Marpha Napisano 16 Sierpnia Napisano 16 Sierpnia (edytowane) W lipcu wybraliśmy się z rowerami do Norwegii. Początkowo były plany aby ruszyć z Bergen na północ, podążając outorską trasą wzdłuż poszarpanej linii brzegowej z finiszem w Andalsnes. Już w pociągu z Oslo do Bergen wiedzieliśmy, że na północnym, atlantyckim wybrzeżu pagoda ma być bardzo zła i szybko odwróciliśmy kierunek jazdy na południowy, wzdłuż wybrzeża Morza Północnego. 500 km wycieczka trwała tydzień. Pogoda była fantastyczna. Jak na Norwegie upalna. Z grubsza trzymaliśmy się trasy nr 12 w sieci Eurovelo i jak doczytaliśmy w drugim dniu jazdy wybraliśmy jej najładniejszy ale i najbardziej wymagający odcinek. Brzegi fiordów dużo niższe i mniej strome niż na północnym wybrzeżu ale sumy podjazdów bezlitosne. Średnio można przyjąć 1000 m. podjazdu na każde 70-80 km trasy (nasza średnia „dniówka”). Najczęściej w ratach po 200-250 m. Mozolne piłowanie na najlżejszym przełożeniu na szczęcie każdorazowo rekompensowane było fantastycznymi widokami no i zakręconymi zjazdami na poziom zero. Temperatury dawały się we znaki ale wody jest tam pod dostatkiem i nie trzeba wozić zapasu. Podobnie z jedzeniem – sklepy w małych wioskach ułatwiały logistę pod tym względem. Ok 90% przebytej trasy to kameralne asfaltowe trzeciorzędne drogi. Często zamknięte dla ruchu samochodowego, nie remontowane już ale bezpieczne a przede wszystkim bardzo malownicze. Widać tam jak przyroda odbiera co swoje. Reszta to szutry ale też przyzwoitej jakości (obciążone rowery na kołach z oponami o szerokości 1.5 cala bez problemu dają tam radę). Spaliśmy na campingach, których jest tam w sam raz i które są czasem bardzo fajnie położone. Na dziko spać można ale niestety każda malownicza polanka nad jeziorem lub rzeką oblepiona jest camperami z całego świata, które o poźnopopołudnowej porze pojawiają się nie wiadomo skąd jak grzyby po deszczu (choć bardziej ciśnie się tu porównanie do plagi szarańczy). Dramat. Aby utrzymać jakąś logikę trasy co jakiś czas przeprawialiśmy się promami przez mniejszą lub większa wodę. Promy dla pieszych i rowerzystów są za darmo. Płatne są promy floty Hurtigruten czyli szybkie katamarany obsługujące wioski i miasta zlokalizowane w najbardziej odległych wysepkach i zakamarkach poszarpanego wybrzeża Norwegi. Nie biorą aut i przybijają do danego portu tylko po wcześniejszym zgłoszeniu telefonicznym chętnych na transport. W ten sposób dotarliśmy np. do Stavanger. Na oddzielną opowieść zasługuje rewelacyjna infrastruktura rowerowa w tym mieście, która zaskoczyła nawet poznanego po drodze Holendra. Wycieczkę zakończyliśmy w okolicy położonej na południowym krańcu Norwegii miejscowości Farsund. Można pociągnąć oczywiście dalej, do Kristiansand czy do Oslo. My już niestety nie mieliśmy czasu. Przy dobrej pogodzie – cała trasa bardzo warta polecenia. Edytowane 16 Sierpnia przez Marpha 3 Cytuj
c1ach Napisano 19 Sierpnia Napisano 19 Sierpnia Bardzo wdzięczna część Norwegii. Byłem 2 razy, jechałem również z Oslo do Stavanger bardziej przez góry i jeziora niż wybrzeże. Najbardziej pamiętam odcinek Nomeland - Sinnes - trasa bajka widoki, droga mleczna na nocnym niebie. Trochę dalej od fiordowego wybrzeża jest mnóstwo miejsca na nocleg, wręcz pustkowia Spałem tylko na dziko. Wróce tam wielokrotnie. 1 Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.