Skocz do zawartości

leon7877

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    782
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez leon7877

  1. Temat dotyczy tego, co cię wkurza. No to ja powiem, tak wkurze mnie gdy ktoś zajeżdża mi drogę. Wkurza mnie gdy ktoś na mnie jedzie. Jeżeli każdy trzymałby się swojego pasa ruchu to nie byłoby problemu. Problem się zaczyna, gdy ktoś zaczyna wykonywać nieprzewidywalne manewry, albo zajmować całą szerokość, jeszcze mając słuchawki na uszach i nie słysząc nawet dzwonka z tyłu. Przełóż to na sytuację na ulicy albo drodze ekspresowej. Co by było, gdyby 2 samochody zaczęły jechać obok siebie zajmując 2 pasy w 2 kierunkach, najlepiej z prędkością 30 km/h na ekspresówce. To jest mniej więcej to samo. Alby gdyby na jezdnię zaczęły wyłazić madki z wózkami bo tam równy asfalt i wygodniej pchać wózek. Nie bez powodu oddzielnie wytyczony jest pas rowerowy, a oddzielnie chodnik. Jest to po to, żeby piesi korzystali z chodnika i nie utrudniali ruchu rowerzystom. A zasady na drogach rowerowych są podobne do zasad na drogach dla samochodów. Może i na drogach rowerowych jest mniejszy ruch i mniejsze są prędkości rowerzystów, ale ciągle prędkość rowerzysty jest nieporówywalnie wyższa niż prędkość pieszego i jedni jeżdżą szybciej od innych. Więc zasady powinny obowiązywać, to jest jezdnia z ruchem prawostronnym i nie jest to chodnik.
  2. Jaki ma sens „chwalenie się” prędkością chwilową? I to pewnie jeszcze z górki i z wiatrem? Ja w ten sposób „dobiję” pewnie do 55-60 km/h, z moją masą i na takim rowerze. Bez jakiejś większej spiny i ciśnięcia na wynik wygląda to mniej więcej podobnie jak tu: I te maksymalne tętno to nie było bynajmniej tam, gdzie maksymalna prędkość, a raczej na ciężkim podjeździe pod wiatr.
  3. Mnie zawsze wkurzają inni rowerzyści, bo to zawsze jest bydło. Na szczęście juz niedługo „koniec sezonu” więc bydło wróci przed telewizory, pasy rowerowe w miastach będą puste i będzie lepiej, no może oprób biegaczy co im sie myli pas rowerowy z bieżnią, ale tych jest mało. Wreszcie skończy sie zajeżdżanie drogi, jeżdżenie całą szerokością ściezki obok siebie w ślimaczym tempie 15 km/h, 5 -latki z madkami na hulajnogach i małych rowerach wykonujące nieskoordynowane, losowe ruchy na całej szerokości, rolkarze bujający się po całej szerokości ścieżki, ze słuchawkami na uszach tak żeby przypadkiem nie usłyszeć dzwonka. Wystarczy że temperatura spadnie tak poniżej +10 i 95% bydła schowa sie już w domach. Tak od połowy października jest zwykle już całkiem spoko. Póki co trzeba wybierać trasy jak najbardziej oddalone od centrum miasta, przy obwodnicach, tam stężęnie bydła jest najmniejsze, bo nikt tam nie mieszka a oni zbyt daleko sie nie przemieszczają. Oprócz tego, przynajmniej w moim mieście ktoś postanowił uparcie rozbijać butelki na pasach rowerowych. Gdzie sie nie ruszyć, a zwłaszcza w kilku konkretnych lokalizacjach, zawsze jest pełno szkła z robitych butelek po piwie albo po wódce. Gdy tylko ktoś to posprząta (a raczej nikt nie sprząta), to za chwilę znów jest rozbite szkło. No ale to też uspokaja sie „po sezonie” jak zimno to nie chce sie wychodzić z domu i iść na pas rowerowy tłuc butelek, można chlać w domu i w domu tłuc butelki, np o ścianę albo gdzieś pod domem na osiedlu.
  4. No to jak żyć, w czym jeździć? Ja jeżdżę w ogóle w byle czym, nigdy nie zwracam na to uwagi, a jeżdżę i po 5 godzin bez odpoczynku. Jak żyć? Po tym gdy odkryłem ten wątek już wiem, że od 10 lat wszystko robię źle. No bo zawsze lałem na te parametry o których tu mowa jak oddychalność, warstwy odpowiednie na odpowiednią temperaturę, inne na +5 a inne na +10, nie czytałem o parametrach odzieży i typach tkanin, jestem całkiem zielony. Zawsze tylko wkładałem jedną i tą samą bluzę, dość przewiewną i w drogę. Widzę że to błąd. Magia tkanin technicznych, to jest to czego mi trzeba.
  5. Ja zawsze jeżdżę w przewiewnych, cienkich spodniach (z Decathlonu) i tak samo przewiewnej bluzie (z 4f, z przeznaczeniem oryginalnie do biegania na temperaturę +15). Gdy jest na minusie, to staram się ograniczyć długość do max pól godziny - 40 minut, lub ubieram się grubiej (ale tylko na górze, pod bluzę np t-shirt) + lepsze rękawice bo inaczej po około pól godzinie skóra z przodu zaczyna nieprzyjemnie piec. Ale wtedy raczej nie przekraczam godziny, bo i taka odzież przestaje wystarczać. W zasadzie w temperaturze w zakresie 0-5 stopni odczuwanie zimna mam podobne (czyli żadne), jak przy +15-20 z tą różnicą że w niższych temperaturach absoultne zero pocenia się. Choćby było najbardziej zimno, nigdy nie udało mi się zmarznąć w ruchu, podczas treningu. Ani też po zatrzymaniu się, żebym zaczął marznąć nawet w takim cienkim stroju musi minąć przynajmniej 15 minut. Najłatwiej odczuć zimno, gdy np po intensywnej jeździę wchodze do ciepłego pomieszczenia (np do sklepu), wewnątrz już się spocę i potem znów wsiadam na rower - wtedy trzeba z 10 minut intensywnej jazdy żeby znów przestać odczuwać zimno. Nie potrzebuję żadnej odzieży terminczej, rozważałbym taką gdybym miał jeździć naprawdę długo (powiedzmy po kilka godzin) w temperaturach rzędu -10 i niższych, ale nie z powodu takiego, że zmarznę, tylko z powodu ryzyka odmrożenia skóry pod ubraniem, zwłaszcza przy większym wietrze.
  6. Oho. Widzę że poziom dyskusji leci w dół, niektórych zabolało, oj zabolało 😀 Czyli tak podsumowując: - znaczna część piszących w tym wątku to trolle - padł jeden tylko sensowny argument: gdy jeździ się w takich warunkach i z takimi oponami, że warstwa błota i gliny pomiędzy kołem, a błotnikiem całkiem uniemożliwi jazdę. Wtedy faktycznie (być może) lepiej by całkiem zrezygnować z błotników No i właśnie o tym mówiłem, że takich naprawdę pełnych, długich błotników nie idzie prawie kupić. Dlatego, że większość uparła się, że błotniki to zły wynalazek, lepiej jeździć bez. Więc nie produkuje się takich, po prostu. No albo dopiero wyjechał z domu i nie zdążył się ubrudzić. Ja jeżdżę głównie po asfalcie, opony wąskie. Błotniki pomagają dużo, a ponieważ sypie tylko luźnym piaskiem, dość łatwo to potem wyczyścić - można nawet na sucho, jak wszystko dokładnie wyschnie wystarczy twardy pędzel i cały piasek się obsypie. Gorzej, jak ktoś jeździ po glinie - wtedy bez mycia się nie obejdzie.
  7. Dla części pewnie jest. Zwykle dla tych samych, którzy preferują siedzenie na kanapie i objadanie się fast foodami, a przemieszczają się w swoim życiu tylko do kibla i z powrotem (ewentualnie do samochodu i z powrotem). Tylko co jest bardziej żałosne tak obiektywnie? A długoterminowo, kto bardziej sobie szkodzi? W takich przypadkach warto przyłożyć obiektywną miarę do wszystkiego, jeśli takowa istnieje, a nie opierać sie na odczuciach. Obiektywnie rzecz biorąc, człowiek nie jest z cukru. Aktywność nawet w czasie deszczu poprawia kondycję i odporność.
  8. Nie bardzo rozumiem, w czym mam przyznać rację? Że lepiej jak błoto chlapie na plecy i napęd, niż jak nie chlapie? Mam przyznać rację? Nie mogę, bo się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem lepiej jak nie chlapie 😀 Mogę przyznać rację, że niektórzy wolą jak chlapie, tzn lans jest ważniejszy od tego, żeby błoto nie chlapało. Ale też nie odbierajcie mi prawa do oceny takiej postawy, która delikatnie mówiąc, nie jest dobra. W zasadzie mogłoby mnie to w ogóle nic nie obchodzić, ale takie podejście powoduje problemy polegające na tym, że np każdy nowy rower (oprócz miejskich) jest pozbawiony błotników a po drugie już dziś prawie nie idzie kupić pełnych błotników. Bo większość uparła się, w imię swoich fantazji, że błotniki niepotrzebne, a wiadomo że popyt generuje podaż. Czyli pośrednio, jestem zmuszany do tego, żeby ochlapywać sobie plecy błotem, tylko patrzeć jak producenci rowerów zrezygnują z mocowań na błotniki, bo po co błotniki przecież.
  9. Przesadzasz kolego. Po prostu ludzie tak mają, że nietypowe zjawisko wzbudza zaciekawienie. Np gdyby ktoś powiedzmy taczał się w błocie w przydrożnym rowie, to też mogłby to wzbudzać zdziwienie. Chlapanie błotem sobie w twarz dlatego, że błotniki są „dziaderskie” też może wzbudzać zaciekawienie i zdziwienie, tzn co kieruje takim człowiekiem, że specjalnie, celowo chlapie sobie błotem w twarz 😀 To nie jest kwestia, czy ktoś cos lubi u innych czy nie.
  10. Jestem zbyt leniwy na to. Wolę kasować na zjazdach, a na podjazdach oszczędzać siły. Kopanie się z koniem to słaby pomysł, gdy mam w planie ponad 100 km a jestem na początku trasy. No ale jak widzę, że ktoś staje na pedałach próbując docisnąć, to wiem że forma kiepściutka jest.
  11. Zgaduję, że stopki są złe bo: Ja się wstydzę, ale co zrobić, mam pełne błotniki i stopkę. Jestem w mniejszości, więc pewnie prawdziwi kolarze się ze mnie śmieją.
  12. To bardzo ciekawe, rozwiniesz ten temat? Co to znaczy „nieprofesjonalnie”? Chodzi o to, że profesjonalnie jest jak ci chlapie błotem w oczy? Czy tu chodzi o małpowanie profesjonalistów, tzn jak zobaczyłeś, że w Tour De France jadą bez błotników, to ty też będziesz jeździć bez, bo profesjonaliści jeżdżą bez? Ciekawi mnie, czemu to akurat błotniki są „lamerskie”. A nie np buty, koszula albo majtki? Bez butów też by się jeździło gorzej niż w butach, analogicznie jest z błotnikami przecież.
  13. Chyba nie masz zbytnio kontaktu z rzeczywistością, skoro zadajesz takie pytania, więc ci opiszę jak to zwykle wygląda. Śmieję się, gdy gdzieś w rozmowie z kimś wejdziemy na taki temat. Tak to zwykle wygląda w relacjach międzyludzkich.Tutaj też mogę wyrazić m.in. swoje zdanie na ten temat, bo taki jest temat tej dyskusji. Natomiast ty zrozumiałeś to tak, że trzeba zatrzymywać ludzi i śmiać się z nich i w twoim wyobrażeniu to tak właśnie wygląda na codzień. Rozmawiasz z ludźmi czasem na różne tematy? No bo wybacz, ale zadajesz pytania na poziomie przedszkolaka.
  14. No ale gdzie pisałem, że jedyne słuszne? Może ktoś lubi mieć plecy i twarz ochlapane błotem. Na zdrowy rozum, to nie powinno być słuszne bo teoretycznie każdy powinien dążyć do tego, żeby błotem ochlapać się jak najmniej, czy to na twarzy czy na plecach. Stąd moje zdziwienie, ale z fetyszami się nie dyskutuje. Tacy ludzie podpadają pod ostatni podpunkt z mojego pierwszego posta czyli: Mnie to śmieszy po prostu i tyle. Tak samo jak montowanie pseudo błotników, które nie spełniają swojej głównej funkcji wynikającej z nazwy. Ważne żeby były tylko markowe, to jest ważne bo wtedy nie wstyd. Moim zdaniem, z tego co tu pokazano to tylko błotniki takie jak tutaj mają jakikolwiek sens i są faktycznie błotnikami: Z tym, że są jeszcze trochę za krótkie z tyłu i z przodu.
  15. Nie wiem czego tu nie rozumieć? Nikt nie mówi, że napęd nie oberwie błotem. Problem w tym, że nie rozumiesz że gdy jest pełny błotnik (pełny - tzn zaczyna się przy suporcie na dole) i dodatkowo półokrągły tak, żeby zakrywał koło, to błota w napędzie będzie kilkukrotnie mniej. W ogóle trochę mnie to dziwi, bo z tego co tu pokazujecie, to tzw „markowe” błotniki najwyraźniej mają na celu zadać szyku, a nie chronić przed chlapaniem błota. Co za geniusz wymyślił błotnik jako płaską deskę, węższą od opony? Jaki ma to cel? Jaki ma cel taki błotnik i przed czym ma ochronić? A już jak patrzę na coś takiego, to bierze mnie śmiech: Żeby błotnik spełniał swoją funkcję, powinien przede wszystkim zasłaniać wystarczająco dużą część koła, po drugie powinien być wystarczająco szeroki i półokrągły, a w przekroju trochę jak spłaszczona rynna - tylko wtedy ma sens. Te tanie błotniki takie są. Musicie mi to wybaczyć - zawsze będę się śmiać z pozerów, którzy montują coś dla picu, żeby „ nie było obciachu”. Błotnik ma przede wszystkim osłaniać przed błotem. Im mniej osłania, tym gorszy i to jest dla mnie jedyne kryterium.
  16. Dobry pomysł, po co mieć czyste plecy, lepiej zachlapać błotem. Tak samo jak cały przedni napęd 😀
  17. No faktem jest, że ja ani nie mam takich opon, ani nie jeżdżę po takim terenie żeby wjechać w taką glinę, że koło sie zablokuje pod błotnikiem. Ale z drugiej strony, niektórzy twierdzą, że właśnie przede wszystkim do asfaltu błotniki to nigdy życiu, a tu właśnie zwykle chlapie tylko luźnym piaskiem (nie lepiącą gliną) - wystarczy żeby uwalić plecy i cały napęd i pełny (czyli od samego dołu przy suporcie aż do tyłu) błotnik sporo pomaga. Ja tylko jeszcze musiałem uszczelnić śrubę przy suporcie na dole, bo tam była nieszczelność i przebijało syf aż na napęd (ale i tak niewiele w porównaniu z odsłoniętym kołem). Może gdybym miał grube opony z bieżnikiem jak traktor i jeździl po grząskiej glinie to faktycznie tez bym uznał, że lepiej syfić niż zablokować koła. No ale wtedy to chyba po każdym wyjeździe rower na myjnię.
  18. No to już ekstremalna sytuacja jest, ale to i tak lepiej niż miało by to wszystko walić w przedni napęd. Je jeżdżę raczej po asfalcie, gdzie chlapie piasek z wodą + jakieś szczątki roślin itd.
  19. Ja nigdy nie zdejmuję, bo latem też jeżdżę w deszcz więc musiałbym zakładać przed każdym deszczem a nie ma to sensu.
  20. Kilka dni temu zrobiłem sobie dłuższy trening po mieście, spotkałem wielu rowerzystów na trasie i naszła mnie taka refleksja. Deszcz, błoto, mokro, kałuże. A mimo to ogromna większość rowerzystów jeździ bez błotników (żadnych), to skutkuje: - kilkucentymetrową warstwą błota i gliny na przednim napędzie, do tego stopnia że korba prawie przestaje się obracać - rama zalepiona błotem i gliną tak, że przy pedałach nie widac już jej kształtu, a jest tylko gała błota - plecy rowerzysty wyglądają tak, jakby taczał się w rzadkim błocie Ja mam oczywiście pełne błotniki i wygląda to o wiele lepiej. Zaintrygowało mnie to nieco i tu pytanie do was, w imię czego rezygnujecie z błotników? Załóżmy, że plastikowe błotniki + wsporniki aluminiowe ważą około 150-200 g czyli różnica żadna (jak się wysikasz to więcej wagi stracisz, nie mówiąc już o czymś większym). Więc w imię czego niektórzy rezygnują z błotników? To, co mi przychodzi do głowy to: - lubią mieć plecy ochlapane błotem - uważają, że im bardziej brudny rower po treningu tym lepiej - lubią czyścić napęd z błota - lubią jak najczęściej wymieniać napęd, bo wiadomo że jak naciągnie tam błota i piasku to zębatki zużywają się 2 razy szybciej - Błotniki to wiocha i obciach, tylko lamusy używają błotników. Niech chlapie błoto jak najmocniej! Prawdziwy kolarz błota się nie boi. Ja osobiście nie widzę żadnych zalet rezygnacji z błotników. Oprócz minimalnej tylko zmiany masy, tak małej że pomijalnej. Oświecicie mnie? Gdybym jakoś sie upierał na brak błotników, to racze bym jeździł tylko wtedy gdy jest sucho.
  21. Posiadam taką: https://insta360.com.pl/pl/kamery/131-67-insta360-one-x2.html Wyszedł już model X3. Trochę odkopię. Wysoki bitrate w filmach nagrywanych przez kamery nie powinien dziwić. Tam priorytetem jest po pierwsze energooszczędność, a po drugie jakość filmów. Nie da się w trybie live kompresować bardziej z dobrą jakością, bo moc obliczeniowa jest za mała. To jest tak sak samo, jak w telefonach, które nagrywają 4k, a nawet 8k. Standardem jest bitrate ~40 Mpbs dla 4k, w hevc lub h264. Z kolei Apple ma swój ProRes, gdzie bitrate może być nawet 92 Mbps. Gdyby materiał był mocno skompresowany, to widoczne byłyby artefakty, bo taka kompresja byłaby niedokładna, więc nie nadawałby się do dalszej obróbki. Nawet gdyby w kamerze umieścić bardziej wydajny procesor, to wymagałby tyle energii, że nie miałoby to sensu. Nigdy w tak miniaturowym urządzeniu nie uda sie osiągnąć tak dobrej kompresji, jak na komputerze PC, gdzie 10 minutowy film możesz sobie konwertować i 10 godzin na 12-rdzeniowym procesorze, ciągnąc kilkaset watów z zasilacza. Warto o tym pamiętać.
  22. Moim zdaniem wszystko zależy od tego, gdzie się jeździ. Jeżeli głównie po oświetlonych drogach rowerowych, to wystarczy jedynie sygnalizacja. Jeśli tam, gdzie jest ciemno, wymagane jest oświetlenie drogi przed sobą. Ja osobiście mam zawsze sygnalizację po zmroku, z tyłu migające czerwone, a z przodu białe nie migające - miganie z przodu mnie drażni. Przednia lampka jakiś mini model ładowany z usb, bateria wystarcza w sumie pewnie na 10 godzin migania.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...