko zmieniając dystrybucję na np. niemiecką. Te same DT 240 z jakiegoś niemieckiego internetowego giganta i tak będą tańsze niż kupowane w Polsce (i wcale nie mówię o łapaniu okazji z kodami z newsletterów ze słynnegio outletu, ale o zwykłym zakupie w zwykłym sklepie). Ja wiem, że koła może złożyć zaprzyjaźniony warsztat,. Tylko co to zmienia...? Porównujmy porównywalne. W to wchodzą kwestie sprzętu, kompetencji i doświadczenia człowieka bądź jakości a raczej tolerancji fabrycznego wykonania i w końcu wygody. Dla niektórych ważne mogą być jeszcze kwestie wsparcia lokalnego biznesu czy ludzi z pasją - nawet kosztem wyższych cen. Jakbym miał uszeregować to wg moich skromnych preferencji, to najniżej stałyby rzeczy z aliexpresowym rodowodem. Po prostu kompletnie nie chciałbym się bawić w proces reklamacyjny z jakimś majfriendem po drugiej stronie globu. To musiałoby być wyraźnie tańsze, żeby zrekompensować mi tę niedogodność, ale z drugiej strony, jakby było wyraźnie tańsze, to zawsze miałbym z tyłu głowy, czy to jest na 100% ta sama jakość. Kwestie wygody odrzucają mnie też o kół systemowych, co to często lokalnie naprawić się nie da, reklamacja jest "procesem korporacyjnym", a konstrukcja bywa zastrzeżona i po jakimś czasie nieserwisowalna. Gdybym mieszkał w Warszawie, to być może wybrałbym właśnie takie Dandyhorse, bo fajnie jest mieć możliwość w razie czego, wziąć koła w rękę i pójść do żywego specjalisty, by twarzą w twarz porozmawiać, co się tam zepsuło i na kiedy będą gotowe... W dodatku wiem, że ktoś się specjalizuje tylko w tym, ktoś z chęcią przyjmie na serwis własne koła nawet sprzed lat, a w dodatku daje gotowy produkt i jeśli nie ma ochoty w zabawę w puzle, to nie musze myśleć o doborze komponentów. Za takie rzeczy czasem warto zapłacić więcej, ale błagam, nie używajmy clickbaitowych sformułowań o 100% marży, bo to nic nie wnosi do dyskusji. Jedyne z czym mogę się zgodzić, to kwestia doświadczenia kołodzieja, ewentualnie kontroli jakości fabryki (jeśli mowa o kołach składanych maszynowo) i naszego zaufania do tego, co o sobie mówią i piszą.
-
[2000-2500 zł] Dojazd do pracy/weekendowe przejażdżki
HSM odpowiedział AllmostHumann → na temat → Jaki rower kupić do X złotych?
@AllmostHumann wybrzydzasz jak kobieta w ciąży. W rozmiarze M jest jeszcze turkusowy 🙂 . Generalnie zwiększenie budżetu niewiele da, bo ten Vortrieb katalogowo to chyba 1200 EUR kosztował, więc dokądając więcej do innych roweró będziesz raczej miał albo rower bez wyposażenia, do codziennych dojazdów, albo bez planetarki bądź z Nexusem zamiast Alfine, raczej bez dynama. Zakładam, że żaden z nich nie będzie miał rozpinanej ramy. Dosypując pieniędzy będziesz miał rowery lepsze od tego Attabo, może w jakimś jednym aspekcie lepsze od od Vortrieba, ale całościowo na pewno od niego nie lepsze. Możesz też zwiększyć budżet i spożytkować go wyłącznie na ulepszenie w postaci bardziej znanego napisu na ramie (w znaczeniu marki), choć sam rower będzie gorzej wyposażony... Bierz Vortrieba, póki jeszcze są. Pojeździsz do pracy i za jakiś czas będziesz wiedział, czy nie potrzebujesz jakiegoś innego roweru na wypady do lasu i w górki, ale to może być już zupełnie inny rower, który będziesz mógł dobrać do tych szlaków poza drogami ubitymi. -
[2000-2500 zł] Dojazd do pracy/weekendowe przejażdżki
HSM odpowiedział AllmostHumann → na temat → Jaki rower kupić do X złotych?
Tego Attabo wcale bym nie nazwał wersją budżetową w stosunku do Vortrieba. Różnica jest 250 zł. Za te pieniądze to się akurat dokupi błotniki, bagażnik i oświetlenie i dalej nie będzie to oświetlenie w stylu "zapomnij, że trzeba coś z nim robić, ładować" - bo nie na dynamo jak w Vortriebie. Attabo jest na najprostszym Cuesie (4000). V. na niemęczącej obsługowo planetarce i jest to Alfine a nie np. Nexus. V. da się w przyszłości wyposażyć w napęd paskowy. Z A. tego nie zrobimy. No i podejrzewam, że na 100% ten A. jest jak nie cięższy to na pewno nie lżejszy od V. V. jest idealny do codziennych dojazdów cały rok. Attabo. - hmm... cóż... w tym zastosowaniu raczej nie jest żadną konkurencją. Jedyną jego przewagą chyba lepsze dostosowanie do tych weekendowych przejażdżek - ale tylko jeśli będą po nieutwardzonym terenie. Gdyby różnica cenowa między nimi była dużo większa, to Attabo rzeczywiście mógłby uchodzić za budżetową (ale słabszą) alternatywę. Tak masz dwa porównywalne cenowo rowery, z których jeden jest o niebo lepszy użytkowo pod główne zastosowanie. -
@Mentos Myślę, że u nas jest zdecydowanie gorzej niż w innych krajach UE. Może problemy wyglądają podobnie, ale tam przynajmniej mają świadomość prowadzenia systematycznej kontroli zjawiska. Już kilka lat temu - kiedy w Polsce trwały wciąż zajadłe spory miedzy analogowcami a e-bajkerami, czy zwykły, legalny, w 100% wypełnijący ustawowe definicje rower wspomagany, to w ogóle rower i czy jazda nim to dyshonor - niemiecka telewizja - czyli mainstream - nadawała regularnie reportaże dla emerytów o pracy rowerowych patroli policji, których jednym z zadań było "nękani" nienormatywnych e-bików. I co z tego, że w takich Niderlandach też mają problem z plagą, jak po prostu kontrola tych e-motorków na tłustym kapciu jest rutynową częścią codziennej pracy policjantów w ruchu ulicznym. Na to też są fajne nagrania vlogujących policjantów... U nas, jak to u nas... przez lata jest zupełna cisza. Potem coś tam ludzie świadomi, z rowerowego środowiska - niestety tylko we własnym sosie - czytaj gronie - zaczynają narzekać na problem. I nagle bum...! Zaskoczenie, że 99% dostawców jedzenia jeździ na "nielegałach" - co też nie jest wystarczającą okolicznością, żeby trąbić o tym nierowerowych mediach. Dopiero jakiś młodociany idiota na a la sauroneowej bestii, pędzący po bulwarach w Krakowie, albo rajdy takimi pojazdami bananowej młodzieży w Warszawie, wyskakują z faktów czy innych wiadomości. WTF? Skąd to się wzięło...? Nikt nie wie... No tak, skoro przez kata hodowało się zjawisko, to dziw, że tak ładnie nam wyrosło... Nie doszukiwałbym się jakichś spisków czy lobby. Po prostu sami ten problem sobie wyhodowaliśmy, a to, że w zależności od obserwatora dominującym przejawem zjawiska będzie ta czy inna grupa., to zupełnie normalne. W mieście, ścisłym centrum widzę głównie dostawców jedzenia. Ktoś jeżdżący po lasach będzie widział przede wszystkim rozmaitych ujeżdżaczy w typie motocrossu, rozwalających ścieżki, drogi, poszycie... W jakichś modnych miejscach będzie to bananowa gówniażeria pajacująca - im bardziej otwarcie i bezczelnie, tym w ich mniemaniu lepiej. To wszystko jednak to samo zjawisko... Co do USA byłbym ostrożny z szukaniem porównań. Tam nie potrafią nawet do dziś ustalić jednolitej legalnej definicji wspomaganego roweru. E-bikeiem może tam być zarówno e-bike w rozumieniu przepisów zharmonizowanych w UE, ale także zwykły e-motor. Klasyfikacja Class 1/2/3 jest tylko branżowo/środowiskowa i nawet nie wszystkie stany się jej trzymają. Zresztą w tym ich chaosie ruchy przeciwne e-bike'om też są z d.... wzięte jak hasła wprowadzenia lokalnego ograniczenia maks. prędkości do 15 mph dla wszystkich e-bike'ów (nawet takich w naszym rozumieniu) w Nowym Jorku, czy wymóg rejestracji, OC i prawa jazdy na każdy e-bike (także nasz) w New Jersey.
-
@PiotrWie Właśnie takich sytuacji jak ta, o której piszesz, nie rozumiem. Przecież ta sąsiadka spokojnie mogłaby korzystać z całkiem legalnego roweru ze wspomaganiem (moc znamionowa 250W, wspomaganie wyłącznie w trakcie pedałowania, odcięcie po przekroczeniu 25 km/godz., napięcie nie większe niż 48 V). Nie sądzę, żeby czułą potrzebę ani prędkości, ani manetki, tym bardziej, że jeździła wcześnie "analogowo". Tymczasem "wdepnęła" w całkowicie nielegalny i niepraktyczny motorower elektryczny,. Nielegalny - to oczywiste; Niepraktyczny - bo nie sposób go zarejestrować i używać zgodnie z prawe (o czym niżej). I właśnie to jest ciekawe - co ją do tego skłoniło. Jeżeli ten zakup był świadomy, tym gorzej dla niej. Jeżeli nieświadomie wdepnęła w ten syf, to mi jej w sumie szkoda. A że teraz nie za bardzo chce się z tego wyplątać, to rozumiem. Taki sposób racjonalizacji... Koszty zostały poniesione, więc będę używała, bo prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek poniesie jakieś negatywne konsekwencje, jest znikome. Niestety państwo z dykty i patyków, w którym wszyscy puszczają oko, udając, że nie wiedzą o co chodzi, kończy się totalnym chaosem i samowolką. Przecież jak najbardziej te wszystkie "nienormatywne" motorowery i motocykle elektryczne mogłyby współistnieć w ruchu. Wystarczy, żeby importerzy homologowali te pojazdy w kategoriach pojazdów, którymi one w rzeczywistości są. Wówczas byłoby miejsce i na tablicę rejestracyjną (bo warunkiem homologacji jest m.in takie miejsce) i byłaby możliwość rejestracji w urzędzie i legalnej jazdy. Tylko, że wszystkim (sprzedawcom, napalonym kupującym) stan, w którym udajemy, że to są rowery, bardzo pasuje a państwo ma to w głębokim poważaniu. Swoją drogą właśnie przez przymykanie oka na import takich wynalazków sami zabiliśmy niewielki rynek legalnych motorowerów elektrycznych (w Niemczech nazywanych S-Pedelec od schnell pedelec). Bo były takie pojazdy" ze wspomaganiem do 45 km/godz., homologacją i miejscem na tablicę. Ba!... nawet Bosch produkował swoje silniki mid-drive do systemów 45 km/godz. Gdzie są one teraz? No właśnie, całkowicie wyparły je jeździdła rodem z Ali itp., bo po co przepłacać, jak i tak nikt tego nie sprawdza. I później trafiają się takie osoby jak Twoja sąsiadka, która być może całkiem nieświadomie wdeptują w to bagno, bo w sumie nie mają alternatywy, albo myślą, że nie mają... @Mentos Możemy sobie gdybać o zmianach przepisów, ale moim zdaniem to absolutnie nic nie zmieni, nie rozwiąże żadnego problemu.... Tak długo, jak jest rynek na motorowery udające rowery, tak długo będą źródła tych maszyn. Można oczywiście uszczelniać obrót, wprowadzić przepisy uniemożliwiające legalną sprzedaż tego barachła, ale tak naprawdę, rezygnacja z obecności państwa, egzekucji przepisów na samej drodze spowoduje jedynie otwarcie nowego frontu zabawy w kotka i myszkę. Dziś mamy wystarczające przepisy do eliminowania wszystkich tych patologicznych zachowani na drodze, całej masy surronowych dzieci z dróg dla rowerów, pędzących dostawców żarcia, tylko z nich zupełnie nie korzystamy. W państwie z dykty i patyków może wyjść jakaś pokazowa akcja raz na rok, a tu trzeb codziennego egzekwowania zasad tak, żeby korzystanie z tych wynalazków w patologiczny sposób stało się ryzykowne, albo przynajmniej mało komfortowe. Dopiero wtedy zjawisko będzie jako-tako pod kontrolą. Bo teraz mamy totalne bezhołowie - jak w wykrzywionym zwierciadle bezczelność i arogancja stała się normą.
-
[2500-3000] Trekking/mtbużywanie z siodełkiem przednim)
HSM odpowiedział warhlak → na temat → Jaki rower kupić do X złotych?
Rozwiązanie z siedziskiem dla dziecka gdzieś w okolicach kierownicy jest (a może było) popularne w "rowerowych" krajach jak Niderlandy, Dania: Tylko warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy: -wożone w ten sposób są przede wszystkim dzieci małe, a jak trafi się większe, to raczej na rowerze w bardzo miejsko-użytkowym stylu. Po prostu pozycja rowerzysty, odległość od kierownicy i chwyt kierownicy (bardzo często kierownica to jaskółka lub inna bardzo wygięta kierownica typu miejskiego) musi zapewniać odpowiednio dużo miejsca, żeby to dziecko się tam zmieściło; -w ten sposób wozi się dzieci do żłobka, czy wczesnego przedszkola w miejskim środowisku na relatywnie niedużych dystansach. To chyba nie jest metoda na dalsze podróże -nie wiem na ile ta metoda jest dalej popularna (ten filmik ma 11 lat). Podejrzewam, że dziś po rewolucji cargo wielu rodziców przeszło na rozmaite rowery towarowe. Zakładam metoda utrzymuje się najbardziej w przypadku naprawdę małych dzieci. Zresztą tam szybko dzieciaki zyskują samodzielne kompetencje rowerowe. -do montażu czegoś takiego najlepsza jest pancerna stalowa "koza". Im bardziej "nowoczesny" rower tym więcej widzę problemów w skutecznym użytkowaniu takiego wynalazku - zresztą na szybko podejrzałem tego Shootguna, o którym pisze autor i nieco rozbawiły mnie marketingowe ilustracje, jak to siedzisko mocowane jest na jakimś wypasionym fullu (wówczas rzeczywiście dodatkowa poprzeczka montażowa to jest must have, bo tego siedziska nie ma do czego przymocować), ale zupełnie nie widzę tego rozwiązania w zastosowaniach innych niż pokazane na wstawionym wyżej filmie. W ogóle warto się zastanowić, czy nawet fotelik na bagażnik tylni w przypadku autora będzie idealnym wyborem. To też jest rozwiązanie na raczej równe drogi i ścieżki z uwagi na wysoko położony środek ciężkości . Zwłaszcza dla osoby, która od baaardzo dawna nie siedziała na rowerze. Jakieś piachy i korzenie mogą łatwo popsuć zabawę. Na dłuższe wypadu raczej stawiałbym na przyczepkę... No i na koniec trzeba pamiętać, że to wszystko rozwiązania na dosyć krótko. Dzieci rosną i szybko okaże się, że są za duże zarówno na ten wynalazek z przodu, ma fotelik z tyłu czy przyczepkę bez względu na to jak optymistyczne założenia wagowe w kwestii limitów podaje producent. -
Pinion jest niewielkim producentem wyspecjalizowanym w swojej niszy. Raczej nigdy nie miał ani zasobów, ani nawet planów jakiejś światowej ekspansji, rozbicia nieco skostniałego układu wielkich graczy jak Shimano, SRAM. Nie ta skala, nie te możliwości... Przypomnę, że do dziś nie mają chyba oficjalnej dystrybucji w USA, więc tak właśnie zależało im na światowej ekspansji. Ten, kto jest świadom zalet Piniona, znajdzie rowery z tą przekładnią. Zresztą same rowery z Pinionem to są raczej konstrukcje spoza głównego nurtu rowerówki. Po prostu taki produkt dla entuzjastów... Tak przy okazji, to nigdy nie były skrzynie automatyczne. Dopiero wersje SmartShift (sterowane elektronicznie a nie linkami) pozwalają na kombinowanie z automatyką. Chińczycy ze swoimi rozwiązaniami na pewno nie celują w żadną nisze i nie zadowolą się rolą produktu uzupełniającego rynek. Ich celem jest wzięcie sporego kawałka tortu, ale do tego trzeba duuuużo pieniędzy oraz determinacji/wytrwałości. Jak napisałem wyżej - to jest kapitalizm - wygrywa nie ten, kto ma obiektywnie lepsze produkty, ale ten, kto ma więcej pieniędzy chociażby na dumping cenowy. Zwłaszcza na tak zabetonowanym rynku, z ustalonymi graczami. Producentom rowerów taki Avinox musi oferować swoje rozwiązanie z dużym dyskontem cenowym, żeby przekonać ich do porzucenia dotychczasowych układów z Shimano, Boschem czy Yamahą z ich zapleczem serwisowym, przyzwyczajeniami klientów itp. Tylko, że to nie jest łatwe. Mamy przypadek Bafanga, który ma zdecydowanie dłuższe doświadczenie w e-bikowych systemach niż taki DJI, a i tak po wielu latach nie udało mu się znacząco wygryźć kogoś z wielkich. Owszem funkcjonuje na rynku, ale jako producent tańszej alternatywy i nie zmieniają tego nawet jakieś wypasione modele...Jego wielkim sukcesem było i tak przejście z pozycji dostawcy zestawów do konwersji dla domorosłych mechaników na pozycję partnera producentów rowerów. Aż tyle i tylko tyle. Jeżeli posiadane przez Chińczyków zasoby (w sumie po prostu pieniądze) okażą się wystarczające, to mają szansę na wejście do grona wielkich graczy, albo nawet zrzucenie z piedestału któregoś z gigantów. To można robić, prowadząc wojnę cenową, klasyczny dumping cenowy w stosunku do producentów rowerów, albo oferować samemu rowery z tym rozwiązaniem (przecież DJI ma markę Amflow). Można robić jedno i drugie jednocześnie, choć to ryzykowne, bo wkurza się swoich podstawowych klientów czyli producentów rowerów, którzy mogą nie lubić takiej konkurencji i w odwecie odmawiać instalacji tych MGU w swoich produktach. Wystarczy jednak, że pieniędzy będzie za mało (nawet te pożyczone, pozyskane od inwestorów środki kiedyś się kończą, a cierpliwość tychże inwestorów ma swoje granice) i wyjdzie kicha... No i są korporacje, wiec tu niekoniecznie mówimy o racjonalnych decyzjach. Wystarczy, że założą rynkowy udział - powiedzmy - 30%, a jak uda im się osiągnąć 25%, to uznają to za porażkę i cały projekt pójdzie może nie w odstawkę, ale z fazy oczekiwanej ekspansji do marnej wegetacji. I to wszystko się spina tylko, jeśli dotychczasowi gracze pozostaną bierni. A to jest bardzo optymistyczne założenie. Generalnie to jest trudny rynek. Przekonali się o tym różni producenci mniej lub bardziej ciekawych rozwiązań. Fazua mimo ewidentnych korzyści w segmencie wybranych rowerów niedawno została zaorana przez właściciela. Brose wycofał się z segmentu e-bików, sprzedając cały dział konkurentowi. ZF chyba nie wyszedł poza wstępny etap - czyli oferowanie swojego rozwiązania producentom rowerów, ale czy ich zainteresował, nie wiem...Więc przed takim Avinoxem?DJI jeszcze długa droga, w dodatku wyboista, z wieloma zakrętami, bez 100% pewności dowiezienia sukcesu...
-
Z tym żegnaniem, to bym się tak nie rozpędzał... Ta gra nie rozegra się na rynku wśród konsumentów, ale między wielkimi tego świata: Producenci napędów będą zabiegać, by to ich rozwiązania montowali w swoich rowerach producenci tychże... Wystarczy klasyczne zagranie - czyli być konkurencyjnym cenowo, żeby składający rowery przychylnym okiem patrzyli na Shimano, zamiast takiego Avinoxa. Myślisz, że w obliczu zagrożenia takie Shimano nie sięgnie głębiej do kieszeni...? A szary użytkownik końcowy roweru nie ma nic do gadania. Bo przecież sam sobie tego Avinoxa nie kupisz, nie zamontujesz, jak nie masz ramy pod konkretne rozwiązanie... To w sumie bardzo ciekawe, że robi się medialny szum tam, gdzie dziś najłatwiej - w socjalach, gdzie siedzą konsumenci, kiedy produkt de facto jest adresowany do producentów rowerów i to ich przychylność należy zdobyć, żeby osiągnąć sukces i trzepać kasę... Smutne, że to już nie jest stary, dobry świat długowiecznych rowerów, gdzie nawet jak się standardy zmieniały, to zawsze na rynku znalazł się nowy suport, kaseta... pasujące do Twojej ulubionej ramy sprzed lat. Teraz rowery mają być jednorazowe, z gwarantowanym działaniem w zasadzie tylko w okresie wymaganym przez prawo. Co chwila nowy model silnika (oczywiście niepasujący do Twojego roweru, nawet jeśli miałeś do tej pory silnik tego samego producenta), więc zostaje Ci wyłącznie złomowanie roweru Żeby to jeszcze było jak w automotive, gdzie masz rygor dostępności części i podzespołów przez jakiś czas po zakończeniu produkcji. Ale tu mówimy o postępującej inflacji produktów, gdzie zwłaszcza chińscy producenci wiele swoich wyrobów traktują jako coś, o czym zapomina się w momencie wypuszczenia na rynek i pracuje nad nowymi (zupełnie niepowiązanymi) nowymi modelami. Nie ma żadnej ciągłości rozwiązań. Zwróciłeś uwagę, że dopiero co ((z rok, dwa temu) był medialny szum na "zwykłe" silniki Avinoxa. Jeszcze dobrze nie zadomowiły się na rynku (znaczy nie są powszechnie dostępne w rowerach), a już wypuszczają nowy zespół napędowy, który - cóż za zaskoczenie (albo jego brak) - nie da się zmontować do tych rowerów, które jednak na "zwykłego" Avinoxa się skusiły...
-
[2500-5500] Rower na dojazdy do pracy przez cały rok.
HSM odpowiedział artb1 → na temat → Jaki rower kupić do X złotych?
Jeżeli masz 170-180 wzrostu, to w CR są jeszcze Vortrieby https://www.centrumrowerowe.pl/rower-miejski-vortrieb-modell-1-2-pd51385/?v_Id=280259 To jest rower, którego szukasz - w miarę lekki, szybki o nieco usportowionej pozycji, z fabrycznie dopasowanym oświetleniem, błotnikami i bagażnikiem na jakąś małą sakwę z rzeczami do pracy. To jest w sumie odpowiednik tego Cube'a. Pierwotnie kosztował chyba coś ponad 1000 EUR (CR podaje cenę katalogowa na prawie 5800 PLN (trochę zawyżona). Obydwa rowery są w pełni wyposażone (oświetlenie na dynamo, błotniki, minimalistyczny bagażnik). Obydwa są aluminiowe (Cube ma karbonowy widelec, a Vortrieb aluminiowy), za to w Vortriebie jest Alfine a nie Nexus.... Najważniejszą użytkową różnica jest napęd na pasek Gatesa w Cubie )choć są też inne wersje na zwykły łańcuch). Vortrieb jest na łańcuchu, ale ma rozpinana ramę, więc jak zużyjesz zębatki, możesz dokonać zmiany napędu na pasek. To właśnie tutaj masz różnicę cenową... Na forum są zadowoleni użytkownicy Vortrieba. Może się odezwą. -
[Bagażnik] Pokrowiec na bagażnik rowerowy na hak
HSM odpowiedział Borboleta → na temat → Akcesoria rowerowe
Nie chciałem się udzielać, bo nie używam, ale widzę, że inni podjęli temat... @Borboleta Twoim problemem nie będzie wcale zwiększone spalanie od oporów powietrza, ale zwykła siła niszcząca wiatru. Wszystkie przytoczone tu pokrowce oraz te, które znajdziesz w czeluściach internetu (nawet jak są prezentowane na rowerach na bagażniku), to się po prawdzie nadają wyłącznie do stacjonarnej ochrony roweru. Jak jedziesz w trasie z czymś takim na zewnątrz samochodu, to siła strumienia powietrza jest taka, że z łatwością rozbroi każdy taki pokrowiec. Jak nie od razu, to po kilku użyciach. Jak myślisz, ze w czymś pomogą delikatne taśmy, troki, uchwyty, którymi w teorii producenta masz to przymocować/zabezpieczyć do bagażnika, to szybko zobaczysz, jak te taśmy i troki są wyrywane... Kilka razy widziałem na autostradach takie żagle łopoczące za samochodem. Jak to Ci odpadnie i spowoduje ryzykowną sytuację, to dopiero będziesz miał problem. Zresztą zobacz: Jak bardzo się upierasz na użycie pokrowca w transporcie, to koniecznie zaopatrz się w cały karton elastycznych linek i taśm, żeby wzmocnić trzymanie pokrowca na bagażniku w każdym możliwym miejscu (poziomo, pionowo, na skosy) - tak żeby jak najmniejsza powierzchnia materiału była nieprzytroczona... OK, po chwili drobna edycja... Możesz znaleźć pokrowce o bardziej przemyślanej konstrukcji (z w miarę sensownie rozwiązanymi taśmami do zabezpieczania) - jak te od evoca (przyklad od użytkownika z Polski, ogólnie o bagażniku, o pokrowcach od 16. minuty): Ale zwróć uwagę, że one kosztują EUR za rower i też nie są pozbawione wad. Zresztą jakbym miał je stosować, to i tak pewnie, bym dodatkowo używał dodatkowych taśm/expanderów do zabezpieczenia tej płachty przed wiatrem. -
[Przyczepka rowerowa] Wasze doświadczenia i na co zwracać uwagę?
HSM odpowiedział toomees → na temat → Sprzęt turystyczny
Koledzy dajcie spokój... to nie ma sensu. toomees jak na razie chyba nie wyszedł poza sferę teorii. Wprawdzie kupił przyczepkę i jest biegły w obliczeniach, co i ile waży, ale jakoś nie zauważyłem, żeby napisał, gdzie i z jakim efektem z tą przyczepką (i całym tym majdanem) pojechał... Jak pojedzie, to może się pochwali, albo i nie - zważywszy na spodziewany efekt. No chyba, że te wyprawy, to mają być gdzieś blisko, do lasu, nad wodę..., by tam paść i regenerować się w tym trzyosobowym namiocie z przedsionkiem. Po prostu czasem trzeba dać ludziom możliwość samodzielnego dojścia do wniosków, których za żadne skarby nie chcą usłyszeć od innych... Choć patrząc na współczesny świat zaczynam wątpić, czy to jest jakieś rozwiązanie, bo dziś nawet ludzie skonfrontowani z twardymi realiami, nie potrafią porzucić swoich teorii i twardo bronią, tego co obiektywnie do obrony się nie nadaje. -
@Miro1970 najprawdopodobniej znajoma doświadcza efektów decyzji projektowych i filozofii korporacyjnej oszczędności. Dziwne ekrany i niespodziewane rzeczy w interfejsie aplikacji są zapewne wynikiem zanurzenia Corosa w świecie zegarków, a Dura to ich pierwszy i póki co jedyny produkt rowerowy. Nie zrobili tej aplikacji od zera specjalnie pod licznik, tylko wzięli to, co mieli i jakoś pozmieniali, żeby pasowało do zastosowań rowerowych (czasem udanie, a czasem z babolami). Stąd uważny użytkownik jest w stanie wyłapać tego typu dziwności... Zresztą podejrzewam, że dotyczy to nie tylko aplikacji, ale i oprogramowania układowego samego licznika. Być może część "cegiełek", które składają się na jego firmware, jest wspólna z zegarkami. To by tłumaczyło decyzje projektowe - licznik ma cyfrową koronkę jak zegarki, a nie ma wewnętrznej nawigacji (to by wymagało zapewne gruntownego przeprojektowania całości), tylko korzysta z nawigacji przez aplikację (w chmurze). Ten brak nazw ulic też jest wynikiem tych decyzji.. Skoro wewnętrzna mapa w liczniku nie jest wykorzystywana do nawigacji, to być może ograniczono ją w kwestii niezbędnych treści, pozbawiając np. nazw ulic. W momencie uruchomienia nawigacji na podkładzie Google Maps (czym Coros się chwali) nazwy ulic pojawiają się, bo są zapewniane z zupełnie innego źródła. Co do baterii - skąd wziąłeś to deklarowane 72 godz. Sprawdziłem przed chwilą https://suport.coros.com/hc/en-us/articles/27280382578196-DURA-Battery-Specifications i tam są różne wartości z ładną rozpiską przy jakich założeniach, ale 72 godz. tam nie ma. Inna sprawa, że z tego, co czytałem po jakimś czasie od wprowadzenia na rynek, to użytkownicy miewali dziwne - niekonsekwentne zachowania licznika w kwestii długości pracy. Obok zachwytów nad generalnie "wieczną" baterią były też głosy odmienne... Ale to raczej problem dużej części współczesnej elektroniki, że potrafi nie dowozić marketingowych zapewnień w kwestii czasu pracy... zresztą nie tylko w tym...
