Myślę, że teraz już wszystko jasne
To nie ja. Jak są odpowiednie warunki (np ścieżka koło Łęgu), to jestem w stanie jechać mając ponad 30 na liczniku. Dla "zwykłych" rowerzystów kosmos. Pomyślcie jaka to skrajność, gdy toczycie się bulwarami mając < 15 za skrzypiącym gruzem typu makrokesz...
Wracając do tematu.
Kolejne zjawisko mnie wkurza. Jadę sobie bulwarami ze zmniejszoną prędkością i palcami na klamkach. A tu wyprzeda mnie chłopaczek na gravelu. Wyjeżdżamy dalej, tam za Salvatorem gdzie znajdują się niewielkie pagórki (coś jak najazd na skarpę) i co? Albo takiemu zaczyna brakować pary, albo uprawia "taniec" w postaci jazdy na wyprostowanych nogach Czyli katowanie napędu i kolan. Bo po co zredukować bieg i "łyknąć" pagórek? Czasami to oni mnie spowalniają... Oczywiście wyprzedziłem go, a dalej jak już było luźniej, to zacząłem jechać z prędkością "nominalną". Został daleko w tyle... To ciekawe, bo sam szczupły nie jestem, jeżdżę bardziej rekreacyjnie i wielu na tym Forum by mnie łyknęło. Naprawdę, nie rozumiem takich kozaczków. Czasami mam ochotę zabrać takich na trasę 100 km