Po przejściu przez kilka lampek (w tym popularne modele bez odcięcia) mogę dorzucić swoją rekomendację z kategorii najlepszy stosunek jakości do ceny - używam od dłuższego czasu Offbondage L3-1000 (są też inne klony) i jestem z niej naprawdę bardzo zadowolony.
Plusy, które dla mnie robią różnicę:
Bardzo sensowny rozkład światła - jest odcięcie, więc można normalnie jechać po drogach bez oślepiania innych. Na szosę to moim zdaniem kluczowa sprawa.
Realna moc - producent podaje 1000 lm i faktycznie jest jasno. Do szybkiej jazdy po nieoświetlonych drogach wystarcza spokojnie.
Szerokie pole świecenia - pobocze jest widoczne, czego często brakuje w lampkach StVZO z wąskim „tunelowym” światłem.
Kompaktowy rozmiar - nie wygląda jak szperacz trekkingowy, dobrze pasuje do szosy lub gravela.
Czas pracy - w trybach średnich spokojnie na dłuższy trening, a maks jest sensowny do zjazdów czy ciemnych odcinków.
Cena - największa zaleta. W swojej klasie ciężko znaleźć coś lepszego w tych pieniądzach.
Używam głównie na szosie wieczorami i nocą - stabilny montaż, brak irytującego drgania wiązki, obsługa prosta w rękawiczkach. Jak się rozładuje podczas dłuższej jazdy, po prostu zakładam drugą taką samą lampkę i jadę dalej. Po zmianie rozładowaną zabieram do domu w celu naładowania, więc nie ma stresu z zasięgiem. Lampka jest dostępna bez problemu na „znanym portalu zakupowym” pod nazwą Offbondage L3-1000 - zwykle w bardzo rozsądnych pieniądzach. Oczywiście są lepsze lampki (Magicshine, Lupine, B&M), ale patrząc na ile kosztują w porównaniu do tego, co dostajesz, ta wypada moim zdaniem idealnie dla kogoś, kto chce trenować po zmroku bez wydawania 600-1000 zł. Gdybym dziś miał kupować jeszcze raz - wziąłbym ponownie bez zastanowienia.