Jestem w stanie Cię zrozumieć z tym zmęczeniem.
W zeszłym roku zacząłem wozić córkę rowerem do szkoły ~8km
Ponieważ pracę mam w budynku koło domu (przeniosłem firmę żeby nie jeździć po czym córka wymyśliła szkołę sportową ) bardzo często wracam...
W dzień rowerowy dzienne minimum wychodziło 32km ale były dni czasem seriami że robiłem 70 bo jeszcze dojazdy do klientów. 50 pękała przynajmniej dwa razy w tygodniu
Z Prądnika przez Krowodrzę do Wieliczki potem Prądnik i po córkę... Zawsze plecak + dziecko albo sakwy A to wszystko przeplatane pracą gdzie trzeba udawać ze się myśli.
Czasem wracając nie mogłem zrozumieć co się tak ciężko kręci Nawet nie zauważyłem jak przestałem mieć siłę na cokolwiek.
I wyjazdy rekreacyjne zaczęły cierpieć bo nie miałem motywacji.
Zima z konieczności w aucie i już mnie skręca że jeszcze nie mogę zmienić auta na rower
Auto też meczy i wypala, inaczej ale jednak.
Tylko że ja mam inny bilans czasowy.
Rano dojazd to 4min straty (czasem zysk nawet 10min jak wyjdę o 3 min za późno )w jedną i 5-10 w drugą stronę wiec na obu kierunkach często wychodzi na 0
Popołudniu to 10-20 min zysku w jedną i nawet do godziny zysku w drugą.
Zazwyczaj zyskuje około 40min czasu. A często coś przy okazji w centrum machnę czy skoczę do klientaz rana nie utykając w korkach.
Dodatkowo nie szukam miejsc do zaparkowania...
No i żelazna dokładność jeśli chodzi o czas dojazdu.
W aucie tego nie ma bo korki lubią się zmieniać. Dzisiaj jadę 20 jutro 35min a w piątek godzinę .
W piątkowe popołudnie rower to jedyna opcja na wielu kierunkach żeby coś na CITO załatwić.
Zresztą jak np około 14 muzę jechać do Wieliczki i chcę zdążyć po córkę na 17 to jedyna opcja właśnie rowerem...
Z tym że ja lecę Wielicką Kamieńskiego Konopnickiej i sobie chwalę mimo że często się ląduje na środku 4 pasów.
Drugi aspekt to to że rowerem się radykalnie skracają dystanse.
powiedzmy że po mieście zrobiłem 3k to samochodem bym natłukł ~5-6k
To daje jakieś 2000 oszczędności + opłaty za SPP
No i sam fakt że udaje mi się zdążyć załatwić więcej.
Więc jak widzisz może to mieć sens. Rower może wygrać z autem i może zastąpić je.
Ja mam ograniczenie w postaci dziecko przez 25min dość jednak szybkiej jazdy na foteliku zamarza poniżej tych 7-10st niezależnie od ubrania.
Nie jestem fanatykiem roweru ale uważam że potencjał jest olbrzymi.
I rower się przebije bo sporo osób ma krótkie dystanse i nie potrzebuje auta więc rower jest niejako naturalny.
Zresztą w Krakowie już się przebił Cały rok są rowerzyści. Tej zimy było nas więcej niż kilka lat temu w lecie.
Musisz tu wziąć pod uwagę że wielu rowerzystów miejskich nie zrobi więcej niż 10km dziennie.
Stąd też często opowiadają herezje które dla osób z większymi potrzebami transportowymi są nie do przyjęcia.
Ja zdecydowanie nie zrezygnuje z roweru w celach transportowych a jedyne co to muszę ogarnąć jak to zrobić żeby się nie zajeździć bo na dłuższą metę ciężko pogodzić taki tryb z pracą
Wszystko ma swoje zady i walety...