Wtrącę coś podczepiając się pod wątek, że śmieciarki i dostawy jednak powinny mieć szansę dojazdu - od października zeszłego roku jeździłem kamperem po Europie, z drobnymi przerwami pół roku spania poza domem, 19 tys. km po wszelkiej maści drogach, ile miast to liczyć nie będę, ale między innymi byłem w/na:
- Węgrzech,
- Słowenii,
- Włoszech,
- Hiszpanii,
- Portugalii,
- Bośni,
- Czarnogórze,
- Macedonii,
- Albanii,
- Rumunii,
- Litwie,
- Łotwie,
- Estonii.
Nigdzie nie miałem takiego turbo problemu z zaparkowaniem w sensownej odległości od jakiegoś centrum które chciałem zwiedzić, jak w Polsce. W Białowieży i Suwałkach było jeszcze ok, bo tam chyba mało ludzi jeździ. Rozumiem jeszcze że Estonia to inne warunki bo w samej Warszawie mieszka więcej ludzi niż tam w całym kraju, ale kurde - Włochy, Hiszpania, Portugalia - wjeżdżasz do miasta i aut jest milion a i tak znajdziesz miejsce do zaparkowania. Czy to Barcelona, czy Piza, płacisz kilka ojro za możliwość wjazdy do miasta do strefy (oczywiście wszystko klikasz z telefonu bez problemu) i będzie gdzie stanąć, a auto miało z bagażnikiem rowerowym 7m długości. Oczywiście inna sprawa, że w tych wymienionych miastach jesteś non stop obserwowany przez "przyjezdnych na stałe" i auto musi być pod stałym dozorem - ale miejsce jest. Włosi jakby nie uznają rowerów, to inna sprawa, jak chciałem z młodym gdzieś przejechać to w Trieście/Barcoli spotkałem może ze dwie ścieżki rowerowe, obie kończyły się drzewem albo barierką - tam to najlepiej sobie doczepić skrzydła. Ale kurde autem dojedziesz. A u nas nawet w jakiejś totalnej dziurze nad morzem za przyjemność stania autem na klepisku jest 40zł (bo kamper, a wiadomo że jak gdzieś coś jest "kamperowe" to cena x2). W ogóle jak się po dłuższym pobycie za granicą wraca do Polski, to człowiek ma wrażenie jakby się od razu zaczynał korek. Szczególnie jak wracałem z bałkanów od "górskiej" strony.
PS.: Ale trzeba przyznać, ze w całej Unii kontrolowano mnie na granicach całe dwa razy, raz jak wracałem do Polski od strony Niemiec, drugi raz od strony Litwy i za każdym razem było sprawdzanie czy nie mam pasażerów na gapę. Gdzie indziej policja miała wyjechane. Kontroli na granicach zewnętrznych UE nie liczę. W Bośni jak policjant zobaczył mój lekki przestrach na twarzy, tablice UE i usłyszał angielski, to się zaczął śmiać i kazał mi spie*alać. A drogi mamy świetne. A Węgrzy najgorsze jakie w życiu widziałem. Albania przy nich to autostrada. Chyba że mówimy o sypialnianych przedmieściach Warszawy, to fakt, przebłyski jakbym się do tej Albanii z powrotem teleportował, bez kitu.