Wczoraj dwa razy wychodziłem na rower. Wieczorem jak już opadł kurz z moich rowerowych wojaży pomyślałem, że coś nie chciało żebym w piatek cieszył sie jazdą
Dystans z wczorajszej pierwszej jazdy nie jest oszałamiający i wyniósł nie całe 4 km. Wszystko za sprawą przeskakującego łańcucha co skutecznie uniemożliwiło mi jazdę. Podczas mocnego nacisku na pedał łańcuch skakał na środkowym blacie korby jak oszalały. Kilka dni wcześniej wymieniłem kasetę, łańcuch i kółka przerzutki, a korby postanowiłem nie wymieniać. Była to jednak zła decyzja. Po demontażu korby zęby środkowego blatu były zjechane strasznie. Całe szczęście, że pora była wczesna i udało mi się kupić nową korbę. Szybka wymiana i można ruszać w kierunku lasu
Po wymianie korby ruszyłem dalej. Tym razem dystans ~22 km, a miało być zdecydowanie więcej. Założyłem sobie, że tego popołudnia będę jak najwięcej podjeżdżał. Udało się zrobić kilka cięzkich podjazdów i na jednym ze zjazdów na zakręcie poczułem dziwne zachowywanie się tyłu, żył własnym życiem. Jak się zatrzymałem powietrza juz prawie nie było. Nie wiem jakim cudem, ale oderwał się wentyl od dętki i trzymał się tylko w małym fragmencie połącznia Miałem ze sobą tylko łatki, które nic mi nie dały. Czyli zaliczyłem spacer z rowerem pod "rękę" ponad 7 km. Udało się dojść do rowerowego gdzie kupiłem dętke i kilka chwil później na trawniku wymieniłem. Dobrze, że sezon jest w pełni bo rowerowy był czynny do 19 Ostatni kawałek ok 1 km juz jechałem
Dziś natomias wieczorny spontan ~34 km w mocniejszym tempie bez niespodzianek. Jutro może uda się wykręcić lepszy dystans. Trzymam kciuki, żeby tylko za mocno nie padało.