
Opon Continental Mountain King 2.4 Supersonic kupiłem w ostatnich dniach lutego. Pierwsze wrażenia: bardzo lekka - dwie sztuki waża praktycznie tyle ile moja poprzednia jedna Schwalbe King Jim 2.35". Gumy na ściankach bocznych tylko tyle, by nadać kolor. No i do tego te wielkie napisy... piękne :) Rozmiar jak to ponoć w Conti bywa - zawyżony: na obręczy Mavic EN321 opona ma 52.6mm (pomiar na "balonie") i 58.4mm w najszerszym miejscu (najbardziej wystające klocki) - o 2.4" można tylko pomarzyć.
Podczas pierwszych jazd wyraźnie poczułem (a może to efekt placebo?), że z kół wyparował prawie kilogram wagi. Opona warczy na utwardzonych nawierzchniach niemiłosiernie (jak wszystkie terenowe opoyn) ale zachowuje się poprawnie. W terenie jest za to super. Bardzo dobrze trzyma w przechyłach, dobrze hamuje i ogólnie wszystko super. Uznałbym ją za oponę idelaną, gdyby nie jej delikatna natura :) Na King Jim'ach przejeździłem kilka miesięcy (w tym jeden wyjazd w góry) bez żadnej gumy. W Conti, podczas właściwie dwóch miesięcy łatałem dętki trzy razy (raz z przodu i dwa razy z tyłu). Dwa razy powodem był tak malutki kolec, że aż było mi wstyd za nie. Mógłbym to nawet przeboleć, gdyby nie to, ze bieżnik znika w zastraszającym tempie.
Na wrzuconym u góry obrazku z oponą widać delikatne wyżłobienia we wszystkich klockach. Na napędówce były one już niewidoczne po około 80km w cyklu 50%teren 50% utwardzone nawierzchnie.
Dale j było jeszcze gorzej... :(
Po około 620km opona tylna wyglądała tak:

Takie złuszczające się kawałki są na całym obwodzie koła.
Ważę dużo (85kg) i niestety z racji adresu sporo muszę wozić się po asfalcie/chodnikach, ale odrywające się całe kawałki klocków to stanowczo za wiele po takim dystansie.
Opony przełożyłem do roweru dziewczyny. Ona waży mniej, więc może u niej oponki pojeżdżą dłużej.
Ogólnie to, jak napisalem wcześniej - genialna opona w teren, ale koszmarnie nietrwała w codziennym użytkowaniu, zwlaszcza jako opona napędowa.



















