Wróciłem właśnie z wycieczki na Kozią Górę, napompowałem do 80 PSI, rebound odkręciłem na maksa i dałem mu trochę popalić.
Nie chcę popadać w euforię, ale różnica jest kolosalna. Rower dostał drugie życie. Amortyzator pracuje bezgłośnie, skończyły się trzaski, skrzypienia, metaliczne dźwięki przy dobijaniu i odbijaniu. Przeszkody czy nierówności wybiera znakomicie a nie jak do tej pory, że wszystko szło na moje ręce. W końcu zacząłem odczuwać przyjemność z jazdy. Wjazd na Kozią, bajka. Zjazd starym torem saneczkowym po kamieniach, odwodnieniach, uskokach prawdziwa przyjemność. Zmierzone ugięcie 100 mm przy skoku 130 mm. Na koniec wygląd, czyli najbardziej trywialna rzecz. Czarne lagi dodają lwiego pazura 🫠 a przynajmniej tak mi się wydaje.
Reasumując, wiem, że są lepsze amorki od RockShox 35 Gold RL, ale ten model w porównaniu do padliny XCM34 to jak wybór między jędrną osiemnastolatką a starą babą. Śmiało go mogę polecić wszystkim tym, którzy mają jeszcze w swoich rowerach sprężynowe amortyzatory, jak ten nieszczęsny XCM. Nie zastanawiajcie się, kosztem paru stówek można naprawdę zmienić udrękę w satysfakcję z jazdy. Dzięki dla wszystkich, którzy mi go doradzili.
I jeszcze jedno. Matołowi, który włożył najtańsze sprężynowe badziewie w ten zacny, nie tani Haibike, odbierając radość z jazdy, życzę, by będąc rowerem 85 kilometrów od domu złapał gumy w obydwu kołach 🙂