Od ubiegłej soboty siedzę sobie w Bieszczadach. Powodem mojego przyjazdu był ślub kuzyna, odwiedzenie rodziny. Szkoda, że nie wziąłem rowera, ale cóż moje auto- matiz nie pozwolił mi go zabrać. Teraz siedzę i ciągle coś wpierniczam. Kilogramów przybywa a forma- pewnie do dupy. Jak tylko wrócę do domu, to zabieram się za ostrą jazdę
Ostatnie wpisy
-
Zima-jej brak:)05 grudzień 2008 -
Kolejne zmiany22 lipiec 2008 -
Bieszczady12 lipiec 2008 -
Kolejny wyjazd30 czerwiec 2008 -
Wycieczka nad zalew do Mietkowa15 czerwiec 2008













