Skocz do zawartości

[Bojano] Miejscowość nieprzyjazna rowerzystom.


Kakadu90

Rekomendowane odpowiedzi

A szosowcy, jak chcą się wyżyć, to czemu nie wybierają taki tras, gdzie też mogą z siebie wycisnąć siódme poty, a wolą drogi publiczne i to dosyć główne? Jaka w tym przyjemność?

 

Jedna z moich teorii... Między "komutersami" co chwila zdarza się ktoś, kogo można spektakularnie objechać dowodząc swoich wartości sportowych. Gdyby taki jeden z drugim pojechali na prawdziwe zawody, być może okazałoby się, że zamiast na czele stawki, nagle wylądują na końcu.

 

Porównywanie kierowcy który jedzie 100-120 w mieście do roweru 30 na DDR-ze trąci nawet nie absurdem - no comment.

 

Nie dziwię się, że tak reagujesz na to porównanie, bo nie widzisz zagrożenia w blisko 2-krotnej dysproporcji prędkości względem średniej z jaką porusza się pozostali użytkownicy. Weź pod uwagę, że wszystko dzieje się na znacznie krótszych dystansach i mniejszej przestrzeni niż ulica, a rower nie hamuje w miejscu z takich prędkości.

 

Hipokrytą nie jestem, jak przesiadam się z 20-kg trekinga na MTB, to się czasami poleci z prędkościami powyżej 30km/h. Głupotą z mojej strony by jednak było, żebym nie przyznał iż jest to znacznie bardziej stresujące niż jazda z niższymi prędkościami. A najgorsze jest w tym wszystkim to, że wspólbracia, który też poruszają się z takimi prędkościami mają awersję do używania hamulców. Podejrzewam, że powód jest prozaiczny. Nie mają siły, by ponownie rozpędzić pojazd, więc robią wszystko, by tylko nie zwolnić... Jak to mawia gimbaza - żenuła...

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przypadkiem trafiłem na ten temat - nie znam okolicy itd, ale tak sobie czytam i mam kilka uwag:

 

Po pierwsze, całkowicie zgadzam się, że generalnie jazda po mieście z prędkością większą niż 20-25 kmh jest raczej niebezpieczna i niewskazana (krawężniki, uskoki, światła, piesi, dzieci, psy itp), chociaż na pewno są miejsca gdzie bezpiecznie można jechać 30 i więcej. Ale to powinien podpowiadać zdrowy rozsądek - dostosowanie prędkości do warunków jazdy.

 

Druga to taka, że budowanie DDRów tylko po to, żeby zbudować to pomyłka totalna - nie chodzi tutaj o możliwość rozwinięcia tej czy innej prędkości, ale infrastruktura ma służyć, a nie przeszkadzać. Często efektem bezmyślności projektantów/urbanistów jest to, że niektórzy rowerzyści w miastach wolą jechać w ścisku obok aut niż korzystać z wyrobu DDRopodobnego.

 

Trzecia uwaga i najbardziej ad rem to taka, że chyba troszkę zboczyliśmy z tematu... Z tego co widzę na zdjęciu to nie jest gęsto zabudowane miasto tylko jakaś wieś, przez którą przechodzi droga, nawet nie wojewódzka, i ktoś trzasnął zakaz ruchu rowerów, bo przecież "jest DDR, specjalnie dla rowerzystów". Istnienie w takim miejscu zakazu ruchu rowerów po jezdni to jakiś absurd i bezmyślność osób które są za to odpowiedzialne.

W takim miejscu kolarz jadący +30 kmh czy sakwiarz z bagażem 25 kgmusi się przekolebać na drugą stronę (2x potencjalnie niebezpieczny manewr zjazdu i wjazdu na DDR przecinając jezdnię), by przez 2km jechać zgodnie z przepisami DDRką. DDR jest we wsi, więc nie zdziwię się jak na rowerzystę będą czekały lokalne atrakcje w postaci ganiających dzieciaków, matki z wózkiem czy pana Zenka w drodze po piwko i bułki, bo nie sądzę, że mając bliżej do DDR wybiorą chodnik po drugiej stronie jezdni. Czemu się nie dziwę, bo infrastruktura powinna być tak zaprojektowana, żeby pieszy nie musiał nadkładać drogi.

DDR jest w standardzie polskim, więc mamy kosteczkę możliwe, że fazowaną (wydatek energetyczny większy o 40% niż na asfalcie) do tego uskoki na krawężnikach, przejazdy przez wyjazdy zaburzające ciągłość drogi no i oczywiście ryzyko że włączający się do ruchu kierowca zablokuje drogę (kierowcy ruchu pojazdów szybszych niż "pieszy" spodziewają się na jezdni, a nie na chodniku - dla większości kierowców taka "DDR" to po prostu "chodnik").

I to wszystko w miejscu gdzie jest porządna jezdnia, a prędkość dopuszczalna to 50kmh (teren zabudowany) i przydałoby się, żeby nie była przekraczana, co jest przecież standardem w takich miejscach (a obecność rowerzystów na jezdni wpływa na uspokojenie ruchu).

 

I teraz sobie wyobraźmy, że takie "ułatwienie" fundują nam włodarze każdej mijanej po drodze miejscowości...

 

Jakie to ma skutki w zakresie poważania prawa? Dla części rowerzystów i pieszych rozsądniejsze, często bezpieczniejsze i wygodniejsze będzie rozwiązanie, które polegać będzie na zachowaniu się niezgodnie z organizacją ruchu naruszając przy tym przepisy i pogłębiając animozje na linii pieszy/rowerzysta i rowerzysta/kierowca. Prawo powinno być mądre, intuicyjne i służyć ludziom a  pasować urzędnikowi/planiście.

 

Czy nie byłoby lepiej, jakby z jednej (albo nawet z dwóch stron) zrobić ciągi pieszo-rowerowe - jak ktoś wyszedł sobie po prostu pojeździć, boi się po jezdni, albo jedzie z domku A do domku B na ploty i ciasto to niech sobie korzysta z DDRiP - będzie jechał raczej powoli, kostka faktycznie nie będzie aż tak przeszkadzać, przejedzie te 400m i wszystko cacy.

A jak ktoś jest "tranzytem", robi trening albo zwyczajnie woli asfalt niż kolebanie się po krzywiznach to niech sobie jedzie tą drogą. Jestem w stanie się założyć, że spośród tej grupy rowerzystów znaczna większość i tak pojedzie jezdnią, nawet gdyby znak zakazu świecił się we wszystkich kolorach tęczy.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak zwykle zaczyna się gadka o tej nieszczęsnej "większej prędkości". Ja nie korzystam z DDR-ów i korzystał nie będę a już na pewno z takiego jak na zdjęciu. Prędkość jest tu mało istotna. Po prostu nie i już. U mnie wmieście jest w pewnym miejscu podobna sytuacja. Różnica polega na braku takich znaków a sam DDR jest wyasfaltowany. Problem tylko w tym, że jest kompletnie nie sprzątany. Co tam jest po zimie to każdy niech się domyśli więc nie można się dziwić, że sporo osób kolokwialnie olewa takie pseudo "udogodnienia" i nadal korzysta z jezdni.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MaciekRutecki, trudno nie przyznać Ci racji - jako społeczeństwo powinniśmy aktywnie dbać o lokalna przestrzeń w której żyjemy, bo często nikt inny za nas tego nie zrobi, a czasem faktycznie niewiele potrzeba by coś zmienić. http://www.zm.org.pl/?a=obojetnosc-135. Fajna ściągawka, co prawda dotyczy Mazowsza i Warszawy, ale znaleźć dane kontaktowe do "swoich" władz raczej nie będzie problemu.

 

Tylko jak zwykle w życiu nic nie jest czaro białe.. co zrobić np z takim miejscem:

https://www.google.com/maps?q=Bemowo,+Warszawa,+Polska&hl=pl&ll=52.262642,20.932345&spn=0.014065,0.031629&sll=52.232938,21.061194&sspn=0.900792,2.024231&oq=bemowo&hnear=Bemowo+Warszawa,+mazowieckie,+Polska&t=m&z=16&layer=c&cbll=52.262384,20.932269&panoid=tISyDFP-O0fI0T7k4AvnLg&cbp=12,210.76,,0,9.16

 

Ulica niezbyt ruchliwa, pasy szerokie. Po prawej władze Bemowa uszczęśliwiły rowerzystów DDRiP, dzięki Bogu nie ma zakazu ruchu jezdnią. Stosunkowo wąska DDRiP dodatkowo zastawiona nielegalnie parkującymi samochodami zajmującymi jakieś 20 do 50% ciągu. Do tego piesi, spacerowicze z psami - jak to na osiedlu.

Znam sprawę - od lat ludzie piszą listy do Zarządu Dróg Miejskich, dzielnicy, prezydent miasta, pisma, skargi, zażalenia, telefony do straży miejskiej... itp. Jak było tak jest.

 

Jeżdżę tamtędy codziennie do pracy i mniej więcej raz w tygodniu trafia się kierowca, któremu nie podoba się moja obecność na jezdni.

 

Takich miejsc jest mnóstwo.

 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mówiąc krótko bardziej szkodzą niż pomagają ogółowi społeczności rowerzystów, za co Wam "serdecznie" dziękuję. Liczę na to, że pojawi się tam drogówka (jak i w innych miejscach, gdzie rowerzyści mają w poważaniu wszystkich innych). Może drogi trochę się oczyszczą z patologii.

 

Gdyby podsumowaniem tego wątku było: zorganizujmy jakąś akcję, petycję itp. to bym się cieszył. Ale co mamy? Przyzwolenie na łamanie prawa -- po najmniejszej linii oporu

 

Sorki ale z tą "patologią" do delikatnie to ujmując przeginasz. Chcesz sobie organizować akcję lub użerać się z lokalnymi "kacykami" to to rób. Ja nie mam na to oni ochoty ani czasu. Też mogę wyjechać tekstem o "patologii" wymuszania jazdy tylko tam gdzie trzeba bo namnożyło się "was" jak króliki. Doszło już do tego, że ludzie wytykają nogi na porozwalanych chodnikach, niektóre ulice od lat mimo błagań o fundusze są nie remontowane ale na DDR-y kasa się znajduje. Bo przykładowo w pewnym mieście zrobili referendum i wyszło na tak dla takich inwestycji. Nie mówię temu nie ale trzeba znać proporcje bo się zaraz okaże, że po większości ulic nie będę miał prawa się poruszać. Najpierw za przeproszeniem "drzecie mordę" jak ktoś wytyka jazdę po drogach bo oczywiście "ja mam prawo bo jestem takim samym uczestnikiem ruchu" a teraz się zaczyna wyjazd z "patologią" jak się z nich korzysta. I tylko dlatego, że często na tych DDR-ach jest zła nawierzchnia, często jest o wiele wolniej, niebezpiecznie czy jak wspomniałem leży sporo śmieci lub przykład kolegi wyżej.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@@beskid, Narzekanie na ścieżki to odwracanie kota zadem. Problemem jest niedostosowanie prędkości do warunków, a nie "problemy infrastrukturane", które powodują wypadki i kolizje. A wszystko wynika z tego, że jeden z drugim i trzecim chcą zapimpalać tyle ile im pompka daje. Wtedy nawet nierówna kostka może spowodować soczysty "krasz". Oczywiście wtedy jest to wina kostki a nie tego, kto gniótł na złamanie karku. Jeżeli ktoś się ogarnięty przez ścigacką chuć, to przede wszystkim powinien wylać sobie na głowę kubeł zimnej wody i pojechać sobie za miasto i tam się wyżyć, zamiast szukać problemów w infrastrukturze miejskiej, która nie umożliwia treningów do maratonów. Mimo że zachodnie okolice Warszawy nie sprzyjają uprawianiu "szosingu", to jestem w stanie znaleźć odcinki na których można pocisnąć tak aż żyłka spuchnie i mam dość. A jak chcę transportowo dojechać na czas, to wstaję pół godziny wcześniej, a nie jak większość narzekaczy, codziennie 10 minut za późno (styl warszawski).

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od dawna twierdzę, że Polska jest krajem absurdów także w przypadku tematu rowerowego. Jakiś czas temu ddry w Warszawie wytyczano na chodniku za pomocą farby, później budowano z kostki a teraz na potęgę kładzie się asfalt. Jedna inwestycja- 3 wydatki. Dodatkow pożądna ddr w mieście wymaga kolosalnej ilości znaków. Decydenci z czasem się nauczą, że buduwanie ddru na siłę nie jest rozwiązaniem satysfakcjonującym wszystkie strony ale do małych mieścin ta wiedza będzie długo spływać. Jeśli masz czas to walcz z decydentami a nie na forum. Jeśli będziesz mieç twade argumenty i poparcie to wygrasz.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od dawna twierdzę, że Polska jest krajem absurdów także w przypadku tematu rowerowego. Jakiś czas temu ddry w Warszawie wytyczano na chodniku za pomocą farby, później budowano z kostki a teraz na potęgę kładzie się asfalt.

 

Zaraz zejdę przed blok i zrobię kilka zdjęć jak wyglądają ścieżki u mnie, mam wrażenie, że Polacy zrobiliby aferę że hoho.

 

Jak wrzucę fotki, odpowiesz mi na pytanie, jakim cudem w Niemczech nie trzeba mega super ścieżek i kilka razy większa ilość rowerzystów daje radę. Ok?

 

Dodatkow pożądna ddr w mieście wymaga kolosalnej ilości znaków.

Guzik prawda. Tutaj w zasadzie używa się tylko znaku C16 plus tabliczka z rysunkiem roweru i napisem FREI, ewentualnie tylko C13. Kombinacji C13/C16 w zasadzie nie używa się, widziałem może z trzy, cztery razy i to chyba nawet za miastem.

Ok, wróciłem.

 

Porcja zdjęć, obrazujących, po czym ci biedni Niemcy muszą jeździć. ;)2ahaheda.jpg

 

Przy okazji znalazłem jeden C13/C16 o którym nie wiedziałem. ;)

zy6u7a9a.jpg

u9a3ezym.jpg

 

Tak, to jest dwukierunkowa droga dla rowerów.

by5ugy5u.jpg

u7e2uhag.jpg

2agugeva.jpg

ynepaduv.jpg

yby2asaq.jpg

2u6a8ade.jpg

zajahaha.jpg

 

Ktoś kiedyś rozpisywał się na temat pustych miejsc parkingowych pod blokami, więc jeszcze widok na ulicę pod blokiem. Uprzedzając pytanie, tak, parkingi podziemne oczywiście są.

egyjydup.jpg

 

No i na koniec, rzut oka na urządzenie, bez którego ciężko sobie wyobrazić życie w centrum w ciągu dnia. Takich pod blokiem waruje 11 sztuk. A w całym mieście setki jak nie tysiące. Nie ma w zasadzie ulicy bez choć jednej sztuki.

ybu2umeb.jpg

 

Uff... Pisanie na telefonie takich postów, to jakaś masakra. :P

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby rower był konkurencyjnym środkiem transportu dla zbiorówki, czy samochodu MUSI mieć zagwarantowaną możliwość takiego poruszania, by czas dojazdu był sensowny. W krajach starej Unii to rozumieją od dawna.

Rozumieją tak bardzo, w holenderskim Eindhoven wykorzystanie samochodu stanowi 65% pozdróży po mieście, w Rotterdamie 56%, a w Utrechcie 51%. A to nie są rozległe powierzchniowo miata i spokojnie mogliby tam rowerami jeździć :) (A w Warszawie 34%...)

http://en.wikipedia.org/wiki/Modal_share

 

 

 

Decydenci z czasem się nauczą, że buduwanie ddru na siłę nie jest rozwiązaniem satysfakcjonującym wszystkie strony

No poatrz, a przez lata zielone mazowsze i masa krytyczna walczyła właśnie o to...

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest tak, w porównaniu z Warszawą.

 

HH

Powierzchnia 755km2

Ludność 1,7 miliona

Piesi 28%

Rower 12%

Komunikacja miejska 18%

Samochód 42%

 

W-wa

Powierzchnia 517km2

Ludność 1,7 miliona

Piesi 5%

Rower 1%

Komunikacja miejska 60%

Samochód 34%

 

Bardzo porównywalne miasta, a różnice pomiędzy nimi, w kwestii udziału poszczególnych grup transportu, więcej niż zasadnicze.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tacy ludzie kurczowo trzymają się miasta. Wystarczy pojechać za miasto i można się tak wyżyć, aż pot spłynie po pupie aż do kostek. Ja z tym nie mam problemu... @zekker, Przy dużych prędkościach na DDR nagle wszystko staje się problemem: za wąska, nie równa, źle profilowane zakręty, zła organizacja, inni uczestnicy itp itd. To logiczne, skoro chce się gnieść ile fabryka dała. Przy normalnych prędkościach większość tych spraw znika, lub co najmniej spada do rangi "problemu", z którym da się żyć.

Przecież cały szkopuł w tym miejscu, że to jest praktycznie poza miastem. Kilka km dalej i tak trzeba zjechać na tą samą drogę, bo chodnik się kończy.

W mieście wiadomo, ruch duży, sporo osób jeździ poniżej 20km/h, co chwila jakieś skrzyżowanie, więc nie ma co grzać ile wlezie.

 

Natomiast nie wyobrażam sobie by budować tak DDR-y by konstrukcyjnie ograniczać na nich prędkość.

To czasami jest konieczność tak samo jak dla samochodów. Ale musi wynikać ze szczególności miejsca: kiepska widoczność, zmiana pierwszeństwa itp.

 

Oczywiście, jadący na szosówce raczej do lasu nie zbaczają. Ale mam pytanie dla tych co jeżdżą powyżej 30km/h (a zwykle więcej) na publicznych drogach, gdzie ograniczenie wynosi 90 km/h? Czyj czas reakcji i hamowania jest krótszy? Auta 90 km/h, czy rowerzysty jadącego 40km/h?

Czas reakcji powinien być bardzo podobny, droga hamowania dla samochodu zdecydowanie krótsza. Tylko co to ma do rzeczy?

Za kimś jedzie się w takiej odległości, żeby nie wjechać w tył przy nagłym hamowaniu.

 

2. pisanie petycji, kontakt z odpowiedzialnymi, masy krytyczne, wnioski itp. generalnie działanie, najbardziej skuteczna metoda. Ale nie twierdzę, że skuteczna w 100%, jeśli jednak efektem tego jest poprawa warunków i/lub nawiązanie dialogu z włodarzami, to jest sukces. Sam z niej korzystałem i fajnie jest potem widzieć efekty. Kto tak robił, to mnie zrozumie.

Z tym jest problem, bo o ile duże miasta mają swoje organizacje rowerowe, które pomogą w takich sprawach, tak nie ma dla całego województwa. Natomiast mieszkańcy małych miejscowości nie są dostatecznie zorganizowani, a przede wszystkim świadomi. W większości jest to im obojętne, a cierpią ludzie jadący tranzytem.

Ktoś w gminie wymyśli sobie, że przy okazji remontu drogi zrobią ścieżkę, przecież to modne i potrzebne. Brak przy tym głębszej analizy problemu, potrzeb i skutków. Brak też elementarnej wiedzy z zakresu ruchu rowerowego i współpracy między gminami.

 

@kadargo

To tylko pokazuje, że popełniamy te same błędy, przechodzimy przez te same etapy budowania świadomości ruchu rowerowego.

Nie wiem z jakiego dałeś zdjęcia, ja w Hamburgu widziałem takie kwiatki:

P1010842.JPG

 

Ale nie boją się takich rozwiązań:

P1020139.JPG

 

Warto pamiętać kiedy oni budowali swoją infrastrukturę, kiedy my. W Lipsku wygląda to już zupełnie inaczej:

P1050378.JPG

P1050420.JPG

 

Niestety u nas jakoś nie da się przeskoczyć tych samych błędów i zacząć od razu robić z głową.

Na zakończenie słodko-kwaśny przykład z drogi Rybno - Gniewino:

https://maps.google.pl/?ll=54.690553,18.075471&spn=0.022969,0.066047&t=m&z=15&layer=c&cbll=54.690465,18.075618&panoid=5sQLB_kdZXiZIYGLukY7PA&cbp=12,331.66,,0,16.26

Na najbardziej stromym odcinku wymalowane pobocze czy nieoznaczony pas dla rowerów. Da się z głową - da.

Z prawej dziwny twór, bo oznaczony tylko od tej strony, mimo znaku sugerującego podział stron nie było go.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rozumieją tak bardzo, w holenderskim Eindhoven wykorzystanie samochodu stanowi 65% pozdróży po mieście, w Rotterdamie 56%, a w Utrechcie 51%. A to nie są rozległe powierzchniowo miata i spokojnie mogliby tam rowerami jeździć :) (A w Warszawie 34%...)

No i jeżdżą :)

Nie porównuj samochodów , tylko wykorzystanie rowerów.

Eindhoven - 24%

Rotterdam - 14%

Utrech -        21%

Warszawa -    1%

 

Poza tym nie wiem na ile są to dane miarodajne - nie ma dostępu do samego raportu - Urban Audit, retrieved 2009-10-03

 

edit

I znalazłem najnowsze dane z Eurostatu - http://appsso.eurostat.ec.europa.eu/nui/submitViewTableAction.do

dla całej Holandii

 

Percentage of journeys to work by bicycle

2011r - 23,80 %

2012  - 25,70 %

   

 

 

To jest mało???

 

 

 

BikoBiko, dnia 07 Cze 2014 - 7:00 PM, napisał: Natomiast nie wyobrażam sobie by budować tak DDR-y by konstrukcyjnie ograniczać na nich prędkość. To czasami jest konieczność tak samo jak dla samochodów. Ale musi wynikać ze szczególności miejsca: kiepska widoczność, zmiana pierwszeństwa itp.

 

Tylko, że ja pisałem w kontekście ograniczania prędkości dla całego DDR np. na 15 km/h a przecież np. dla miasta stołecznego, główne DDR mają mieć minimalną prędkość projektową 30km/h.

Wiadomo, ze na łukach, zakrętach skrzyżowaniach nigdy nie będzie takiej prędkości, ale chodziło mi o zasadę, bo dyskutujemy tu o zasadach.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale też nikt nie robi problemu jak na takiej ulicy ktoś pojedzie jezdnią.

 

Zgadza się, że jakość jest u nich czasami gorsza niż u nas, ale przynajmniej jest to spójna sieć. U nas robi się takie potworki bez perspektywy połączenia z czymkolwiek.

 

Kolejny przykład, że jednak da się w Polsce:

https://maps.google.pl/?ll=54.616418,18.361073&spn=0.020725,0.132093&t=m&z=14&layer=c&cbll=54.616409,18.344693&panoid=xLiq0Pflg_Vf5Pxx386d-A&cbp=12,217.66,,0,7.2

Miałem okazję tam jechać rok czy dwa temu, to oznakowanie było inne (czyli c-13). Z racji fal Dunaju (czyli obniżenia na wyjazdach z posesji: http://goo.gl/maps/C55zX ) nie nadawała się do sensownej jazdy. Teraz widzę, że każdemu przypasuje, tym co boją się po jezdni lub jadą wolniej i tym co mogą i chcą szybciej.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@@robertrobert1, To źle? Uważam, że to bardzo dobrze. Nie wiem dlaczego miasto miałoby faworyzować ruch "komuterski" a nie chwalić się odcinkami rekreacyjnymi.

 

 

 

Przecież cały szkopuł w tym miejscu, że to jest praktycznie poza miastem.

 

Nie wiem, w życiu tam nie byłem i pewnie nie zawitam, więc trudno mi powiedzieć, czy ten znak ma jakieś podstawy czy nie. Skoro jest DDR (chyba), to nie widzę powodu by rozdzierać szaty. Wiem natomiast, że ruch na obrzeżach wbrew pozorom może być bardziej niebezpieczny dla rowerzysty niż w centrum. Ruch się rozpręża, kierowcy naciskają pedał, mimo ograniczenia prędkości, tym bardziej gdy widzą prostą. W takich wypadkach lepiej odseparować ruch rowerowy od samochodowego, jeżeli jest taka możliwość.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

No i jeżdżą :) Nie porównuj samochodów , tylko wykorzystanie rowerów. Eindhoven - 24% Rotterdam - 14% Utrech - 21% Warszawa - 1%

Nie porównój danych wygodnych, tylko całokształt :)

Jak zerkniesz na całość, to zauważysz, że ci rowerzyści prędzej ubyli z komunikacji miejskiej niż z samochodow. I w tym momencie faworyzowanie ruchu rowerowego ma sie nijak do spadku liczby samochodów. A na upartego można powiedzieć, że zwiększa ten ruch :P mniej pasażerów -> mniejsza częstotliwość autobusów -> przesiadka do samochodów :P

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, w życiu tam nie byłem i pewnie nie zawitam, więc trudno mi powiedzieć, czy ten znak ma jakieś podstawy czy nie. Skoro jest DDR (chyba), to nie widzę powodu by rozdzierać szaty. Wiem natomiast, że ruch na obrzeżach wbrew pozorom może być bardziej niebezpieczny dla rowerzysty niż w centrum. Ruch się rozpręża, kierowcy naciskają pedał, mimo ograniczenia prędkości, tym bardziej gdy widzą prostą. W takich wypadkach lepiej odseparować ruch rowerowy od samochodowego, jeżeli jest taka możliwość.

Przejedź się wirtualnie od Chwaszczyna http://goo.gl/maps/OKEjI do Wejherowa. W Chwaszczynie zaczyna się od tego skrzyżowania. W stronę Gdańska ddr brak, na krajowej 20 też brak. A tu wymyślili, że będą separować wyrzucając rowery na chodnik.

Tylko taka separacja na maksymalnie kilka km i potrzeba skakania z prawa na lewo i z powrotem, to raczej nie jest realna poprawa bezpieczeństwa. Na papierze wygląda świetnie, jest ddr, jest separacja. W praktyce wiadomo.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem w czym jest problem z Bojanem, a właściwie jeśli dobrze widzę jest to Dobrzewino między Chwarzczynem a Bojanem.

Zakaz jazdy rowerem postawili w momencie kiedy otworzyli DDR po lewej stronie. DDR jest z kostki ale porównując z innymi odcinkami na terenie np. Gdyni czy Rumi, tym ze zdjęć podróżuje się bardzo przyjemnie. Szeroko, całkiem równo, prawie zerowe krawężniki - jest ok.

Więc pytam się o co jest to bicie piany, podsycanie złości i szukanie na siłę problemów? Droga jest intensywnie uczęszczana przez auta więc budowa DDR jest IMO korzystna.

 

Codziennie jeżdżę rowerem do pracy i z pracy, z przymusu po ścieżkach, bo mam takie po drodze, choć jak tylko mogę wybieram trasę alternatywną aby móc się poruszać asfaltami. I jeśli po tych ścieżkach rowerowych jadę z prędkością większą niż 25 km/h czyni to ze mnie patologię? Za większą patologię uważam przebieganie/przejeżdżanie na czerwonym, wymuszanie na skrzyżowaniach itd itd.

Prędkość zawsze dostosowuje się do warunków więc czemu jeśli są dobre nie mogę z nich korzystać? Czy muszę być skazany na poruszanie się w ślimaczym tempie bez względu na warunki?

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DDR jest z kostki ale porównując z innymi odcinkami na terenie np. Gdyni czy Rumi, tym ze zdjęć podróżuje się bardzo przyjemnie. Szeroko, całkiem równo, prawie zerowe krawężniki - jest ok.

Więc pytam się o co jest to bicie piany, podsycanie złości i szukanie na siłę problemów? Droga jest intensywnie uczęszczana przez auta więc budowa DDR jest IMO korzystna.

 

Problem w tym, że używając roweru szosowego te prawie zerowe krawężniki i kostka staje się strasznie męcząca. Zjeżdżam na DDR na odcinku z Chwaszczyna do Karczemki i wiem jak bardzo to denerwuje. To, że jest droga dla rowerów to fajnie ale dla używających rowerów szosowych to prawdziwa katorga.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@@dywyn, nie mam szosy więc mogę się jedynie domyślać i choć nie mam pojęcia którędy bym jeździł na treningi, to trzeba postawić sprawę jasno, za przeproszeniem, wyżej dupy nie podskoczymy i skoro budują te ścieżki to musimy z nich korzystać.

Niestety mam wrażenie że osoby projektujące ścieżki nie miały nigdy pod zadkiem roweru i w efekcie mamy ściezki jakie mamy. Pozostaje brać rower na dach i jechać gdzieś w plenery lub zacisnąć zęby i wyjechać poza miasto po ścieżkach.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@robertrobert1

 

Zdaje się że nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

 

 

 

Zaraz zejdę przed blok i zrobię kilka zdjęć jak wyglądają ścieżki u mnie, mam wrażenie, że Polacy zrobiliby aferę że hoho. Jak wrzucę fotki, odpowiesz mi na pytanie, jakim cudem w Niemczech nie trzeba mega super ścieżek i kilka razy większa ilość rowerzystów daje radę. Ok?
 
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...