Skocz do zawartości

leon7877

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    782
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez leon7877

  1. Ale zapomniałeś o batonach wysoko białkowych
  2. Cholera, dziś znów pękło 40 km i znów bez bidonu. Co ze mną nie tak?
  3. Twierdzisz, że można żywić się śmieciem... nie zgadzam się z tym.
  4. No ale było pytanie co spożywacie na trasie. Odpowiadam: nic.
  5. To jest niska kadencja? Ze mnie żaden profesjonalista, ale też mam podobną: Bardzo rzadko dobijam w ogóle do 100, a nie przekraczam chyba nigdy. Tak BTW, wydaje mi się że rezultat byłby znacznie lepszy na lepszym sprzęcie, bo to co mam to wcale żadna rewelacja nie jest i to jest największy hamulec.
  6. Nie używam Stravy odkąd kazali płacić za wszystko co jest przydatne.
  7. Hmm miałeś szerokie opony. Na wąskich byłoby lepiej. Poza tym, napisałem "3-5 minut", w optymalnych warunkach bez wiatru.Chociaż tak po zastanowieniu, to faktycznie powinienem raczej dodać, że „pomiędzy 40 a 45”, a nie 45 cały czas i „pomiędzy 3 a 5 minut”. Dosłownie 5 minut i dosłownie cały czas 45 km/h faktycznie trudne, chyba że z wiatrem w plecy. Ja o elektrykach mam zdanie jak najgorsze... to przeczy samej idei roweru, bo likwiduje największą wartość dodaną czyli poprawę kondycji. A jeśli tego nie ma, to nie wiem po co? Są lepsze/szybsze środki transportu. Rower elektryczny to ani nie jest rower, ani jakiś świetny środek transportu, a w cenie dobrego roweru elektrycznego można spokojnie kupić motocykl. Zamiast jeździć elektrykiem i męczyć się na zaprojektowanych jak z dupy drogach rowerowych, z prędkością 30 km/h która nie jest żadną rewelacją (chyba że nielegalnie odblokujesz moc, ale to dalej nie ma sensu)
  8. Dokładnie tak jest. Czyli jestem Rambo, 3 godziny jeżdżenia, średni puls 145, jeszcze nigdy nie musiałem wypić w trakcie ani zjeść niczego. Wystarczy przed i po.
  9. Mi kilka razy udało się dobić do 200, mroczków nie ma, ale brak tchu jest
  10. To jest proste. Wożą ze sobą bidony, demonstracyjnie pociągając z nich raz po raz, ubierają się w kolorowe obcisłe gacie z różnymi napisami. Żrą batoniki wysokobiałkowe. Lans bauns, fanaberie Nie ma żadnej, powtarzam absolutnie żadnej potrzeby żeby cokolwiek "podjadać w trakcie". Tak samo z bidonami i piciem.
  11. Jeżdżę maksymalnie 3 do 5 godzin po asfalcie, nie spożywam ani nie piję nic w trakcie. Ani nie odpoczywam, nie licząc tego że nie kręcę non stop (bo czasem jadę tylko z rozpędu). Nigdy ze sobą nie zabieram nic do jedzenia ani nie posiadam żadnego bidonu na picie. Gdy jest upalnie, nie jeżdżę dłużej niż godzina do 2 godzin.
  12. Tak po prawdzie ta nawigacją w 618, tak jak i mapy nie nadają się do niczego. To urządzenie sprawdza się tylko do zapisywania śladu
  13. Nie wnikałem zbytnio czym różni się 520 od 618. Najbardziej mnie interesowało, czy w 620 poprawili problemy z 618, o których wspomniałem. A patrzę, że jest już 630. Nie wiem jak do tego się ma BSC200, chyba jest porównywalny do IGS618
  14. To ciekawe co mówisz, wydaje mi się ze mój nie zaniża ale zwrócę na to uwagę. Może jednak coś poprawili już w 618
  15. Hmm, nie zauważyłem zaniżania prędkości ani dystansu w IGS618. Może to, o czym piszesz wynika z tego, że nie od razu wzbudza się po pauzie, jest chyba jakiś poślizg - kilka sekund. A jak ruszasz z miejsca, to chyba jest to 30 sekund zanim zacznie automatycznie nowy trening, chyba że włączysz szybciej. Dystansu raczej mi nie zaniżył, bo jest w zasadzie tyle samo, co z gps-a telefonu. Nie wiem za to, czy jest możliwość pauzy na żądanie - chyba nie, co jest też wkurzające. Bo gdyby nie to, to np idąc do sklepu i zostawiając rower, wziąłbym go do kieszeni (żeby nie zostawiać na wierzchu na zewnątrz), ale nie mogę bo się wybudzi jak będę chodzić po sklepie i zaliczy to jako trwający trening. Więc albo trzeba go jednak zosawić bez ruchu, albo zakończyć trening i potem zacząć nowy
  16. No widzę, że przynajmniej GPS powinien być lepszy, bo mój obsługuje np tylko GPS i Glonass. Ale na GPS zbytnio narzekać nie mogę akurat, łapie fixa zwykle w około 10 sekund i śledzi dość dokładnie, raczej nie zdarza się żeby po drodze zgubił zasięg.
  17. Chyba oba to niższe modele (chociaż, bsc200 może nie?). A zwróciłeś uwagę, czy termometr pokazuje prawdziwą temperaturę, czy zaniża o 3 stopnie jak u mnie? Niby to mniej ważne, a jednak drażni mnie. Czytałem opinie o IGS520 i ludzie pisali, że tak samo termometr zaniża temperaturę. To, co mnie jeszcze wkurza to że MapMyFitness ma jakieś problemy z plikami .fit z tego licznika. Niby to format Garmina, z Garmin Connect działa prawidłowo. Ale z MapMyFitness nie, niby importuje ale nie widać nic oprócz trasy (brak tętna, kadencji, prędkości itd). Z drugiej strony, MapMyFitness działa prawidłowo ze sprzętem Garmina więc nie wiem o co chodzi.
  18. A moim zdaniem mroczki przed oczami to niepokojący objaw, wskazujący na problemy. Nigdy nie powinno to wystąpić, możesz co najwyżej stracić siły, stracić oddech ale żadne mroczki przed oczami czy zaburzenia świadomości nie powinny wystąpić. Nie wiem też, jakie są warunki wystąpienia bólu mięśni, nigdy tego nie doświadczyłem. Prędzej już problem z dotlenieniem masy mięśniowej, ale żeby tak zmęczyć np mięśnie nóg żeby potem mnie bolały - tego nie jestem w stanie zrobić. Co najwyżej, nie będzie już siły (miękkie nogi) i będę mógł cisnąć powiedzmy na 30 - 50% możliwości.
  19. 3 do 5 minut z prędkością 45 km/h gdy nie ma wiatru to nie jest żaden wyczyn. Poza tym, mowa o utrzymaniu tej prędkości przez ten czas, a nie pedałowaniu przez 5 minut z pełną mocą. Jak wiadomo, rower potrafi jechać z rozpędu, jeśli się rozpędzisz do ponad 45 km/h, masz w miarę dobre opony z niskimi oporami toczenia, dobrą nawierzchnię i nie ma wiatru to prędkość nie spada tak szybko. Nie wspominam już o przypadku, gdy mocny wiatr wieje w plecy, bo wtedy się jedzie jak z turbo doładowaniem albo wspomaganiem elektrycznym (choć tu nie do końca, bo zwykle wspomaganie elektryczne odcina przy 30 km/h, chyba że odblokujesz pełną moc). I tu znów działa większa masa - większa masa to większa bezwładność, czyli trudniej się rozpędzić, ale i trudniej zatrzymać. Dlatego wspomniałem, że byłbym gorszy na podjazdach, pod górkę, pod wiatr a szybszy na równym/z wiatrem/z górki i widząc jak jeżdżą inni, to się sprawdza. Mając zawodnika o sylwetce kolarza, nie mam szans na stromym i długim podjeździe, ale z dobrej górki albo z wiatrem albo jak równy z równym, albo szybciej no chyba że zawodnik ma typowo szosowy rower z oponami grubości palca. P.S. Nie bawię się w żadne mierzenie mocy, aż aż tak zafiksowany nie jestem. P.S.2 proszę darować sobie trollowanie, mogę tylko znów napisać to samo: według kodeksu drogowego, rowerzysta ma obowiązek poruszać się po DDR i nie ma żadnego innego „jak Bóg przykazał”, chyba że w waszej wyobraźni. Na DDR teoretycznie obowiązuje takie samo ograniczenie prędkości, jak na wszystkich drogach w terenie zabudowanym.
  20. Można odświeżyć wątek, bo trochę bzdur tu jednak napisano. Tętno, zwłaszcza podczas intensywnego wysiłku to sprawa indywidualna. Porównywanie się do kogoś nie ma żadnego sensu. Wszystkie „wzory” typu 220-wiek można sobie włożyć między bajki. Jedyna prawda jest taka, że maksymalne tętno, wraz z wydolnością obniżają się z wiekiem, ale sens ma porównywanie sie tylko z samym sobą sprzed lat, a nie z kimś innym starszym/młodszym. Dokładność mierzenia tętna pulsometrem na nadgarstku jest średnia. Sam często widzę, że brak mi tchu, serce wali jak szalone a pulsometr pokazuje w tym czasie tętno 90, bo się przesunął akurat. Czasem, a nawet przeważnie pokazuje dobrze, a czasem nie. Najczęściej jednak zaniża wynik. Tylko kilka razy zdarzył mi się dziwnie wysoki pomiar.
  21. Żeby robić progress nie trzeba żadnego trenera, trzeba tylko dużo jeździć przez cały rok (a nie tylko w sezonie) i systematycznie. Dodatkowo kwestia, które mają znaczenie: - jaki konkretnie rower, jaki rozmiar kół, czy wielkość ramy dopasowana do wzrostu - ile ważysz - jakie opony Ja ważę ponad 100, jeżdżę około ~7.5 tys km rocznie, a minimalny dzienny dystans to przynajmniej 35-40 km. Systematycznie, dni w ciągu roku gdy w ogóle nie jeździłem można policzyć na palcach jednej (no, może 2) rąk. Chyba że zimą nawierzchnia jest nieprzejezdna, ale to są raczej przerwy liczone w dniach, max 2 tygodnie bo śniegu mamy mało ostatnimi czasy. Średnia prędkość na dystansie powiedzmy 15 km do pracy to zwykle pomiędzy 22 a 27 (zależy od wiatru), a tylko w jakichś naprawdę ekstremalnych przypadkach gdy wyjątkowo mocno wieje, spada nieco poniżej 20 km/h. Na prostej drodze (ani z górki, ani pod górkę), gdy nie ma wiatru i mam dobry dzień to jestem w stanie spokojnie rozpędzić się do 45-48 km\h i jechać tak przez około 3-5 minut, potem muszę już trochę odpuścić, ale mogę wtedy przez dłuższy czas utrzymać przynajmniej 30-35. To już wystarcza żeby być w czołówce typowych użytkowników DDR w mieście, jeśli ktoś jest lepszy to raczej ktoś trenujący zawodowo i mający typowo szosowy rower. Statystycznie, patrząc na to jakich rowerzystów spotykam na drodze, bedzie to 1-2 osoby na 10. Nie suplementuję niczego, zdrowo się odżywiam (dużo nabiału, warzyw, mięso tylko chude gotowane na parze), a przed każdym treningiem shot z kreatyny (dokładnie to: https://www.activlab.pl/pl/p/Crea-Shot-2.0/1377) ale nie jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością czy to coś pomaga naprawdę, czy nie, być może nie. Chociaż faktem jest, że kreatyna/bet-alanina i inne składniki mają jakieś udowodnione działanie, a dodatkowo są tam witaminy, elektrolity i mikroelementy. Chyba nigdy mi się nie zdarzyły żadne skurcze, czy bóle mięśni, blokada to tylko brak tchu albo ogólne zmęczenie gdy po prostu nie chce się już cisnąć. Tak btw, nie jeżdżę z kimś, a zawsze sam. Nie wydaje mi się, że mógłbym się dopasować do innych, bo z racji masy byłbym wolniejszy na podjazdach, a szybszy na zjazdach od kogoś, kto waży powiedzmy 70 kg. W ogóle zresztą jestem indywidualistą raczej.
  22. Jakie macie opinie na temat gps-ów igpsport? Mam IGS 618 i o ile sam licznik spoko (gps łapie błyskawicznie i śledzi dokładnie, bateria trzyma około 4-5 godzin), to już aplikacja na telefon tragiczna - ma tam łączyć się niby z licznikiem przez bluetooth i synchronizować treningi, co praktycznie w ogóle nie działa - może 1 raz na 10 się uda w ogóle połączyć. No, może jeszcze to że termometr w urządzeniu zaniża temperaturą o 3 stopnie. Więc sam licznik ok jest zwłaszcza jak na swoją cenę, ale treningi trzeba wrzucać prze kabel na komputerze (można wrzucić nawet do garmin connect, urządzenie generuje pliki w garminowym formacie .fit). Widzę, że są nowsze modele już niż 618, może ktoś ma i się wypowie czy rozwiązali powyższe problemy?
  23. Temat dotyczy tego, co cię wkurza. No to ja powiem, tak wkurze mnie gdy ktoś zajeżdża mi drogę. Wkurza mnie gdy ktoś na mnie jedzie. Jeżeli każdy trzymałby się swojego pasa ruchu to nie byłoby problemu. Problem się zaczyna, gdy ktoś zaczyna wykonywać nieprzewidywalne manewry, albo zajmować całą szerokość, jeszcze mając słuchawki na uszach i nie słysząc nawet dzwonka z tyłu. Przełóż to na sytuację na ulicy albo drodze ekspresowej. Co by było, gdyby 2 samochody zaczęły jechać obok siebie zajmując 2 pasy w 2 kierunkach, najlepiej z prędkością 30 km/h na ekspresówce. To jest mniej więcej to samo. Alby gdyby na jezdnię zaczęły wyłazić madki z wózkami bo tam równy asfalt i wygodniej pchać wózek. Nie bez powodu oddzielnie wytyczony jest pas rowerowy, a oddzielnie chodnik. Jest to po to, żeby piesi korzystali z chodnika i nie utrudniali ruchu rowerzystom. A zasady na drogach rowerowych są podobne do zasad na drogach dla samochodów. Może i na drogach rowerowych jest mniejszy ruch i mniejsze są prędkości rowerzystów, ale ciągle prędkość rowerzysty jest nieporówywalnie wyższa niż prędkość pieszego i jedni jeżdżą szybciej od innych. Więc zasady powinny obowiązywać, to jest jezdnia z ruchem prawostronnym i nie jest to chodnik.
  24. Jaki ma sens „chwalenie się” prędkością chwilową? I to pewnie jeszcze z górki i z wiatrem? Ja w ten sposób „dobiję” pewnie do 55-60 km/h, z moją masą i na takim rowerze. Bez jakiejś większej spiny i ciśnięcia na wynik wygląda to mniej więcej podobnie jak tu: I te maksymalne tętno to nie było bynajmniej tam, gdzie maksymalna prędkość, a raczej na ciężkim podjeździe pod wiatr.
  25. Mnie zawsze wkurzają inni rowerzyści, bo to zawsze jest bydło. Na szczęście juz niedługo „koniec sezonu” więc bydło wróci przed telewizory, pasy rowerowe w miastach będą puste i będzie lepiej, no może oprób biegaczy co im sie myli pas rowerowy z bieżnią, ale tych jest mało. Wreszcie skończy sie zajeżdżanie drogi, jeżdżenie całą szerokością ściezki obok siebie w ślimaczym tempie 15 km/h, 5 -latki z madkami na hulajnogach i małych rowerach wykonujące nieskoordynowane, losowe ruchy na całej szerokości, rolkarze bujający się po całej szerokości ścieżki, ze słuchawkami na uszach tak żeby przypadkiem nie usłyszeć dzwonka. Wystarczy że temperatura spadnie tak poniżej +10 i 95% bydła schowa sie już w domach. Tak od połowy października jest zwykle już całkiem spoko. Póki co trzeba wybierać trasy jak najbardziej oddalone od centrum miasta, przy obwodnicach, tam stężęnie bydła jest najmniejsze, bo nikt tam nie mieszka a oni zbyt daleko sie nie przemieszczają. Oprócz tego, przynajmniej w moim mieście ktoś postanowił uparcie rozbijać butelki na pasach rowerowych. Gdzie sie nie ruszyć, a zwłaszcza w kilku konkretnych lokalizacjach, zawsze jest pełno szkła z robitych butelek po piwie albo po wódce. Gdy tylko ktoś to posprząta (a raczej nikt nie sprząta), to za chwilę znów jest rozbite szkło. No ale to też uspokaja sie „po sezonie” jak zimno to nie chce sie wychodzić z domu i iść na pas rowerowy tłuc butelek, można chlać w domu i w domu tłuc butelki, np o ścianę albo gdzieś pod domem na osiedlu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...