Jeden na rozjeździe, a drugi na mecie. Dystans ten to bardziej walka z limitem czasowym nadanym przez organizatora (no może nie dal wszystkich).
Uważam, że powinien zostać tylko pierwszy limit. Jeśli ktoś się na niego załapie to wiadomo, że nie wróci bardzo późno.
Totalną bzdurą jest drugi limit na mecie. Wjeżdżając w ostatnich minutach na rozjeździe tak na prawdę do końca nie jest nikt pewien czy na mecie zostanie sklasyfikowany. Cały trud włożony przez zawodnika zostaje wyrzucony do kosza z powodu jakiegoś durnego przepisu, pozostaje mu tylko satysfakcja z przejechania dystansu.
Wczoraj sam osobiscie doświadczyłem takiej systuacji. Załapałem się na drugą pętlę z czasem 2h 38m i byłem pewien że zdążę na 16.00 do mety, jednak omyłkowo zjechałem z trasy i straciłem 20 minut. Niestety gdy wróciłem na trasę, jechałem już sam. Jak usłyszałem od turysty, że przejechał juz quad z napisem "koniec wyścigu" to przestałem nawet gonić do przodu. Natomiast to co zobaczyłem na trasie utwierdziło mnie w przekonaniu po co jest ten drugi limit. Trasa znikała w oszałamiającym tempie, bufetów już nie było więc byłem pewien, że będę już wracał o suchym pysku
Dobrze, że za quadem kończącym wyścig tak szybko jak bufety nie znikają strzałki, bo miałbym problem z trafieniem do mety
Na metę wjechałem z czasem 5h 25m, czyli jak widać nie aż tak późno. Czy jest to jakiś problem aby sklasyfikować takiego zawodnika?
Dla Głównego Sędziego jest to jak najbardziej wielki problem, chociaż inni pracownicy robili wrażenie, że jednak powinno być inaczej, no ale on musi trzymać się regulaminu. Mało tego podczas rozmowy z Sędzią dowiaduję się z jego ust, cytuję słowa Sędziego "że nie musi Pan tutaj jeździć". Myślę sobie świetnie, ciekawe co na tą wypowiedź powiedziałby sam Prezes lub Dyrektor Lang Team. Pewnie, że nie muszę, bo po co w sobotę jadę 400km samochodem aby dojechać wieczorem na miejsce, przespać się, następnego dnia wystartować w maratonie i 1.00 w nocy wrócić do domu. Dlaczego tak robię? Bo mam coś z głową i polubiłem ten sport jak większość z nas, którzy uczestniczą w maratonach. Tylko dlaczego cały wysiłek włożony w ciągu dwóch dni ma być zmarnowany z powodu jakiegoś idiotycznego zapisu w regulaminie? Pan Sędzia pewnie tego nie zrozumie, ale Pan Lang na pewno tak.
Podsumowując, uważam, że limit 5h jest tylko po to aby szybko i sprawnie zwinąć manele i jechac do domku. Pan Sędzia był wczoraj idealnym tego dowodem.
Tak samo szybko się zwiniecie jak sklasyfikujecie wszystkich, którzy załapali się na pierwszym limicie i dojechali troszkę później do mety. Ja zabłądziłem (mój błąd, chociaż akurat to miejsce było fatalnie oznaczone), ale jak ktoś złapie gumę, to też musi być ukarany z tego powodu przez Organizatora.
Proszę się dobrze nad tym zastanowić, przed następnym maratonem w Nałęczowie. Spójrzcie jak jest u konkurencji!!!
Pomimo tych przykrych doświadczeń uważam, że maraton spełnił moje oczekiwania i dalej mam zamiar jechać w całym tegorocznym cyklu.



Temat jest zamknięty












