Od czasu kiedy swoje jeżdżenie zacząłem brać na poważnie,a dla mnie to moment wjechania w góry,minął rok i kilka miesięcy.Zazwyczaj unikałem tłumu na szlaku,wolałem sam przemierzać swoje ścieżki.Czasami udało mi się namówić kolegę na wspólną jazdę.Na ostatniej wspólnej wycieczce padło hasło "czasówka na Równicę-może byś wziął udział".Pomysł mi się spodobał ale się trochę bałem,...że przyjadę ostatni,że to nie dla mnie,że po co mi to , i.t.p.Cztery dni przed zawodami wysłałem zgłoszenie.Na trening było trochę za późno ale pomimo to przez pozostałe dni robiłem po kilkanaście kilometrów w szybkim tempie.Nadszedł wreszcie dzień próby.Trema i kicha 45 min. przed startem wcale mi nie pomagały.Pomógł mi za to kolega dodając otuchy i pomagając wymienić dętkę. Wreszcie ruszyłem i ...wjechałem.Na mecie,po złapaniu oddechu,postanowiłem,że ...za rok jadę obowiązkowo
Ostatnie wpisy
-
200 metrów w dół i ...46 km pod górę19 czerwiec 2009 -
Sezon rozpoczęty04 czerwiec 2009 -
Majowy weekend w Czeskim Raju20 maj 2009 -
nareszcie wiosna30 kwiecień 2009 -
Marzec 200930 kwiecień 2009












