Miałem kiedyś podobny dylemat, wybrałem konwersję. I to był strzał w 10.
Wybrałem ebolta 1000w. Konwersja to założenie tylnego koła z silnikiem (polecam nie rozbierać starego koła a dokupić kasetę i tarczę), w miejsce bidonu bateria, trzeba ściagnąć korbę na czujnik pas, wyświetlacz i ładnie położyć kabelki. Kable miały kolory, nie da się żle podłączyć.
Największą zaletą konwersji jest to, że ściagasz ja i masz normalny rower. Znudziła mi się w trekkingu, dałem do górskiego i odwrotnie.
Oczywiście manetkę od razu wywaliłem zero frajdy.
Najprzyjemniejsza prędkość to 30-35km/h. Powyżej opór wiatru i hałas sprawia, że to już nie przyjemność.
Wady-;silnik w kole jednak trochę waży, wybrałem Smart (fajny nie rzucający się w oczy) ale i tak trzeba się przyzwyczaić.
1000w to taki chwyt marketingowy. Zbyt długo nie da się jechać bo po pewnym czasie silnik się grzeje i błyskawicznie wypija baterię. Najczęściej używane było 200-300w, w górach nieraz 500w.
Baterię trzeba kupić jak największą na tym nie oszczędzać
Bo frajda z jazdy jest.
Choć osobiście już rzadko kiedy używam, nieraz na dojazdy do pracy, a tak to się kurzy.
Jednak analog+góry to jest to .