Skocz do zawartości
szy

[Łódzkie] Sulejów, Tomaszów Mazowiecki, Spała i więcej

Rekomendowane odpowiedzi

szy

Hej,

 

Do Łódzkiego w zeszłym roku trafiłem jesienią - między innymi do Sieradza, Uniejowa i Poddębic. W tym roku, już z Olą, spędziliśmy dwa dni w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego - nad Zalewem Sulejowskim, a potem w dolinie Pilicy.

 

W niepozornej okolicy, jaką setki razy mijałem samochodem jadąc z Gdańska na południe, a także którą często mija wielu z Was jadąc gierkówką z Warszawy w kierunku Piotrkowa, spędziliśmy dwa fajne dni na pustych, cichych rowerowych szlakach.

 

Miejscem centralnym były Smardzewice, skąd pierwszego dnia zrobiliśmy trasę na południe - dookoła zalewu, a drugiego na północ, w większości po lasach Spalskiego Parku Krajobrazowego. 

 

Ciekawe miejsca? Sporo: opactwo cystersów w Sulejowie z efektownym, zaraz 1000-letnim kościołem, Tomaszowska Okrąglica - czyli Skansen Rzeki Pilicy, Groty Nagórzyckie i Niebieskie Źródła, robiący wrażenie bunkier hitlerowskich pociągów specjalnych w Konewce, czy olimpijska Spała, która ma sporo więcej do pokazania, niż olimpijczyków. I olimpijki ;)

 

Całe nasze rowerowe Łódzkie w ostatnim numerze Rowertouru i na naszych blogowych stronach, zapraszam:

 

http://www.znajkraj.pl/parki-krajobrazowe-nad-pilica-lodzkie-na-rowerze

 

 

W fotoskrócie:

 

 

Bardzo "owocna" była jazda - jeżyn do oporu:

 

jezyny-ulubione-nasze-lesne-owoce-lodzki

 

I grzybów trochę:

 

prawdziwek-przy-drodze-lodzkie-2016-szym

 

Trzymaliśmy się zielonego szlaku "ścieżki rowerowej Zbigniewa Goliata", która w najlepszym razie wyglądała tak - idealnie:

 

sciezka-rowerowa-imienia-zygmunta-goliat

 

Ale też czasem tak:

 

lesna-odnoga-rowerowego-szlaku-lodzkie-2

 

Lub tak:

 

lodzkie-2016-szymon-nitka-8819jpg-lodzki

 

Generalnie zawsze przejezdnie, choć czasem z przyczepką to pewnie byłoby trochę walki.

 

 

Miejsca na trasie - opactwo cystersów w Sulejowie-Podklasztorzu - romański kościół...

 

sulejowskie-opactwo-lodzkie-2016-szymon-

 

... z barokowym wystrojem. Fantastyczne schronienie przed skwarem, a potem na piwo do hotelu w d. klasztorze.

 

romanskie-wnetrze-kosciola-w-podklasztor

 

Przyjemne wrażenia pozostawia Tomaszkowska Okrąglica - zebrane w jeden projekt trzy miejsca koło Tomaszowa: Groty Nagórzyckie...

 

wydrazone-podziemne-jamy-rezerwatu-lodzk

 

... rezerwat przyrody Niebieskie Źródła...

 

rezerwat-niebieskie-zrodla-lodzkie-2016-

 

... i skansen Pilicy - z wieloma różnymi eksponatami związanymi z terenami nad Pilicą.

 

dawny-przystanek-kolejowy-czarnocin-lodz

 

transporter-luftwaffe-w-skansenie-pilicy

 

lodzkie-2016-szymon-nitka-8978jpg-lodzki

 

Potem była Spała, która okazała się także rezydencją carów i prezydentów RP, ze wspaniałą drewnianą Kaplicą Prezydentów właśnie:

 

kaplica-prezydentow-rp-w-spale-lodzkie-2

 

No i niezły historyczny smaczek - bunkier niemieckich pociągów specjalnych w Konewce:

 

koniec-bunkra-w-konewce-lodzkie-2016-szy

 

glowne-wejscie-do-bunkra-w-konewce-lodzk

 

ekspozycja-muzealna-w-konewce-lodzkie-20

 

Ze sklepem spożywczym w synagodze w Inowłodzu na koniec:

 

synagoga-w-inowlodzu-lodzkie-2016-szymon

 

wnetrze-sklepu-synagoga-w-inowlodzu-lodz

 

 

Dwa kółka wyszły nam na koło 150 kilometrów, idealnie na sympatyczny rowerowy weekend. Dokładna trasa - na blogu.

 

Z pozdrowerem :)

 

Szy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Rubinek

To jeszcze Ci kolego podpowiem, że mogłeś w bardzo bliskich okolicach zobaczyć:

Rezerwat żubrów - Smardzewice

Odkrywkowa kopalnia białego jak śnieg piasku kwarcowego (kapitalne widoki) - Biła Góra

Tama i elektrownia wodna - Smardzewice

Kolejowy bunkier (podobny jak na Konewce tylko niezagospodarowany) - Jeleń

Kościółek św. Idziego (kapitalne widoki na dolinę Pilicy) - Inowłódz

Szaniec gdzie zginął mjr. H.Dobrzański (Hubal) - Anielin

Sanktuarium Filipinów - Studzianna

A na koniec zjeść pysznego świeżego pstrąga - Fryszerka koło Inowłodza

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
szy

To jeszcze Ci kolego podpowiem, że mogłeś w bardzo bliskich okolicach zobaczyć:

Rezerwat żubrów - Smardzewice

Odkrywkowa kopalnia białego jak śnieg piasku kwarcowego (kapitalne widoki) - Biła Góra

Tama i elektrownia wodna - Smardzewice

Kolejowy bunkier (podobny jak na Konewce tylko niezagospodarowany) - Jeleń

Kościółek św. Idziego (kapitalne widoki na dolinę Pilicy) - Inowłódz

Szaniec gdzie zginął mjr. H.Dobrzański (Hubal) - Anielin

Sanktuarium Filipinów - Studzianna

A na koniec zjeść pysznego świeżego pstrąga - Fryszerka koło Inowłodza

Rezerwat - sama zagroda? - był zamknięty, przejeżdżaliśmy obok. Właśnie, przypomniałeś mi, bym sprawdził dlaczego.

 

Kopalnię oczywiście widzieliśmy :), nawet "przeszedłem się" po hałdach:

 

swiezo-wydobyty-piasek-w-kopalni-biala-g

 

 

Jeleń odpuściliśmy, nie zdążyliśmy z czasem. I oczywiście pod kościołem w Inowłodzu też byliśmy. Naprawdę, sporo ciekawego do oglądania na niewielkim obszarze.

 

A i tak z listy to pstrąga żałuję najbardziej ;)

 

 

* * *

 

O żubrach ze Smardzewic - całe stado choruje na gruźlicę, kilka odstrzelono, zagroda zamknięta od dwóch lat do odwołania:

 

https://www.kampinoski-pn.gov.pl/edukacja/ohz-w-smardzewicach

http://www.dzienniklodzki.pl/wiadomosci/tomaszow-mazowiecki/a/zubry-ze-smardzewic-nie-zostana-zastrzelone-ale-czy-sa-juz-calkiem-zdrowe,9920321/

 

Szy.

Edytowane przez szy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
dembowscy

Witam serdecznie, poszukuję trasy z okolic Bełchatowa lub Piotrkowa Trybunalskiego do Warszawy. Ktoś może polecić bezpieczną i ciekawą trasę dla rowerów z sakwami? Z góry baaardzo dziękuję :) dembowscy@interia.pl

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • nadwochkolkachpuntoes
      Przez nadwochkolkachpuntoes
    • porywacz_zwlok
    • szy
      Przez szy
      Cześć,
      po wspomnieniach z Saksonii, Austrii i Holandii w końcu część ostatnia naszych wspomnień z podróży z Interrailem - Włochy i piękny Południowy Tyrol.
      Miało być przyjemnie, widokowo i bardzo po włosku. Wysiedliśmy więc na przełęczy Brenner i ruszyliśmy w prawie 100-kilometrową trasę wzdłuż rzeki Isarco do Bolzano. Trasa prowadzi po wielu pokolejowych fragmentach - po odcinkach którymi kilkanaście lat temu biegła linia kolejowa Brenner-Bolzano. Po drodze dwa piękne miasteczka, które są zwykle omijane przez podróżujących autostradą na południe. W środku wycieczki Bolzano, a dla nas również wycieczka koleją linową do "górnego Bolzano" - Soprabolzano, na położony nad miastem płaskowyż. Po dziennej przerwie rundka po Południowotyrolskim Szlaku Winnym, a potem znów odcinek nad rzeką - Adygą, po trasie Via Claudia Augusta. Powrót bardzo wygodnym połączeniem pociągiem - z Merano aż do samego Innsbrucka.
      Obydwie trasy rowerowe - fantastyczne. Mam wrażenie, że o pierwszej Brenner-Bolzano wie się w Polsce dużo mniej, bo właśnie wszyscy mijamy te okolice w samochodach. Druga to jeden z europejskich hitów w turystyce rowerowej, więc widzieliśmy setki rowerzystów dziennie, bardzo wielu z sakwami. Obydwie do pokonania w obydwu kierunkach, choć podjazdy pod Brenner czy Reschenpass (przez Alpy w kierunku Austrii) to już bardziej wymagająca sprawa.
      Na Znajkraju kolejna wyczerpująca opowieść i kilkanaście większych zdjęć:
      https://www.znajkraj.pl/poludniowy-tyrol-polnocne-wlochy-na-rowerowe-wakacje
      A tak forumowo, oto fotograficzny przegląd wrażeń:
      trasa Brenner-Bolzano i pokolejowe odcinki drogi rowerowej:















       
      Po drodze bardzo włoskie miasteczka, zupełnie pozbawione tłumów turystów, a wciąż bardzo klimatyczne i dość zniechęcające do jazdy. Człowiek by sobie usiadł i cieszył się klimatem przy jakimś truneczku, a tu jechać trzeba. Przed Bolzano są Sterzing (Vipiteno), Brixen (Bressanone) i Klausen (Chiusa):




       
      W Bolzano jesteśmy również kolejny raz, m.in. zaglądamy do Ötziego, wypijamy kawę na Piazza Walther i... wsiadamy do gondoli na Soprabolzano. Okolica jest przepiękna, widoki na Dolomity genialne. Dzień odpoczywamy, trafiamy na jeden z najstarszych tramwajów w Europie, oglądamy także unikalne ziemne piramidy:



       
      A dzień później cieszymy się 10-kilometrowym zjazdem do Bolzano - znowu, genialne widoki na Dolomity, całe zbocza w winnicach i panorama Bolzano:




       
      Na południe od Bolzano wjeżdżamy na Południowotyrolski Szlak Winny - to szlak umowny, stowarzyszenie branży winiarskiej i różne obiekty z nią związane. Widoki w niewielkiej kotlince ukrytej za ogromną skałą - pierwsza klasa:






       
      Na koniec Via Claudia Augusta wzdłuż Adygi w towarzystwie podróżujących rowerzystów ze świata.:







       
      ... z jedną przerwą - na kolejną wycieczkę w górę doliny w gondoli miejscowej kolei linowej w miejscowości Naturns:






       
      I na koniec pociągi i warunki, w jakich wracaliśmy ze Schlanders z przesiadką w Merano do samego Innsbrucka - w naprawdę idealnym połączeniu przy takim tygodniowym pobycie w Południowym Tyrolu. W kilkugodzinnej podróży nawet nie trzeba było zdejmować sakw.




       
      Wspaniała podróż - jak wszystkie części naszego kolejowo-rowerowego miesiąca. Każda inna, każda wyjątkowa. Każdą bardzo polecamy
      Szy.
    • szy
      Przez szy
      Cześć!
      To była chyba najbardziej rowerowa z naszych rowerowych wypraw, bo... przez kraj rowerów, rowerzystów i infrastruktury rowerowej - Holandię. Czyli - zgodnie z życzeniem tamtejszych władz - powinienem napisać już Niderlandy.
      Na północy Holandii Niderlandów spędziliśmy około tygodnia kończąc miesięczną podróż po Europie z biletami Interrail w sakwach. Zaczęliśmy w niezwykle przyjemnym, niewielkim Leeuwarden, a skończyliśmy w dużo bardziej znanym i dużo większym Groningen. Ogromna, właściwie dwa razy dłuższa od przeciętnej, relacja znajduje się na Znajkraju, zapraszam serdecznie:
      https://www.znajkraj.pl/niderlandy-czyli-holandia-morze-wattowe-fryzja-i-groningen
       
      W wersji skróconej wygląda to tak - najpierw krótki przegląd wybranych atrakcji regionu, dalej trochę o infrastrukturze rowerowej.
      Leeuwarden - kameralne centrum wśród kanałów z symbolem miasta - krzywą wieżą Oldehove, Narodowym Muzeum Porcelany czy ciekawym Muzeum Fryzyjskim, które przyjemnie wprowadza w klimat regionu:




       
      Najstarsze działające planetarium w Europie we Franeker:

       
      Portowe Harlingen - dawny port wielorybników:


       
      Szerokie plaże nad Morzem Północnym na wyspie Ameland:

       
      Morze Wattowe, które było głównym celem naszej krótkiej wyprawy - płytki akwen co 6 godzin zmieniający się z morza w piaszczystą mieliznę. Wtedy można pieszo przejść z lądu na równoległy łańcuch Wysp Zachodniofryzyjskich:



       
      Park Narodowy Lauwersmeer powstały w miejscu odcięcia dawnej morskiej zatoki śluzami - powstał nowy, słodkowodny świat, miejsce lęgów i migracji wielu gatunków ptaków:


       
      Dawne wsie z oryginalnym układem ulic - m.in. Niehove i Ezinge:


       
      Ośrodek leczenia młodych fok znalezionych na holenderskim wybrzeżu w Pieterburen:

       
      Piękny, jeden z 17 pozostałych "borgów", dwór/pałac koło Uithuizen:

       
      I Groningen, które ogólnie nas trochę rozczarowało, ale ruch rowerowy - największy w Holandii - zachwycił. Służy mu m.in. taki parking pod dworcem kolejowym:


       
      Rowerowo zaś... Marzenie :). Ruch w Leeuwarden i Groningen wydaje się nieosiągalnym u nas ideałem. Dwukierunkowe szerokie drogi rowerowe w obydwu miastach były przy większości większych ulic. Na reszcie rowerzyści jeden za drugim pomykali w ruchu ogólnym i szacunkiem ze strony kierowców.







       
      W Leeuwarden przejechaliśmy też drogą rowerową pod akweduktem pod jednym z głównych kanałów północnej Holandii.


       
      Kawałek dalej trafiliśmy na prom zastępczy, jaki wozi rowerzystów podczas remontu sąsiedniego mostu.


       
      Prom na Ameland ma osobne wejścia dla rowerzystów i na prom wjeżdżamy dwukrotnie jako pierwsi.


       
      Po wyspie Ameland przejechaliśmy piękną trasą rowerową.




       
      Gdzieś w trasie przewieźliśmy tyłki i rowery małym statkiem wożącym rowerzystów, umożliwiającym przecięcie niesprzyjającej plątaniny kanałów pozbawionej mostów.



       
      Kilkakrotnie trafialiśmy na "rustpunty" - prywatne miejsca odpoczynku dla rowerzystów z pełną lodówką, czasem kuchenką, płatne w stojącej skarbonce.




       
      Całą trasę jechaliśmy korzystając z węzłowego systemu nawigacji po Holandii i poświęconej mu strony www i apki.



       
      A jak się jeździ poza miastami po Fryzji? Zdecydowana większość to odizolowane drogi rowerowe lub drogi techniczne wałów przeciwpowodziowych zamknięte dla samochodów. Dużo naszej trasy biegło wzdłuż głównego wału chroniącego Fryzję przed Morzem Wattowym, po jednej lub po drugiej stronie, zwykle w towarzystwie owiec, które mają tam swoje pastwiska. Czasem zjeżdżaliśmy na szosę by dojechać do danego miejsca, a tam pojawiały się specjalne pasy dla rowerzystów.
      Tak to wyglądało przy wałach:







       
      ... a tak wyglądały odcinki z dala od morza:







       
      Podsumowując - Fryzja to kawał bardzo przyjemnej, nietrudnej, ciekawej, dość oryginalnej, świetnej na rodzinny wypoczynek, rowerowej przygody.
      Polecamy
      Szy.
×